Tereny Valfden > Dział Wypraw
W poszukiwaniu odpowiedzi.
Anette Du'Monteau:
Zeyfar pociągnął mocniej cięciwę łuku i wycelował. Pięć sekund po tym na ziemi leżał jeden z orków. Z czaszki sterczała mu strzała. W kolejnego przeciwnika poszły trzy strzały ale ten trzymał się na nogach dalej. Komandor wyjął różdżkę i wymierzył w bydlaka.
-AGUIEI! - krzyknął, a z końca magicznego przedmiotu wystrzeliła mała błyskawica. Choć niewielka wyrządziła niezłe szkody podpalając skórzany pancerz orka i jego skórę.
Zostawiając na tę chwilę bronie dystansowe mauren chwycił za ostrza. Klingi zawirowały tnąc na ukos jednego z mięśniaków. Szybkim ruchem Kruk znalazł się za przeciwnikiem i bez zbędnych ceregieli pchnął miecze jak najmocniej. Broń wbiła się głęboko w skórę wroga. Mimo, że byli to orkowie znani z swej wytrzymałej skóry, to nie mogła się oprzeć mithrilowi. Następny napastnik zamachnął się wysoko toporem. Dzięki zwinnemu unikowi komandor nie stracił głowy. Przez kolejnych parę chwil wykonywał kolejne uskoki i odbijał ciosy. Gdy nadarzyła się okazja wyskoczył w powietrze zawijając się wokół szyi orka i jednym z mieczy pchnął go od tyłu. Wciąż trzymając się karku stwora pociągnął swym małym palcem. W mgnieniu oka z ręki wyskoczyło ostrze. Krótkim ruchem dłoni przejechał oponentowi po szyi kończąc jego życie.
17/30
Hagmar:
//Jeden z orków zaszedł Dioma od tyłu, chwycił i rzucił do basenu portowego.
Patty:
Skoczyłam w pędzie na najbliższego orka, tnąc wściekle mieczem. Klinga zjechała ze zgrzytem po ostrzu topora przeciwnika, a sama zakręciłam się w piruecie, unikając kontrataku, zadanego z siłą, który przerąbałby mnie na pół. Uniknęłam jeszcze jednego uderzenia i odskoczyłam w bok. Zielonoskóry zaszarżował, a wtedy małym impulsem telekinetycznym podcięłam mu nogi. Ork poleciał malowniczym szczupakiem w kierunku ziemi, a ostrze krasnoludzkiego miecza rozorało mu gardło. Krew chlusnęła na ziemię, sama jednak nie miałam czasu na obserwację, odpierając atak kolejnego korsarza. W półpiruecie uniknęłam uderzenia i przejechałam ostrzem przez pierś przeciwnika. Pirat, nic sobie z tego nie robiąc uderzał wściekle raz za razem, z twarzą wykrzywioną furią. Odbiłam topór w bok, unosząc jednocześnie lewą dłoń i szybko gromadząc energię.
- XIR - Wielobarwna nić ukształtowana z magii pomknęła ku przeciwnikowi, nie dając mu czasu na reakcję. Niemal czułam, jak jego dusza jest oddzielana od ciała i rozrywana. Odwróciłam się, ruszając na kolejnego wroga.
15/30
Eric:
Kruk chciał jak najszybciej pozbyć się zielonoskórych nieprzyjaciół. Nie dlatego, że spieszyło mu się do Mistrza Gordiana. Nie dlatego, że nie podobała mu się sielankowa sieczka. Dlatego, że konkretnie napierdalał go łeb, a obfita w wysiłek w walka wcale nie łagodziła bólu. Po chwili jednak przyszło ukojenie w postaci zimnej wody. Ktoś chwycił go za fraki i bez pardonu wrzucił do basenu portowego. Umiejętność pływania opanował podczas wielu treningów w Bractwie, tak więc szybko wydostał się na port, tylko że przemoczony i obolały. I niezbyt zadowolony. Podbiegł do trzyosobowej grupki i uderzył płasko, prostolinijnie i bez werwy. Uderzenie zostało łatwo sparowane. Po chwili jednak zaskoczył przeciwnika skomplikowanym wyprowadzeniem ciosu, równolegle do ziemi, na poziomie pasa. Zaskoczony ork uskoczył, ale nie udało mu się do końca uciec przed ostrzem. Na jego podbrzuszu zawitała krwistoczerwona rysa. Zielonoskóry obruszył się i zaszarżował. Diomedes uskoczył przed dwoma agresywnymi cięciami, wykonał obrót i sparował atak drugiego orka. Kolejny obrót pozwolił znaleźć mu się w dogodnej sytuacji do zmniejszenia otaczającej go grupy, jednak Diomedes zareagował zbyt wolno i orkowi udało się podtrzymać gardę. Kruk nie zrażając się uderzył od góry, potem, gdy jego cios został sparowany, zszedł niżej i ciął poprzecznie do góry, przez klatkę piersiową. Ork runął na kostkę brukową. Diomedes odskoczył przed niezgrabnym, za to piekielnie silnym cięciem i uderzył z obrotu, niecelnie. Szybko odzyskując rezon, wykonał trzy poprzeczne cięcia i jedno przecięło klatkę piersiową orka. Jego cielsko powędrowało w kaskadzie krwi prosto do morza. Diomedes szybko zasłonił się przed ciosem ostatniego orka z grupy, którą sobie obrał. Chęć zemsty sprawiła, że uderzenie mocno nabrało na sile. Kruk przez chwilę siłował się z orkiem na miecze, jednak lepsze warunki fizyczne miał przeciwnik, tak więc Diomedes musiał odskoczyć. Ork widocznie nie spodziewał się tego, bo zatoczył się do przodu, tracąc równowagę. Diomedes wykorzystał to ścinając mu głowę z karku.
- To tak na następny raz. Wbijecie parę pali przy porcie, nabijecie te główki i już żadne korsarze się tu przybyć nie odważą. - zamruczał z chorym uśmieszkiem.
12/30
Hagmar:
//Woda ciepła była bo to tropiki
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej