Tereny Valfden > Dział Wypraw

Na ratunek Ekkerund

<< < (9/25) > >>

Anv:
- Koszt wyprodukowania takiej broni jest wysoki? Mniemam, iż dodatkowa oplata się należy za sam patent.. nie żebym był zainteresowany kupnem, ciekawi mnie po prostu. - rzekł raczej przyjaźnie. Osobiście nie chciał wierzyć w to co niosła ta broń. Dla Anvarunisa nic nie mogło zastąpić wielkiej klingi na plechach, z którą szedł przez świat jak z najlepszym przyjacielem. Miecz ma odejść w zapomnienie? Narzędzie, do ktorego tak wielu się przywiązywało, tak wielu nadawało im imiona..

Gunses:
- Nie trzeba Devristusie - rzekł cierpko - Ta rana nie zagraża jego życiu.
Gunses skinieniem głową wezwał Nikolaia i Garika aby poszli z nimi. Ruszył nie zerkając na Ociana ani razu. Kiedy wkroczyli do pokoju, Gunses szybki skinieniem podziękował krasnalowi i zamknął drzwi.
- Połóżcie go na łożu, zdejmijcie kubrak i niech któryś z was wleje w ranę swą krew - rzekł oschle, po czym zwrócił się do Ociana po raz pierwszy od incydentu - Jeśli masz jeszcze krew ludzką, to pij. Straciłeś swojej zbyt dużo - mówił zimnym tonem. Podszedł do ściany, oparł się rękami o nią, zamknął oczy. Myślał i milczał. Zbierała w nim złość. Furia, którą musiał wyrzucić z siebie
- Możesz mi wytłumaczyć co to miało być? - rzekł ostro, odwrócił się, a wyraz jego twarzy zmienił się na bardzo upiorny - Zażyczyłeś zrobić sobie cyrk? Kuglarskie sztuczki? Może zaczniesz obstawiać złotem swoje występy? Jesteś Wampirem! Dałem Ci możliwość wkroczenia do naszego Sabatu, dostąpiłeś zaszczytu stania się Nieśmiertelnym i co?! Zachowujesz się jak małe dziecko, rozkapryszone, przekonane o własnej bezkarności! Twoje zdolności to dziedzictwo Twej rasy! Powstały kiedy nasi praojcowie bronili tych ziem! A Ty bez krzty szacunku popisujesz się i przed kim?! Przed ludźmi, elfami i krasnoludami? Im chcesz zaimponować?! - krzyknął, miał nadzieję, że jednak to nie doszło do niczyich uszu. Odszedł znów do ściany, patrzył długo w sobie tylko upatrzony punkt. W sali panowała cisza. - Ludzie nazywają nas Nieśmiertelnymi. To stwierdzenie utarło się przez wieki. Człowiek gdy nie może czegoś pojąc osnuwa to mitem, mgłą tajemniczości. Póty jesteśmy uważani za panów, póki ta mgła istnieje, póki krąży mit. Swoim zachowaniem rujnujesz to, co budowały pokolenia Nieśmiertelnych od tysięcy lat. Nie dość, że ośmieszyłeś siebie i nas swą pewnością siebie, to udowodniłeś, że może Cię zranić głupia kulka wystrzelona z karanoludzkiej procy. To dało do myślenia każdemu... Będę musiał solidnie zastanowić się nad karą jaką powinienem Ci wyznaczyć. Kara musi być adekwatna do Twego występku. Pojmujesz to? - rzekł nadal patrząc w ścianę.

Hagmar:
-Koszty produkcji nie są aż tak wysokie, sam patent już tak.
-Ja zaś Aggromorze jestem bardzo zainteresowany zakupem patentu na broń i proch, i kilkudziesięciu egzemplarzy samych strzelb, oczywiście z amunicją i zapasem prochu.
-Cieszy mnie to że doceniłeś broń, porozmawiamy o tym po bitwie. Bo przecież nie masz przy sobie takich pieniędzy.
-No nie. Aragorna nie dziwiło to że z królem rozmawiało się tak luźno, wszak brodacze nienawidziły etykiety, Aragorn też. A to bardzo ułatwiało kontakty z tą rasą.

Mogul:
Ocian wziął wszystkie swoje butelki i zaczął pić dużymi łykami. W trakcie picia słuchał słów Gunsesa który wydawał się być wrogi i nieprzyjazny. Nie było łatwo mu słuchać tych słów. Jednak powodem nie była rana. Powodem był fakt że jego ojciec miał rację. Zachował się bardzo dziecinnie. Było mu z tym źle. To Gunses dał mu szansę, nowe życie a on zachował się karygodnie. Zdawał sobie o tym sprawę, bał się że Cadacus straci do niego kompletnie zaufanie i będzie miał do niego cały czas żal. Czuł tym większą obawę zdając sobie sprawę z tego że pokazał że wampiry mają też słabe strony narażając tym samym Sabat. Był gotowy ponieść konsekwencje swoich czynów.
- Rozumiem. Obiecuję że odkupie swe winy. jego głos był zimny jednak mimo tego było słychać w nim było szacunek i pokorę.

Gunses:
- Niech to będzie lekcja dla nas wszystkich - rzekł Gunses odwracając się i spoglądając na swe Dzieci. Widząc, że rana Ociana zmniejszyła się znacznie, Wampir wyszedł z komnaty zostawiając w niej swych Synów. Wrócił na ucztę, zasiadł na swoim miejscu. Na pytające spojrzenia zebranych odpowiedział pozytywnym kiwnięciem głowy, znaczącym, że poszkodowany dojdzie do siebie. Wampir zasiadł, wziął półpełny kielich wypił duszkiem. Odsapnął i spytał patrząc na Aggromora
- Co was nęka? - pytanie było ogólnikowe, ale Gunses chciał dowiedzieć się rzeczowej i pełnej relacji od władcy podziemnego miasta lub kogoś obytego w tematyce

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej