Tereny Valfden > Dział Wypraw
ANKORVAAT: Zapomniane dziedzictwo
Devristus Morii:
Elf odebrał swój gwizdek i dosiadł majestatycznego stworzenia. Po chwil wzbił się w powietrze i pokierował wierzchowca w pobliże Elronda.
Po prostu przyznaj się, że pachniesz zatęchłym zapachem starych ludzi, siostrzeńcu
Anette Du'Monteau:
Wziąłem gwizdek od Gunsesa i dmuchnąłem w niego. Już po chwili stał koło mnie Geardez. Usadowiłem się porządnie na grzbiecie stwora, przypiąłem pasami i dałem znak, że jestem gotowy do odlotu. Ptaszysko wzięło rozpęd, po czym wzbiło się w powietrze. Dla bezpieczeństwa przylgnąłem niemal całym ciałem do pleców Geardeza. Kiedy się trochę uspokoiłem, podniosłem głowę. Obserwacja nieba z takiej perspektywy całkiem mi się podobała. Nowe spojrzenie na świat.
Eric:
Diomedes stał z boku, z nieukrywanym zaciekawieniem przyglądając się smoczym ptakom. Najwyraźniej zostały oswojone na potrzeby wampirów. Lot na nich wydawał się młodzieńcowi zarówno kuszący, jak i odpychający. Nigdy wcześniej nie podróżował w ten sposób, co pobudzało ciekawość, z drugiej strony jednak miał także obawy co do swego bezpieczeństwa. Nie miał chyba jednak wyboru, dlatego przyjął gwizdek, dziękując Isabelli lekko skrzywionym uśmiechem. Podszedł do jednego z Geardezów, przyjrzał mu się z pewnymi wątpliwościami i uwagami, których jednak nie wygłosił i z obawą, jakby już samo wejście na powietrznego wierzchowca miało być czymś, co odbierze mu życie, usiadł w miękkim siodle. Smoczy ptak poruszył się niespokojnie, kiedy nieznajomy jeździec zaczął rozgaszczać się na jego grzbiecie. Chyba był jednak do takowych przyzwyczajony, gdyż nie zerwał się, by go z siebie zrzucić. Diomedes wycenił to na plus. Najwyraźniej Geardezy były dobrze wytresowane. Z pewną obawą przyłożył jednak gwizdek do ust, przełknął ślinę i lekko przymknął oczy, po czym dmuchnął weń z całych sił. Rozległ się krótki pisk i smoczy ptak wzbił się w powietrze, niemalże przyprawiając nieprzyzwyczajonego Diomedesa o atak serca. Geardez dość głośno hałasował, kiedy swymi masywnymi skrzydłami uderzał o bezlitosne masy powietrza, to też młodzieniec niewiele słyszał. Popełniając kolejny błąd, spojrzał w dół. Widok oddalającej się ziemi zawrócił mu w głowie, nie na tyle jednak, by całkowicie stracić rozum. Opanował się w siodle i pozwolił sobie na donośne odetchnięcie z ulgą. Teraz już mógł beztrosko cieszyć się frajdą, jaką dawał lot. Mimo wierzchowca, do którego ściśle przylegał, czuł się wolny. Tak diabelnie wolny.
Patty:
Odebrałam swój gwizdek i wraz z innymi wzleciałam w powietrze.
Malavon:
Malavon nie zamierzał pozostawać w tyle, więc pochwycił gwizdek czym prędzej. taki lot na pewno będzie ciekawym, nowym doświadczeniem. Jednak obawy nie puszczały elfa. Dopiero, gdy dopiął pasy czuł się pewniej. Kolejny gwizd i nowicjusz był już w powietrzu razem z resztą.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej