Tereny Valfden > Dział Wypraw

Na ratunek Ekkerund

<< < (15/25) > >>

Szarleǰ:
Nie mineło dużo czasu, a dałem się porwać w wir walki. Dłoń sama odnalazła rękojeść miecza, którego klinga spoczywała grzecznie w pochwie na plecach. Błyskawicznym ruchem wyrwałem ją z długotrwałego spoczynku i ze świstem przecinanego powietrza wykonałem dwie zgrabne ósemki, by trochę rozgrzać się przed walką. Zombie, wydawało się, nacierali z każdej strony. Nie wyglądali jednak na godnych przeciwników. Doskoczyłem do pierwszych trzech z brzegu, chlasnąłem jednego na wysokości klatki piersiowej. Nie wiem, czy mi się tylko wydawało, czy faktycznie tak było, jednak miałem nieodparte wrażenie, że ze sporych rozmiarów rany wyleciało kilka tłustych larw. Zwinny unik przed ciężką łapą przeciwnika pędzącą na moją głowę najprawdopodobniej uratował mi życie, chlasnąłem znowu. Głowa przeciwnika potoczyła się po posadzce. Potem piruet, jeden, drugi. starałem się, nie stracić równowagi. Pod miecz nawinęło się trzech kolejnych, teraz leżeli już bez ruchu, tak jak powinni.

2796/3500

Dragosani:
Zeleris latał nad armią nieumarłych. Trupy śmierdziały i jęczały okropnie. Na szczęście krasnoludy i siły Bractwa jakoś dawały sobie rade w eksterminowaniu ich. A to likwidowało przynajmniej jęki ożywieńców. Zawsze coś. Mag uznał, ze wypadałoby rzucić kolejne zaklęcie. Postanowił, że ponownie skorzysta z małej burzy ognistej. obrał moc. Tyle ile przedtem. Skupił ją na dłoni.
- Anash Grash, Upush Huxuash, Osh Isarish Izqiash! - wypowiedział inkantację, dzięki czemu wytworzył niewielką kulę ognia nad dłonią. Przelatując nad tyłami sił nieumarłych rzucił ją w szeregi wroga. Pocisk trafił w jednego z zombiech. Jako że był wzmocniony czarną skazą, spalił go prawie całkowicie. Po tym rozprysnął się, zalewając ogniem kilku pobliskich nieumarłych. Martwe ciała łatwo zajęły się ogniem. Po krótkiej chwili po kilku sztukach ożywieńców zostały jedynie na wpół spalone resztki. Flamel wzleciał pod sklepienie.
2790/3500

Elrond Ñoldor:
Ognisty! Ognisty miecz! Też chce kurwa coś takiego! powiedział pojawiając się nagle w kilkunastometrowej odległości od Gunsesa. Jako że jego nagłe pojawienie się od razu przyciągnęło błędny wzrok truposzy, Niko złapał miecz pod pachę, wyszarpał różdżkę z cholewy buta i celując w najbliższe zombi, wykrzyczał:
- Igoi! - lula ognia pomknęła z sykiem zamieniając wroga w pochodnię. Zaiste piękny był to widok.

2789/3500

Anv:
Wydawszy rozkazy magom, sam sięgnał po klingę uwieszoną na plecach. Chwila koncentracji, wyostrzenie wszystkich zmysłów i już był gotowy do ataku. Ruszył powoli w stronę nacierającej armii zombie. Wyciągnął z cholewy różdżkę i wyeclował w ostrze miecza.
- IGOI! - wyszeptał, a z końca różdżki pomknęła kula ognia, gdy natrafiła na miecz, ten zajął się płomieniem, dzięki zawartej w nim magicznej rudzie. Zaczął się rozpędzać. Tymczasowo miecz trzymał w jednej ręce.
- IGOI! - krzyknął raz jeszcze i posłał powstałą kulę ognia w szeregi umarlaków, w kierunku których zmierzał. Wtedy odłożył ja z powrotem do cholewy i zacisnął druga dłoń na rękojeści miecza. Biegnąc ciął na boki, na odlew wszytko to co jeszcze się ruszało, a nie było sojusznikiem. Za pomocą telekinezy przyciągnął ciało jednego zombie bliżej siebie i natychmiast ciął ukośnie w dół. Potwór runął na ziemię w skutku natychmiastowej amputacji nogi z rąk chirurga Anvarunisa. Zombie nie czekał długo, uszkodzony wciąż próbował pełznąć w stronę kruka. Zagrożenia jednak nie stanowił, bowiem ten, zdążył sprawnie odskoczyć. Po chwili pchnął mieczem w plecy umarlaka. Dobił ostrze dość mocno, przyciskając ofiarę do ziemi. Wtedy chwycił jego głowę demoniczną dłonią i szybkim ruchem oderwał od tułowia. Krew efektownie bryznęła po okolicznie zebranych osobach.

2788/3500

Rikka Malkain:
Jako, że najłatwiejszym dla niego sposobem zabicia zombie było odcięcia mu głowy, Garik skoczył w kierunku kolejnego martwiaka i pozbawił truposza główki, następnego zombiaka nie czekał lepszy los, gdy tylko rzucił się na Garika temu udało się go wyminąć i z pół obrotu walnąć w plecy. Padł na ziemie i został dobity poprzez odcięcie głowy.
Młody Wampir wpadł już w bitewny trans, teraz tylko skakał, ciął i dźgał a kolejne martwiaki padały bez głowy.
Kilka zombi zaczęło na niego szarżować, uchylił się przed ciosem jednego z nich i odciął mu nogę do kolana, gdy truposz się przewracał odciął mu łeb. Odskoczył na bok przed atakiem innego i wbił mu miecz w bok czaszki, gdy go wyszarpnął umarlak padł.  Wampir pobiegł kilka metrów do przodu i skoczył na kolejnego potwora, wylądował mu na barkach i szybo wbił miecz w czaszkę, zeskoczył i ruszył ku kolejnym truposzom.

Zombie:
2783/3500

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej