Tereny Valfden > Dział Wypraw
W poszukiwaniu odpowiedzi.
Dragosani:
Dracon usłyszał plus. Obejrzał się w tamtą stronę i dostrzegł Dioma, który taplał się w wodzie. Zapewne efekt potyczki z orkiem. Zeleris odwrócił wzrok. Wyciągnął różdżkę, jako że dawno jej nie używał. Zaczął krążyć nad portem, ogarniętym walką, wyszukując ofiar.
- IGOI! IGOI!- wystrzelił z różdżki dwie kule ognia, celując w szczęśliwie hasającego orka. Pierwszy ognisty pocisk oczywiście trafił, mag miał zbyt duże doświadczenie w ciskani nimi, by chybić. Siła uderzenia powaliła korsarza, który jednak miał ochotę jeszcze się poruszać. W tej chwili uderzyła druga kula, dobijając wojownika. Jego ciało zostało dotkliwie poparzone, zaś skórzana zbroja radośnie płonęła. Mag dalej latał nad polem bitwy.
- IGOI! - wypalił po raz kolejny, celując w następnego orka. - IGOI! - dodał tak dla pewności. Oba pociski uderzyły w korsarza, który wrzasnął przeraźliwie. Wrzask ów był ostatnią czynnością jaką zrobił on z swoim życiu. Poparzenie, czy nawet praktycznie spalenie części ciała, było zbyt dotkliwe, by istota mogła przeżyć.
10/30
Anette Du'Monteau:
Komandor widząc przelatującego Dioma wskoczył między orków. Musiał teraz działać szybko. W pierwszy cios włożył całą siłę, a potem wykonał kilka błyskawicznych cięć. Zawrócił się na pięcie i znów włożył całą moc i nienawiść w uderzenie. Potem nastąpiło już obeznane, proste cięcia. Z jednej ze stron spadł miecz. Mauren odskoczył w bok i przykucnął by zaraz nadziać się na kolejny atak. Tym razem odbił spory miecz, przeturlał się pod nogami przeciwnika i pchnął go w tył obiema klingami. Zawirował w ponownym piruecie przed następnym przeciwnikiem i wykonał sobie znaną poprzednią kombinację cięć i ataków poprzedzoną silnym uderzeniem. Potężny zamach wyrzucił jeden z mieczy wprost w gardło orka. Siła przebiła je na wylot, a potwór krztusząc się krwią padł na ziemię. Kruk przerzucił broń w drugą rękę myląc przeciwnika i rozciął wroga od barku do pasa. Miecz widać w barku natrafił na tętnice, bo po chwili wybuchła fontanna krwi. Wolną dłonią chwycił zza pasa dwa noże do rzucania i wymierzył w twarz przeciwnika. Jeden trafił w oko a drugi wbił się boleśnie w policzek. Zraniony ork w krótkim czasie stracił głowę.
4/30
Eric:
Diomedes otrzepał się z wody, jego długie włosy wchłonęły jej całkiem sporo. Tak samo było z brodą, ale tą już zdążył szybko przeczesać palcami. Kolejny ork nadbiegał, warcząc i bełkotając coś niezrozumiałego pod nosem. Diomedes uchylił się przed niedbałym, za to silnym cięciem i przed kilkoma następnymi. Czwarte z kolei zblokował i odbił ostrze topora. Wyprowadził kontratak, ale ork zręcznie uskoczył i uderzył go w plecy drzewcem. Diomedes runął na ziemię, stęknął i przeturlał się, unikając zapewne śmiertelnego wykończenia. Wykonał przewrót i nie widząc linii portu znów ją przekroczył. I wpadł do wody.
- No ja pierdolę! - wykrzyczał znów wychodząc na powierzchnię. Zdenerwowany uderzył z całą siłą. Poskutkowało. Zaskoczony ork upadł na ziemię z obficie krwawiącą raną na klatce piersiowej.
3/10
Szarleǰ:
Peanut ruszył na kolejnego orka, a jako, że uznawał zasadę, iż najlepszą obroną jest atak, wyprowadził potężne cięcie z dołu, mające rozwalić czaszkę orka poczynając od szczęki, kończąc na placie czołowym. Ork widząc, że zdąży zablokować uderzenie, to też sparował je toporem, próbując robić zamach mieczem, Peanut jednak wykonał zgrabny piruet, podczas którego przepołowił orka stojącego za nim. Pierwszy korsarz zupełnie stracił równowagę, był wybity z rytmu. Trzymając miecz jedną ręką znów ciął orka na wysokości klatki piersiowej, a ten znów sparował. Uderzenie było na tyle mocne, by ork musiał zrobić krok w tył, co było niewątpliwym błędem. Giń suko. Pomyślał Kruk, po czym ponownie natarł, markując uderzenie od góry, kopnął korsarza w brzuchu i skrócił go o głowę.
1/30
Eric:
Na placu pozostał już tylko jeden żywy okaz orka. Diomedes uśmiechnął się podle, sięgnął po różdżkę, wycelował i wyszeptał:
- Ihigi. - zielonoskóry stoczył się na ziemię.
0/30
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej