Tereny Valfden > Dział Wypraw

ANKORVAAT: Zapomniane dziedzictwo

<< < (97/103) > >>

LilithBlade:
Maureen wpatrywała się w istoty z coraz większym podziwem. Odebrała swój gwizdek i poklepała konia po boku.
-Niedługo znów się spotkamy, mój Czarny Książę. - mruknęła i pocałowała go w pysk. Zagwizdała i w chwilę później stał koło niej Geardez.
- Witaj skrzydlaty przyjacielu. Mam nadzieję, że zważysz na to że jestem początkująca. - Sprawdziła wiązania jakie były przy siodle, po czym wsiadła na niego i z kolejnym gwizdnięciem wzbiła się w powietrze. Zapięła pasy  przytwierdzone do siodła i zrobiła kilka sprawdzających kółek. Proszę, latanie jest prostsze niż jazda konna...

Dragosani:
Zeleris, widząc że kobieta jakoś sobie radzi, zagwizdał w swój gwizdek. Jeden z powietrznych stworów zareagował machnięciem skrzydłami i niecierpliwym pomrukiem. Dracon doskonale go rozumiał. Lot był czymś niezwykłym, więc każdy by się niecierpliwił. Podszedł do wierzchowca i wsiadł. Pozapinał wszystkie pasy, chociaż nie obawiał się ewentualnego spadnięcia. Ponownie zagwizdał, na co wierzchowiec ponownie mruknął i machnął potężnie błoniastymi skrzydłami. Wzniósł się w powietrze.
- No, mój skrzydlaty przyjacielu... - mruknął Flamel. - Pokaż co potrafisz. - polecenie "przetłumaczył" użyciem gwizdka. Geradez zaczął szybować za przewodnikiem.

Thorek:
Thorek równierz wziął gwizdek, a zaraz potem zanlazł się w powietrzu z całą resztą

Elrond Ñoldor:
- Albo po prostu zła dieta i ogólne warunki fizyczne. Stary niewolnik u krasnoludów. Czego można się było spodziewać? - odpowiedział Devristusowi. Poklepał gadzinę po długiej szyi i zanurkował lekko. Skręcił szybko w lewo i po chwili był po drugiej stronie wuja.
- Pamiętam lewitację. Taką prawdziwą opartą na sile woli, której mogliśmy się nauczyć w Marancie. Używałem jej na okrągło, genialne uczucie...

Gunses:
Mapa Ankorvaatu z objaśnieniami

- No to jazda! - zawołała Issabella dmuchając w gwizdek trzy razy. To był znak dla wszystkich ptaszysk do lotu za nią. Całe stado więc ruszyło. Kiedy wylecieli znad płaskowyżu całe stado spikowało w dół przyprawiając niedoświadczonych o przesunięcie się żołądka w pobliże gardła. Kilka sekund później szybki rozrzut skrzydeł wyrównał lot. Nie ma co, taka podróż będzie niezapomniana. O tak! Geradezy ryczały co chwila, ogłaszając wszem i wobec, że lecą, że używają jeden z największych przyjemności swego życia. Lot był szybki. Gunses wiedział jaka długa byłaby przeprawa wzdłuż bagien. Teraz, mając za cel Wrzosy, kompania leciała w poprzek bagien, co na koniach byłoby niemożliwe, a cała podróż cholernie niebezpieczna. Lot był szybszy. Nie było dziur, gdzie koń mógłby złamać nogę. Nie trzeba było zatrzymywać się na popas. Geardezy, chociaż zmęczone po wczorajszym locie z Cavionu do Pierwiosków, były na tyle wytrzymałe, by donieść ich spokojnie do Wrzosów. A stamtąd... No właśnie
- Jaki plan?! - krzyknął Gunses
- Do Wrzosów!
- To wiem, a potem?!
- Potem do Domu Gaii! Jeśli ktoś ma was wysłuchać pierwszy, to oni! - zakrzyknęła Joanna, Strażniczka Portalu Numeańskiego.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej