Tereny Valfden > Dział Wypraw
Na ratunek Ekkerund
Vitnir:
Odziany w czerń wojownik nie spoczywał, uniósł miecz na wysokość pasa i zamachnął się z prawej strony. Ostrze przecięło wpół ożywieńca, którego górna połówka teraz była na wysokości miecza wampira, ten zadał kolejny cios z lewej odcinając głowę. Wampir obrócił wzrok w prawo, tam zobaczył, że jeden z ociężałych przeciwników wykonuje zamach, którego jest celem. Nie czekając zrobił mały skok w lewo, by mieć więcej miejsca na atak. Uniósł miecz wysoko i zaatakował szyje przeciwnika, w czego wyniku ta nie wykonywała dalej swojego zadania. Zsuwające się zwłoki odsłoniły kolejnego zombi. Aerandir kopnął przeciwnika, by oddalić go od siebie, po czym sam wykonał krok w tył, by po chwili wybić się od podłoża z mieczem gotowym do zadania ciosu. Krasnoludzkie ostrze wylądowało na głowie przeciwnika, miażdżąc ją.
2780/3500
Szarleǰ:
Zombie wydawało się być coraz więcej, mimo, że Valfdeńczycy na spółkę z krasnoludami kładli jednego za drugim, a magowie nawet kilku na raz. Trzymając mocno miecz ruszyłem w stronę kilku nieboszczyków. Wolna ręka zanurzyła się w pakunku przywiązanym do lewej nogi. Wydobyłem różdżkę.
- Ihigi... Ihigi... Ihigi... - Mruknąłem pod nosem parokrotnie. Wydawało się, że co najmniej trzema pociskami trafiłem bezbłędnie, jednak w tym całym bitewnym zgiełku byłem lekko zdezorientowany i musiałem uważać by nie trafić któregoś ze swoich. Na ziemi nieopodal siebie spostrzegłem dwa "skwarki", trzeci pocisk również trafił, jednak nie zabił zombiego, a jedynie pozbawił go nogi i sporej części brzucha. Ten jednak nieprzerwanie zmierzał w moim kierunku czołgając się po ziemi. Podszedłem, szybki ruch ręką pozbawił go głowy. Nagle ogromna siła uderzyła mnie w bark, poczułem jakby co najmniej kotwica na niego spadła. Odskoczyłem, złapałem się za niego. Chyba nie wybity. Oprawca pędził na mnie z tępym wyrazem twarzy, najwyraźniej obrał sobie za ambicje życiową zabicie mnie. A chuj że z tobą. Pomyślałem. Wzmocniłem uścisk dłoni na rękojeści i doskoczyłem do truposza, kilkoma szybkimi ruchami rozczłonkowałem go, a ostatecznym pozbawiłem pustego łba.
2776/3500
Hagmar:
Bitwa trwała, w końcu walczących opatuliły kłęby siwego dymu z krasnoludzkich strzelb. Wojownicy skutecznie odpierali na moście kolejne fale wrogów, wydawać by się mogło że nie kończące się. I wtedy przez jaskinie przeszedł potężny ryk, ziemia zaczęła drżeć a za linią wroga pojawiła się ognista poświata, ON nadchodził...
700/3500
Izabell Ravlet:
Grupa zobiaczków zaczęła się gwałtownie kurczyć, co zmotywowało Darlenita, jednak ryk nieco go przestraszył. Było pewne, że niedługo kulminacyjny punkt wyprawy. A że demona jeszcze nie widać, trzeba tłuc nieumarłych:
-OIIIG - wykrzyczał wręcz mauren posyłając strzałę prosto w głowę potwora. Następnie wyciągnął miecz, przecież klinga też powinna być użyta, i ruszył w stronę najbliższego przeciwnika. Po szybkim odskoku od spadającej pałki nieumarłego, robiąc krok do przodu Darlenit z łatwością odciął głowę od reszty przegniłego ciała. Widząc obok zombiego ruszającego w jego stronę, nowicjusz posłał ognistą strzałę i odciął głowę nieumarłemu...
697/3500
Rikka Malkain:
Gdy Wampir usłyszał ryk szybko kopnął nacierającego zombi w brzuch by zwiększyć dystans, i chwilę nasłuchiwał. -To chyba jakieś naprawdę duże kurewstwo, skoro demon nadchodzi to finał już blisko...- Nie mógł dłużej pomyśleć, bo już atakowała grupka zombi, wziął mały rozbieg, skoczył z mieczem w górze i rozpłatał łeb jednego z potworów na dwie części.
Zombie:
696/3500
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej