Zeleris o dziwo zareagował całkiem przyjaźnie, gdyż tylko zaśmiał się cicho. Aura radości jaką roztaczała Maureen chyba nieco łagodziła jego goręcą krew, gdyż każdy inny, kto tak by go nazwał miałby problem w postaci silniej, dracońskiej łapy na szyi. I kostura wbijanego powoli w pierś. Bardzo powoli.
- Draconem. - poprawił. - No może nie do końca, gdyż draconi, ci prawdziwi, są czerwoni. Dlatego moją... rasę nazywa się czarnymi draconami. Co prawda nie jest to do końca "rasa", ale nieważne. - nieco spochmurniał na wspomnienie swojej przemiany. To nie było miłe. Ale po uderzeniu serca w miarę pogodny wyraz powrócił na jego twarz.
- Wypiłem specjalna miksturę mutagenną. I moje poprzednie ciało, ludzkie, zmieniło się. Sama przemiana była bardzo bolesna i nieprzyjemna. Ale... ale nie żałuję. - opowiedział.