Tereny Valfden > Dział Wypraw
ÂŹródło ÂŻycia
Hagmar:
Tak czy siak musimy udać się do biblioteki, wiesz dobrze że wróciliśmy. Zaginieni rekruci, dwa trupy pod portalem do Tinriletu...I to nie byli ludzie z naszego świata.
Anette Du'Monteau:
-Tak, te wieści również mnie zaniepokoiły, choć nie wiem skąd o nich wiesz Aragornie. Raporty składane są mnie, a dopiero potem ja przekazuje dalej. - rzekł z uśmiechem mauren
//: Panowie, ja na dziś znikam, branoc
Hagmar:
Smutno mi to mówić ale...Raporty lądują nadal u mnie pierw. Po prostu szybciej je dostajesz. Wybacz. A po za tym zdążyłem zajść do twierdzy. Szli szybkim marszem w stronę biblipteki.
Gordian Morii:
Szybko opuściliście Domy Magów, a właściwie jeden wielki budynek, który nosił tą nazwę z nie do końca jasnych przyczyn, prawdopodobnie chodziło o to, że jeszcze kilkanaście lat temu domy nowicjuszów i magów znajdowały się w oddzielnych budynkach. Teraz jednak były połączone korytarzem, znacznie usprawniającym komunikację między tymi dwoma "skrzydłami". Brukowana alejka zawiodła was aż do głównej arterii ciągnącej się od Głównej bramy, aż do samego Uniwersytetu.
Niebo było dosyć jasne gdyż księżyce oświetlały je w znacznym stopniu dając tym samym sporo światła znacznie ułatwiającego wędrowanie.
Gdy doszliście do bram natknęliście się na przywódcę gwardzistów wracającego do swego posterunku po przeprowadzonej zmianie warty.
-Witajcie Panowie, bardzo ładny wieczór.- rzekł nieco niechlujnie unosząc dłoń do czoła i odszedł nie dając wam szansy na odpowiedź.
Mijając straże wyszliście na niewielki skwer na którym zazwyczaj kłębili się ludzie szukający pomocy u uzdrowicieli i medyków, którzy w ramach szkolenia nieodpłatnie udzielali im pomocy. Teraz jednak była noc i magowie odpoczywali, co sprawiało, że i ludzi nie było tu prawie żadnych.
Anette Du'Monteau:
-Widać jesteście tutaj niemal ciągle zapracowani, a zmierzch to czas, gdy dopiero możecie odetchnąć. - powiedział Zeyfar, gdy opuścili teren Gildii. Teraz mauren mógł sobie pozwolić prowadzić. Musieli znaleźć szybko uniwersytet, każda chwila mogła się liczyć, a nie wiadome było ile ksiąg trzeba będzie przejrzeć.
-Noc to jednak moja ulubiona pora. - mruknął od niechcenia.
//: Sorka na działce takiego mam neta co załapuje niczym dieasel na mrozie :]
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej