Tereny Valfden > Dział Wypraw

Tajemnice Starożytnych VI - Dzień Sądu

<< < (25/37) > >>

Patty:
Ruszyłam na następnego przeciwnika, najwidoczniej strugającego bohatera. Nie sądził, jak mocno może go urządzić kobieta. Zaatakowałam wściekle mieczem, rąbiąc na odlew. Niedoszły mistrz miecza z trudem sparował, chwiejąc się na nogach. Nie dając mu czasu na odzyskanie równowagi, uderzyłam znad ramienia, celując prosto w dłoń wroga. Stal przejechała po kościach, odrąbując palce. Miecz wypadł z okaleczonej ręki człowieka, który zaryczał, nad podziw głośno. Cięłam go po twarzy, cofnął się niezgrabnie i upadł na ziemię. Uśmiechnęłam się diabolicznie, wiedząc, że nawet jak przeżyje, to nigdy nie będzie walczył. Skoczyłam na następnego wroga, klinga wirowała w moich dłoniach. Wróg uchodził zręcznie spod ostrza, gdy po raz kolejny skumulowałam energię, szykując się do rzucenia czaru.
- XIR - Wyszeptałam, wyciągając przed siebie lewą dłoń. Z palców wypłynął wielobarwny, magiczny strumień i pomknął ku ciału przeciwnika. Uskoczyłam przed zdradliwym pchnięciem, obserwując, jak zabójcza magia wnika w człowieka.Czułam ekscytację na myśl, że jego dusza właśnie zostaje oderwana od ciała i rozerwana. Odwróciłam się, gdy zaczął gasnąć. Upuścił broń i upadł, trzęsąc się jak w febrze. Zręcznym zwodem uniknęłam chcącego się mścić wojaka i zaatakowałam. Bronił się krótko, byłam zbyt nabuzowana adrenaliną, by mógł liczyć na litość. Krasnoludzka brzytwa przerąbała jego twarz od brody po skroń, z tętnicy buchnęła fontanna krwi.

279/390

Eric:
Diomedes ze spokojem obserwował bitwę z pobliskich krzaków, gdzie dawał upust swoim potrzebom fizjologicznym, jak to wcześniej robił Zeleris. Nie wychodząc z ukrycia ściągnął łuk z pleców i sięgnął palcami po strzały. Naciągnął mocno cięciwę, wymierzył w najpewniejszy, jego zdaniem, cel i puścił. Strzała poszybowała i ugodziła przeciwnika w udo. Obfity krwotok splamił ziemię, a Kruk zaklął i wypuścił kolejną strzałę. Ta trafiła celniej, bo w klatkę piersiową wojownika Zgromadzenia. Przeciwnik padł martwy, nawet nie wiedząc skąd przyszła śmierć. Mimo dobrego ukrycia, Kruk postanowił wybiec z krzaków, twierdząc, że strzelanie z łuku to za dużo 'pieprzenia się'. Dobył miecza i zatopił się w wirze walki. Sparował zręcznie kilka czatujących nań ostrzy, zręcznie poszczuł swą klingą zdezorientowanych zgromadzeniowców, wykonał obrót, znów parował. Dwoje przeciwników podeszło bliżej. Diomedes wykorzystał nieuwagę jednego z nich, zamarkował uderzenie po skosie i pchnął mocno, w klatkę piersiową. Kruk miał nie lada problem, ponieważ klinga utkwiła w truchle martwego już wojownika, natomiast drugi z nich wykorzystał to, by odciąć Diomedesowi drogę do swej broni. Mężczyzna jednak nie strapił się, uśmiechnął jeno złowieszczo pod nosem i dla blefu zaczął mamrotać niezrozumiałe inkantację pod swoim nosem. Sięgał do różdżki. Miało to sprowokować przeciwnika do szybkiej reakcji. Tak też się stało, Diomedes musiał uskakiwać przed niedokładnym cięciem od góry. Zrobił to skutecznie. Wówczas jego przeciwnik odsłonił się, a Kruk wykorzystując tę okazję, posłał go kopniakiem kilka metrów dalej. Różdżka jakoby sama nakierowała się na zgromadzeniowca.
- Ihigi - wyszeptał. Piorun kulisty usmażył przeciwnika, tak, jak Słońce spala wszystko, co znajdzie się zbyt blisko jego prywatnej przestrzeni.


276/390

Devristus Morii:
Kiedy Dev regenerował energię magiczną w swojej kryjówce za głazem jego wzrok zaszczycił widok jednego z rycerzy zgromadzenia. Nawet nie dadzą chwili odpocząć Pomyślał Dev
Czołem kolego! IGOI wypowiedział szybko Dev, a jego kostur rozbłysł się czerwonym światłem. Mag stworzył ognistą kulę, która uderzyła wprost w klatkę piersiową rycerzyka.A smaż się kurwo! To kara,że przeszkadzasz magom w regenerowaniu sił przy herbatce w czasie wojny! Chędożone dziwki z Was!Krzyknął Dev i wrócił na pole bitwy, żeby zobaczyć jak radzi sobie jego feniks..

275/390

Hagmar:
A feniks radośnie zmieniał wrogów w związki węgla i czegoś tam...

200/390

Dragosani:
// A mojego Gradu Piorunów to MG nie podliczy. Foch :(


Zeleris zaklął, gdy ujrzał cóż to wyczynia Dev. Ledwo co umknął fali uderzeniowej meteorytów, które elf zesłał. Dracon postanowił skląć elfa za ten czyn. Ale to później, Na razie należało pozbyć się tego, co zalegało na polu bitwy, czyli około trzystu chłopa, którzy próbowali wybebeszyć jego towarzyszy. Mag, wciąż wesoło fruwając, pobrał moc i wypowiedział zaklęcie, by uformować ją w zabójczą formę.
- Anash Grash, Upush Huxuash, Osh Isarish Izqiash!- inwokacja Małej burzy ognistej nie przebiła sie przez zgi9ełk bitwy, lecz wywarła skutek. Z dłoni maga wystrzelił pocisk, którzy chyżo pomknął ku szeregom wroga. Uderzył w nie i eksplodował, zabijając żołnierzy wroga w promieniu kilku metrów od miejsca uderzenia. Ich płonące ciała skwiercząc osunęły się na ziemię. Pachniały jak pieczony kurczak.


195/390

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej