Tereny Valfden > Dział Wypraw
ANKORVAAT: Zapomniane dziedzictwo
Gunses:
Gunses spojrzał na Malavona.
- To Geardezy. Se stworzenia istnieją również u nas, na pewno o nich słyszałeś. Tutaj natomiast jest to środek transportu Wampirów.
- Na bogów! - rzekł jedna z Wampirów - Pani, żyjesz...! Wszyscy uważają Cię za martwą. Ponoć zabił was Złodziej Dusz. Jak to możliwe... i.. Strażniczka Portalu?! Też żywa! I Driud...
- Wszystko wyjaśni się niebawem. Będzie o tym głośno.
- W Pierwioskach? - zapytał Wampir
- W całym królestwie - rzekła do niego pułkownik Issabella i powiedziała - Rekwiruje Geradezy. Są mi potrzebne.
- Tak jest! Ale... Są zmęczone. Wczoraj przylecieliśmy z Cavionu. Tam wielkie przygotowania, bo niebawem rozpoczynają się obrady Zgromadzenia...
- Osz kurwa! - zaklęła szpetnie pułkownik - Zgromadzenie! No tak, przecież minęło już kilka lat... Jaki dystans podołają?
- Do Duaen, przy dobrych lotach do Wrzosów. Nie dalej.
- Musi starczyć. Od razu po przybyciu wyślę po was kolejną grupę. Gdzie papiery i gwizdki? - spytała. Jeden z nich podał jej pudełko z dokumentami i ciasno ułożonymi podłużnymi drewnianymi rurkami.
- Dobrze być znowu w domu... - rzekła rada ze swego autorytetu pośród żołnierzy - Ale nikomu ani słowa o mnie i o naszym pojawieniu się tutaj. Bo jaja urwę! Zaopiekujcie się końmi... - rzekła i podeszła do nas.
- Tak jest!
- Mam dobre wieści... Za kilkanaście godzin będziemy w Duan, może we wrzosach. Geardezy skrócą nam podroż. Są oswojone, ale dadzą dosiąść się tylko temu, kto będzie miał gwizdek. Są przyzwyczajone do tego dźwięku. Nie bójcie się... Nie zrobią nikomu krzywdy. Są gatunkiem zwierząt stadnych. Wystarczy się porządnie trzymać, przypiąć pasami, a polecą za przewodnikiem. Ja obejmę tą rolę. Trzymajcie - rozdała gwizdki. Gunses zsiadł z konia. Wziął swój gwizdek, przyłożył do ust i testowo sprawdził czy działa. Piskliwy ton wyrwał się z niego. W tym samym czasie jeden z Geardezów poderwał się i podleciał do Gunsesa. Usiadł na ziemi i nauczony schylił się lekko pozwalając mu wsiąść na niego. Gunses szybko wlazł na grzbiet wielkiego ptaszyska, nogi spuszczając bo bokach tęgiego karku. Zauważył pasy, którymi szybko się obwiązał na krzyż. Widział, że inni też już wsiadają. Rozległy się gwizdki Joanny i Dragomira, Margaritty i Teranovy
- Jak ja dano na nich nie latałam! - zakrzyczała radośnie Joanna
- A ja nigdy... - powiedziała lekko przerażona Margaritta.
Natomiast Issabella już wydała drugi dźwięk, jej Geardez poderwał się, podbiegł kilka kroków i wzbił się w powietrze. Gunses też zapiszczał w swój gwizdek. Jego Geradez wskoczył na pobliską studnię strącając z niej kilka wiader i z trzepotem błoniastych skrzydeł wbił się w powietrze...
- To jest świetne - pomyślał czując uderzenia wiatru, rosnącą wysokość i silne, pewne ciało swego lotnego wierzchowca.
Dragosani:
Mag uśmiechnął się lekko do siebie, gdy usłyszał słowa zachwytu dziewczyny. Istotnie stworzenia mogły wydać się całkiem ciekawe.
- To jeszcze nic w porównaniu do smoków. - powiedział do niej cicho. - Zresztą widziałaś dwa w Piątej ÂŚwiątyni. W locie, na wolnej przestrzeni wyglądają majestatycznie... - wspominał jak to pierwszy raz sam zobaczył smoka w locie. To było wtedy, gdy prawie został spalony.
Gdy rozdano gwizdki mag przyjął swój. Lot nie był mu straszny, chociaż nigdy jeszcze nie leciał na czymś. No chyba, że na swoich własnych skrzydłach. Wiedział jednak, że Maureen może się odrobinę tym stresować. Wyszczerzył się do niej.
- No to lecimy. Spodoba ci się. - zagadał z uśmiechem.
Koza123:
Konrad wziął swój gwizdek. Jeden z Geardezów przeszedł kilka kroków, po czym nachylił lekko szyję. Młodzieniec wspiął się na grzbiet stworzenia. Nie podobało mu się, że musi podróżować na smokopodobnym ptaku, jednakże wybór był niewielki. Chwilę potem, wielka, latająca istota wraz z młodym wojownikiem wzbiła się w powietrze.
-To niezbyt dobry pomysł...- pomyślał Konrad.
Elrond Ñoldor:
- Kąpiel nic nie daje. Po prostu tak pachnie ciało człowieka. Całkiem inaczej niż elfie. Trzeba przywyknąć. I nie tylko lawenda. Nazbierałem tego pod miastem całą kupę - odpowiedział Diomedesowi w drodze do mieściny.
- Po prostu jest inaczej. Jakbyś żył parę setek lat w ciele elfa to nie wiem czy można powiedzieć o przyzwyczajeniu. Teraz jest trochę inaczej. Ale wiesz mi, za kilka tygodni nie powinno mi to już sprawiać problemów... - odpowiedział Konradowi.
Elrond również przyjął gwizdek... Po chwili z dziwnie wyszczerzoną gębą był już w powietrzu.
Gunses:
Mapa Ankorvaatu
W powietrzu Gunses trochę polatał na Geardezie, przyzwyczajając się do niego. Z tej perspektywy wszystko wydawało się inne. Jak okiem sięgnął były moczary, teraz widział wielkość tego trzęsawiska. A wiedział, że drugi, równie wielki obszar stanowi Las.
- Gotowi? - zakrzyknęła Issabella
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej