Tereny Valfden > Dział Wypraw
ANKORVAAT: Zapomniane dziedzictwo
Dragosani:
- Wygląda na taką. - odparł cicho Dracon. - Istota polegająca wyłącznie na instynkcie nie stałaby raczej tak spokojnie obok ognia. I nie miałaby broni. - powiedział jeszcze ruszając za elfem. Nie rozświetlił kostura, ani nawet nie wyciągnął go z pokrowca, który wisiał mu na plecach, pomiędzy skrzydłami. Po pierwsze, nie potrzebował światła. Po drugie, trzymając jakby nią patrzeć broń, nie ukazywał by zbytnio przyjaznych zamiarów.
Gunses:
//Aaa.. No nie dostaniecie, no bo jak? Nie znacie ich. Może później dam jakąś starą podmokłą książkę ze statami.
//Tkoron całkowicie zrezygnował z gry.
- Ciekawe co albo kto to jest... - rzekł Wampir i ruszył. Trzeba było przyznać. Tworzyli malowniczą kompanię. Wampir, Elf i Dracon. Do wyboru, do koloru. Istota zauważyła ich. Odwróciła się do nich, lekko pochyliła, obnażyła broń. Była to włócznia, a bynajmniej tak się zdawała. Odbijała światło ogniska. Istota była na tle ogniska, stąd dla nas była w cieniu i nie mogliśmy jej dojrzeć. Jedyne co zauważyliśmy to dość bujne włosy na głowie i uniform, może zbroja, która również się lekko mieniła na tle ogniska. Pochylona istota z wyciągniętą daleko w włócznią mierzyła nas wzrokiem. Zostało 200 metrów.
Gordian Morii:
-W razie jakby rzucił w nas tą włócznią to ja ją zatrzymam. Póki co uśmiechnąć się i wydawać się miłymi.- rzekł i po chwili pokręcił głową.
-W sumie to lepiej może się nie uśmiechajcie obaj. Z takimi zębiskami to raczej nie wyglądacie na miłych młodziaków.- rzekł lekko się uśmiechając.
Nie zwalniali jednak kroku oświetlając sobie drogę światłem kostura.
Dragosani:
Flamel niemal zaśmiał się, słysząc słowa "wydawać się miłymi". Niemal. Nie skomentował również tego. I nie uśmiechnął się, a przynajmniej nie ukazał zębów. Po prosu lekko wygiął wargi, trzymając je zaciśnięte. Przyglądał się postaci, szukając ewentualnych słabych punktów. Taki nawyk. Uznał, że gdyby owa istota chciała jednak ich ubić, najlepiej będzie podpalić jej włosy. Nic nie byłoby na tyle głupie, by kontynuować ewentualną walkę z płonąca głową. Mag zerknął kątem oka na Gordiana i Gunsesa, ciekaw czy któryś z nich przemówi do obcego.
Gunses:
//Dzisiejszego wieczoru mnie za bardzo nie będzie, ale wejdę parę razy.
Kroczyliśmy więc dalej. Istota trochę zaczęła się lekko poruszać w lewo i prawo, niby dziki zwierz chcący bronić swego terytorium. Byliśmy 50 metrów kiedy wszytko stało się jasne. ÂŚwiatło opromieniało istotę, widzieliśmy ją, to raz, a dwa istota przemówiła. Przemówiła dźwięcznym, choć ostrym i nieprzyjemnym głosem. Kobiecym głosem.
- Kertesoi Vaay?! Rearberusetiel?! Prezetyset'zleisetcetiel rearberoivaa'rcet setvaaiartesynoiel? Ar moizetel poiset'zukerivaa'rcet'zel prezetygoidaz? Prezetelkerle'ltesel noarsetielnoiel...! - rzekła patrząc na Dracona. Jej wzrok przesunął się na Elfa
- Berardazarcet'zel? Poiker'eelcetelnoi margeicety? Tesarker poizetno'i noar setparcetelre? - jej wzrok przeszedł na Gunsesa, a cała trójka dzięki wyostrzonym zmysłom ujrzała, że włócznia została opuszczona delikatnie...
- Kertesoi... Kertesoi Vaay...? - pytała patrząc na Gunsesa. Wampirowi serce zabiło mocniej słysząc ten język. Nabrawszy w płuca powietrza i nie patrząc na nic innego, tylko w oczy dziewczyny
- Noiel, noiel. Noiel jelset'eselsetmy rearberusetiarmi, ani berardazarcet'zarmi. Prezetyberyvaa'rmy zet Numenor. Prezetelsetleisetmy prezetelzet poiretesarle... - po czym nabrał znwou powietrza i przedstawił się - Jarm jelset'es Gunses Cadacus, Vaa'rmpire jarker vaaidaz'etiset'z, Vaaleardazcetar Vaa'rmpireoivaa noar Numenor, Parno Ker'evaa'rvaaelgeoi Ker'eyset'ztesarleu... - rzekł. Dziewczyna stanęła w miejscu słysząc te słowa. Jej włócznia wyleciała jej z ręki i upadła na ziemie. Dziewczyna patrzyła na Wampira po czym upadła na kolano, zgięła głowę i rzekła
- Tesyset jelset'es Tesu i Teselrearzet...! - oddychała głęboko
- Juzet mnoiel tesarker noarzetyvaa'rno'i... - odrzekł nie wiedząc co zrobić. Uznał za celowe przedstawić swych towarzyszy.
- Tesoi El'ef Gordian zet reoidazu Larkos, Ar'ecetymarge Zetyvaaioileoivaa. Ar teselno Cet'zar'enoy Dazrearcetoino, tesoi Zeleris Flamel, Miset'esrezet Vaaiartesreu... Onoi noiel zetnoarjar set'esar'eoivaa'rmpireycet'znoelgeoi... - rzekł Gunses. Kobieta wstała. Podniosła włócznie, wyprostowała się
- Ar el'efi? Leudazkeri?
- Leudazkeri - odrzekł
- Dobrze - powiedziała płynnym ludzkim - Niepojęta to dla mnie chwila, a i zaszczyt ogromny. Ja jestem Joanna Estr. Strażnik Portalu Numerońskiego. Witam was w królestwie Ankorvaat! - po czym dostrzegłszy pozostała grupę - Są z wami? Zawołajcie ich, trzeba nam wyruszyć szybko. Bagna to niebezpieczne miejsce. Moglibyśmy... - pomyślał o wieży za nią, ale szybko zmieniła zdanie - Musimy ruszać. Jeśli los dopisze, do rana będziemy w Pierwiostkach - rzekła niby do siebie.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej