Tereny Valfden > Dział Wypraw
Tajemnice Starożytnych VI - Dzień Sądu
Vitnir:
Aerandir wyszedł nieco do przodu mając za plecami kruczych wojowników, wiedział, że może liczyć na tych ludzi i nieludzi. Wśród napierających przeciwników znalazło się i dwóch, którzy pragnęli skrzyżować miecze z nieśmiertelnym. Wampir trzymał oburącz ostrze prawie w idealnej linii poziomej do podłoża, by być przygotowanym na ataki dwóch przeciwników. Zaatakowali jednocześnie. Oba miecze padły jak chciał wampir, na jego ostrze, które uniósł w górę, by wytrącić przeciwników z równowagi. Jeden niemal nie upadł pod uginającymi się nogami. Wtem wampir wykonał obrót z ostrzem równoległym do ziemi, obracając się czuł, że ostrze uderza o coś. Skończył po dwóch obrotach, na ziemi leżało dwóch żołdaków.
292/390
Patty:
Razem z resztą towarzyszy ruszyłam w bój, dobywając kutego w krasnoludzkich kuźniach ostrza. Kinga zamruczała złowrogo, przecinając powietrze. W długim skoku, gdzie szata łopotała na wietrze jak skrzydła, dopadłam pierwszego przeciwnika. Starliśmy się, zderzyły się płazy mieczy. Już wiedziałam, że jest słabszym szermierzem, że nie ma szans. Zasypałam go gradem uderzeń, klinga co rusz ześlizgiwała się po stalowych kółkach kolczugi. Sparowałam następny cios i zebrałam magiczną energię, kumulując ją na dłoni.
- OIIIG - Warknęłam niemal, tworząc ognistą strzałę, unoszącą się nad palcami. Płomienie wirowały, formując się w małą kulę. Posłałam ją telekinezą w twarz wroga. Ryknął, gdy płomienie dosięgnęły skóry i oczu. Oszczędnym cięciem przerąbałam jego gardło, krew chlusnęła zadziwiająco daleko. Cofnęłam się, idąc na następnego wroga.
291/390
Szarleǰ:
Peanut nie tracąc czujności sparował cios wymierzony w jego plecy. Wykonał kilka zwodów, piruet, atak i przeciwnik padł bezwładnie na ziemię. Ruszył dalej, jeden z jego towarzyszy leżąc na ziemi czekał na uderzenie, które miało dokonać jego żywota. Kruk podbiegł do oprawcy, kopnął go całą siłą w kolano nogi na której opierał cały ciężar ciała, co spodowało, że kości chrupnęły, a noga zgięła się nie do końca w tym miejscu co powinna. Aby oszczędzić cierpienia przeciwnikowi, zatopił ostrze miecza w pobliżu jego krtani.
289/390
Hagmar:
Pierwszy cios jaki Aragorn zadał otrzymanym przez krasnoludzkiego króla mieczem rozharatał gardło jakiegoś wystraszonego człowieka, człowiek ten nie zdołał bowiem sparować ciosu. Aragorn nie przepadał za bronią oburęczną, ale w takich chwilach była nie zastąpiona. Wykonywał właśnie zamach mieczem chcąc wykonać obrót wokół własnej osi, miecz wbił się w bok jakiegoś biedaka, nie było czasu by wyciągać brzeszczot bo w stronę komtura nacierał następny idiota, elf wyciągnął sztylet, szybki i celny rzut prosto w odsłoniętą szyję zakończył żywot przeciwnika.
288/390
Vitnir:
Nie miał zamiaru czekać dalej, postanowił zaszaleć i wykorzystać sztuczki jakie pokazał mu Kendar podczas ich najcięższego z treningów. Ruszył w grupkę walczącą z dwoma kruczymi wojownikami, Ci rozeszli się nieco na boki w walce ze swoimi przeciwnikami. Jeden ze Zgormadzenia rzucił się na wampira z mieczem, ten przyjął uderzenie na swoje ostrze i wykonał kontratak z bloku. Ostrze, a właściwie jego koniec wbił się w krtań przeciwnika, który padł na ziemie krztusząc się krwią. Aerandir przeszedł do następnej sekwencji. Wykonał skok do przodu, by zbliżyć się do reszty przeciwników. Nieśmiertelny zaczął tańczyć ze swym ostrzem przecinając powietrze. Wirował słysząc skrzek obijającej się stali, czuł specyficzny metaliczny zapach unoszący się w powietrzu, zapach krwi. Za każdym razem, gdy robił obrót czuł krótki opór, trwający ułamek sekundy. Czwarty obrót - ostatni który miał zamiar wykonać ugodził ostatniego z zebranych w kole wokół czarno odzianego wojownika. Liczył swoje ofiary, widział ilu go okrążyło, a ile razy jego ostrze ugodziło ciało. Tak jak myślał czworo wojów leżało wokół niego. Przed nim stał jeszcze jeden, przerażony mężczyzna, sądząc po twarzy nie miał za wielu przebytych wiosen. Teraz biegł na niego wampir z uniesionym ostrzem. Młodzieniec dobył się na odwagę zaatakowania pierwszy, wykonał cios, który skończył się na zalanym krwią jego towarzyszy ostrzu. Aerandir wybił miecz przeciwnika, zrobił obrót i odepchnął się od ziemi wykonując wyskok z uniesionym mieczem w górę. ÂŻołnierz Zgromadzenia zdołał podnieść miecz w górę próbując ostatniego zrywu obrony, która nie przyniosła mu sukcesu. Krasnoludzkie ostrze wbiło się pod skosem w szyję przeciwnika, który padł martwy na ziemię. Aerandir bacząc na przeciwników zrobił parę kroków w tył, by zbliżyć się do kruczych wojowników.
282/390
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej