Tereny Valfden > Dział Wypraw

ANKORVAAT: Zapomniane dziedzictwo

<< < (98/103) > >>

Xvier aep Deler:
Gatts wziął gwizdek, dmuchnął w niego, wydal on bardzo wysoki nieprzyjemny pisk . Jedno ze skrzydlatych stworzeń od razu zareagowało. Mężczyzna bez zastanowienia wskoczył na jedno ze stworzeń, zapiął pasy i niewiele myśląc zagwizdał drugi raz. Natychmiast podążył za resztą kompanii.

Rikka Malkain:
Garik wybrał sobie jedną z bestii, wskoczył na jej grzbiet, po czym zrobił użytek ze swojego gwizdka, w którego posiadanie wszedł przed chwilą. Już za moment wraz z innymi przemierzał przestworza. Uczucie było wspaniałe, możliwość tak szybkiego przemieszczania się i podziwiania widoków z tej perspektywy bardzo spodobała się Wampirowi, niestety nie na długo. Po jakimś czasie Garik zaczął tęsknić do ziemi. Na szczęście większa część drogi była już chyba za nimi...   

Iddeous:
Iddeous nigdy nie widział niczego podobnego do tych stworzeń. Pomyślał: Chyba opłacało się czekać w tej świątyni. Teraz muszę wziąć gwizdek.
Zrobił to, po czym zagwizdał szybko. Podleciała do niego ogromna bestia. Wsiadł na jej grzbiet po czym odleciał w dal za innymi towarzyszami wyprawy.

Gunses:
Dzień zapowiadał się pięknie. Słoneczko przygrzewało, delikatnie muskało twarze wszystkich nas. Gunses z chciwością łapał kolejne promienie słońca. Wymiar ten był mu pisany. Oj tak... Krajobraz pod nimi zmienił się. Zamiast bezkresnej podmokłej puszczy ścieliły się teraz łady bagiennych traw i trzcin. Coraz częściej pomiędzy nimi wyznaczone były ścieżki, te udeptane ludzką stopą i te, stratowane przez zwierzynę. Na terenach bardziej podmokłych rozstawione były sidła. Widzieliśmy też kilka grup myśliwskich. Potem teren ujednolicił się. Mokradła wykorzystano w rolnictwie. Na równych kwadratach wystawały rośliny, które w zwykłej glebie by nieurosły. A przed sobą ujrzeliśmy Wrzosy. Gunses nie widział w życiu bardziej malowniczej miejscowości. Chatki opromienione słońcem, dookoła rozbiegane dzieci, kobiety krzątające się przy obejściu, piorące, zamiatające, gotujące, mężczyźni w pocie czoła pracujący przy zwierzętach. Tak ludzie jak i wampiry... Wampir? Gunses uznał, że to zła nazwa. Nie określa istoty, lecz tego jaka jest. Nazwa była felerna. Wampir... Bez sensu.... Elfy doglądające ziół i niziołki stale coś notujące. Chociaż wszystko było malownicze, to życie było tutaj takie jak i indziej. Wioska otoczona była ostrokołem i murem, zabudowania wzmocnione cegłą i kamieniem, wrota solidne. Oswojone wilki powiadomiły o naszym przybyciu... i nie tylko. Z trzęsawiska dobiegł szum, niebo zaroiło się od ruchliwych kształtów i spadło na nas... Pięćdziesiąt metrowych jaszczurów.



- Co to do diabła? – zakrzyczał Gunses odpędzając od siebie jaszczurki
- To Puki! – krzyknął Teranova – Padlinożercy, ale w stadzie zaatakują nawet żywego! – wyjął miecz i zaczął ciąć nadlatujące osobniki – Maja ostre jak piła zęby, chociaż mało mocy w szczęce! Są zmiennocieplne, dlatego ruszyły teraz, kiedy się wygrzały! Uważajcie na ich pazury, potrafią rozerwać mięso do kości! Nie są dość zwinne, ale mogą się nieźle dać we znaki!
Gunses nie czekał dłużej. Wyszarpnął miecz i ciął na odlew. Nieprzyzwyczajony do walki w locie zmuszony był do improwizacji. Puki rzucały się na jeźdźców i na same Geardezy. Wielkie ptaszyska dawały sobie radę, a to straciły któregoś wielką naroślą na ogonie, a to przepołowiły dziobem. Jednakże jeźdźcy musieli się wykazać sami. Druid czarował, wysyłając w przestrzeń kolejne ogniste kule, które wybuchały w kontakcie z jaszczurami. Margaritt też czarowała, ale zajęła się ciskaniem piorunami.
- Nie strzelajcie z łuków! – wrzasnął Teranova – To i tak za wiele nie da. Najlepiej je ścinać podczas ataków! Ich skóra jest mięciutka jak masło! I miejcie oczy dookoła głowy! Puki zawsze są tam, gdzie będzie dużo trupów! Jednym słowem, możliwe, że zaraz będzie tu coś większego!


Licznik:
37/50


//Kompania + Geardezy strącili już 13 jaszczurów
//Zostało 37
//Do Wrzosów jeszcze kilometr drogi
//Objaśnienie czemu nie ma ststystyk. Bo tych stworzeń nikt z nas nie zna. To nasze pierwsze z nimi spotkanie. Dostaliście obrazek jak i krótki opis, na podstawie którego, macie możliwość ocenienia siły przeciwnika oraz jego słabych i mocnych punktów.


I muzyczka od Zefcia :*

//www.youtube.com/watch?v=CJlLVYWT-Hc

Dragosani:
- Puki... - mruknął mag, szyb ując nad łąkami i widząc nadlatujące cosie. - Zabijmy kilka z nich, póki jeszcze żyją! - powiedział do swojego wierzchowca, który i tak nie miał możliwości aby go zrozumieć. Ale co tam! Niektórzy rozmawiają z dziećmi, inni z roślinami, a jeszcze kolejni z bronią. Na to samo wychodzi. Zero efektu, prócz uznania za wariata przez otoczenie. Mag miał jako takie doświadczenie w walce w powietrzu, ale w nieco jej odmiennej formie. Nie walczył jeszcze z grzbietu gigantycznego ptaka. Flamel wyciągnął różdżkę i czekał na odpowiedni moment. W locie ciężej było namierzyć cel i go trafić. Ale z pomocą psioniki powinien jakoś sobie poradzić. Celem okazał się puk, który zamierzał chyba wydrapać magowi oczy, gdyż pikował na niego z góry. Na swoje nieszczęście, został dostrzeżony w porę. Zeleris wyciągnął w jego stronę różdżkę.
- IGOI! - wykrzyczał rozkaz, przekrzykując szum wiatru. Z drewnianej i niepozornej różdżki wystrzeliła ognista kula, która pomknęła ku latającej jaszczurce. Mag skupił wolę i skorygował lot pocisku psioniką. Ogień i puk spotkały się kilka metrów od Zelerisa. Efektem tego był całkiem ładny rozbłysk płomieni i pisk jaszczurki, która właśnie dowiedziała się jak to jest być na wpół zwęglonym trupem. Truchło spadło w dół, a mag wyszczerzył zębiska.
Licznik:
36/50

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej