Tereny Valfden > Dział Wypraw

Tajemnice Starożytnych VI - Dzień Sądu

<< < (26/37) > >>

Hagmar:
//Podliczyłem właśnie.

Aragorn wyszarpnął miecz z truchła, od razu wziął zamach pozbawiając jakiegoś biedaka obu dłoni, drugiego przebił na wylot pchnięciem, wyszarpał miecz paskudnie powiększając ranę. Wykonał z przymkniętymi oczami obrót wokół własnej osi, trzy razy poczuł opór świadczący że trafił, i rzeczywiście wokół niego leżało pięć paskudnie pociętych ludzi. Co było dziwne wróg nie ustępował...


181/390

Vitnir:
Aerandir wbił przed siebie ostrze w ziemie, by sięgnąć po nowy nabytek. Pora Cię wypróbować - szepnął pod nosem mierząc z różdżki w biegnącego naprzeciwko żołdaka. IGOI - wypłynęło z ust wampira, a z różdżki wyleciała ognista kula trafiając w cel. ÂŻołnierz zaczął się miotać pogrążony w płomieniach. Wampir odłożył broń i wyciągnął wbity w ziemie miecz. Chciał dobić swoją ofiarę, która zdawało się nie chce jeszcze ginąć, plany jego pokrzyżowało ostrze pędzące w niego kierunku. Sparował cios, po czym wykonał obrót, który wybił przeciwnikowi miecz, teraz wykonał wyskok, by zadać miażdżące uderzenie. Bezbronny żołnierz pod naporem uderzenia upadł na kolana z ostrzem wbitym w ciało, po chwili wyzionął ducha. Wampir podszedł do leżącego na ziemi skwarka i dla pewności przebił jego klatkę piersiową.

179/390

Patty:
Zaatakowałam następnego przeciwnika, rozkoszując się walką. Adrenalina krążyła w żyłach, krew spływa po ostrzu miecza, wprawiając mnie w stan dziwnej, krwawej euforii. Natarłam wściekle, zbijając nieporadną paradę wroga. Człowiek zachwiał się, niemal ukazując dziurę w obronie. Zimna, stalowa klinga pomknęła chyżo ku twarzy przeciwnika, przejechała w poprzek fizys, oślepiając go. Zaryczał, gdy ostrze przecięło gałki oczne. Kopniakiem posłałam go na ziemię i odwróciłam się do następnego przeciwnika. Ten był bardziej zdecydowany, okazał inicjatywę, zasypując mnie gradem uderzeń. Niemal z przyjemnością unikałam ciosów, wirując w piruetach. Pochyliłam się lekko, czując przelatujący nad głową miecz i wyszeptałam krótko - XIR - Magiczna nić pomknęła ku przeciwnikowi, wniknęła w jego ciało. Obserwowałam chwilę, jak słabnie, gdy jego dusza została wyrwana i rozdarta, pozostawiając go na pewną śmierć - Elysh Osh Izqihuxuesh Arishesh, Xuanysh Izgroshel - Wymruczałam, rozkoszując się mnogością doznań. Z parszywym uśmiechem na ustach ruszyłam na spotkanie z kolejnym wrogiem.

177/390

Szarleǰ:
Po krótkiej analizie swojego położenia, Kruk poszukał wzrokiem kolejnego potencjalnego przeciwnika i kilka chwil później już wiedział, kto będzie następny. Wróg zmierzał już ku niemu z diabolicznym uśmiechem na twarzy i dziwnymi kurwikami w oczach. Stał tyłem do efektów specjalnych, znaczy fajerwerków które ufundowali wszystkim Flamel na spółkę z Devristusem, dlatego jego twarz spowijał jedynie ten złowieszczy cień, jednym słowem wyglądał niespotykanie groźnie. Peanut odwzajemnił uśmiech godny pedofila w przedszkolu i zaszarżował na przeciwnika. Przez kilka minut ostrza ich mieczy spotykały się w śmiertelnym tańcu. "Ryzyk fizyk, albo on albo ja" pomyślał Kruk, dlatego miast sparować następne cięcie, które w zamyśle zgromadzeniowca miało rozpłatać jego czaszkę na dwie równe części, Peanut zwyczejnie uskoczył, wykonał zgrabny piruet i ciął nisko, rozrywając ścięgna prawej nogi napastnika. Mężczyzna zawył przeraźliwie, lecz Kruk nie mając czasu na okazanie choćby odrobiny litości pozbawił go głowy. Wtedy się zorientował, ze chcąc pomóc przyjacielowi, zmierzało ku niemu trzech następnych, ci jednak wyglądali raczej na przerażonych i zdezorientowanych, dlatego Peanut starając się to wykorzystać popędził ku nim i począł zgrabnie machać mieczem z góry na dół, od lewej do prawej. Wyglądał, jakby chciał zatańczyć, co prawda nie był aż tak zgrabny i zwinny, ani również delikatny jak być w tańcu powinien, dlatego w jego wykonaniu było to dość kulawe, jednak jak na machanie mieczem wyglądało całkiem nieźle. Chwilę później przeciwnicy leżeli na ziemi, a twarz Kruka zalana była krwią pochodzącą z tętnicy jednego z nich.

173/390

Eric:
Kruk wzrokiem odszukał swoich towarzyszy. Nie chciał w razie czego zostać sam, otoczony przez pokaźną grupę przeciwników. Zbliżył się więc ostrożnie na odległość kilku metrów do Peanuta i rozejrzał się za kolejnym celem jego żądnego krwi miecza. Nie musiał długo szukać. Troje zgromadzeniowców z dzikim rykiem rzuciło się na niego i Kruk został zmuszony do szybkiej reakcji. Sparował zręcznie klingę jednego z przeciwników, odbijając ją mocno do tyłu. Wykonał krótki obrót, kolejną paradę, tym razem od prawej strony. Uskoczył kilka kroków do tyłu i uchylił się przed cięciem wojownika. Diomedes przeniósł ciężar ciała na prawą nogę, wykonał piekielnie mocne, poprzeczne cięcie, które uderzyło wprost w klingę jednego z przeciwników i wybiło ją kilka metrów w powietrze. Kruk, by nie wybić się z rytmu, przeniósł ciężar ciała tym razem na nogę lewą i wykonał zgrabny, szybki obrót, zwieńczony cięciem po prostej, idealnie przez klatkę piersiową przeciwnika. Diomedes nie miał jednak czasu na świętowanie tryumfu, bo pozostali dwaj przeciwnicy już szarżowali z żądzą zemsty w oczach. Kruk uskoczył zgrabnie i podłożył jednemu z nich nogę. Ten runął jak długi i zanim się pozbierał, w jego plecach tkwił ostrze miecza Diomedesa. Kruk szybko wyciągnął ostrze z martwego już ciała przeciwnika i w ostatniej chwili wykonał blok na niebezpieczne cięcie. Przez chwilę bronie obu przeciwników krzyżowały się w deszczu iskier, świszcząc niebezpiecznie. Kruk pchnął mocno, co spowodowało utratę równowagi u przeciwnika. Wykorzystując tę okazję, Kruk zamachnął się zza pleców i ciął przez klatkę piersiową zgromadzeniowca. Ten padł martwy, obok dwóch swych towarzyszy. Diomedes strzepał strużki krwi spływające po ostrzu jego miecza.

170/390

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej