Tereny Valfden > Dział Wypraw

ANKORVAAT: Zapomniane dziedzictwo

<< < (86/103) > >>

Eric:
Diomedes od dłuższego czasu obserwował smukłą pół-maurenkę kręcącą się obok Zelerisa i Zeyfara. Miał wrażenie, że już gdzieś wcześniej widział tę kobietę. Wspomnienie uderzyło szybko. Festyn. Z trudem powstrzymał się od uśmiechu, gdy przypomniał sobie, że podał jej kartkę z przestrogą na temat dracona. Dziwnym trafem kobieta zachowała się w sposób zdecydowanie inny niż jej zalecił, ale być może Zeleris powinien być mu teraz wdzięczny! Dziewka bowiem nie odstępowała go na krok, co Nivellen przyjmował z lekką dozą zdziwienia i zawodu. Przemógł więc swoją niechęć do dracona, potęgowaną  przez świadomość o tym, że nie jest już dłużej aprobowany przez czarnoskróego i jakby od niechcenia podszedł do towarzystwa. Wykorzystując swe umiejętności pojawił się tam w sposób tak zwyczajny, że właściwie nikt go początkowo nie zauważył. Szybko zorientował się jednak, że nie może z siebie wykrztusić słowa. Zupełnie jakby bał się, że jeszcze pogorszy sprawę z draconem. Stał więc obok towarzystwa, opierając się o ścianę, jego twarz zaś przybrała nieco melancholijny wyraz. Nie żałował tego, że odszedł z Gildii. Mimo to zdawał sobie sprawę z tego, że nie obejdzie się bez konsekwencji. Takich właśnie, jak na przykład pogorszenie kontaktów z Zelerisem, który do tej pory był jego dobrym przyjacielem i towarzyszem doli i niedoli. Trochę posmutniał, kiedy zdał sobie sprawę, że najpewniej to stracił. Nie mógł jednak winić nikogo, tylko na siebie. Już dwukrotnie wystawił ważnych dla niego ludzi do wiatru. To on był tu dupkiem, nie Zeleris. Nie powinien więc mieć do niego pretensji.

Anette Du'Monteau:
-Ot zboczenie profesjonalne. Ale chyba nie sądzisz, że doprawiam wino swoich gości, albo swoje własne? Kadaveńskie winiarnie to jedne z lepszych i szkoda by było je paskudzić. Choć niewielkie, to mają na prawdę znakomite trunki.

Gunses:
//Coś admini neta w akademiku mają gorsze dni ;f

Rozmieszone i aktywowane Monolity i Kryształ Krwi, który Gunses ustawił w punkcie źródła aktywowały portal. Tym razem mechanizm nie musiał działać. Kolumny były już upuszczone, monolity umieszczone w nawach wytworzyły magiczne więzi między sobą, które biegły po wyznaczonym w kamiennej podłodze pentagramie. Magiczne płyty portalu zalśniły, znaki na nich rozjarzyły się tęczą braw, ziemia się zatrzęsła gdy wyzwolona moc wyrzuciła w górę światło, mgiełka spowiła płytę portalu. Portal był otwarty. Stanowił go słup Energii bijący w górę równy szerokości okręgu. Słup był przejrzysty, otoczony lekką powłoką, ścianą magiczną, po której co chwila przebiegały magiczne impulsy. Gunses ruszył przed siebie. Wziął swojego wierzchowca. Klacz, która towarzyszyła mu od kilku ostatnich wypraw. Wsiadł na nią, wjechał powoli w okrąg portalu, przywołał do siebie Kryształ i wyrażeniem woli, myśląc o tym, że chce się przenieść, uniósł się on, klacz i Kryształ. Zmienili się w niebieska smugę energii i ulecieli do góry...

***

Okrutny pęd. Tak szybki, że nie możliwy do pojęcia. Uczucie przebywania w tunelu. Sugestia, że można z niego wypaść. Widok gwiazd i planek obok. Ich kontury zamazują się przez ten straszny pęd. Spadek w dół w tunelu i skręt w lewo… Brak świadomości. Dalszy pęd. Całe galaktyki, setki gwiazd, punktowe jasne punkciki i ten pęd, pęd, pęd… Tunel i pęd. Przerażające zimno i uczucie własnego nieistnienia. Pęd. Rozmazane gwiazdy, rozmazane planety. Wszystko rozmazane przez pęd. I chłód, przerażające zimno, zimno. Tunel, niekończący się tunel, lawirujący między światami. I pęd. ÂŚwiatło na końcu tunelu. ÂŚwiatło… ÂŚwiatło przeradza się w ciemność. Mróz ucieka, przemienia się w zimno, to w chłód. Ciało nabiera konturów. Ciemność. Ciemność… Jasność portalu i ciemność komnaty. I świadomość, że jest się gdzieś indziej….
Gunses rozejrzał się dookoła. Nikogo przy nim nie było. Nigdzie nie paliły się świece. W powietrzu czuł zapach kurzu i ten dziwny ale jak charakterystyczny zapach. Zapach przegniłego drewna, mętnej wody. Zapach moczarów.




‘Zaprawdę, zaprawdę powiadam wam! Nadejdzie nowa Hen Ichera! Ona to jako pierwsza przekroczywszy progi sabatu Nietoperza na Numenorze po lat tysiącach, dokona rzeczy Wielkich! Nadchodzi czas zmian! Czas rozwiania Mgły i Mroku! Oto nadchodzą Czasy Proroctw, Czasy Gwieździstej Drogi! Nadchodzą potęgi zgromadzone w potomku Hen Ichear! W Przeklętym na Imieniu i na Duszy! Nadejdzie czas pokoju i potęgi! Albowiem Hen Ichear wróci do swych siedzib! ÂŚwiat odrodzi się wraz z nową Starszą Krwią!’
~  Ithlinne Aegli

‘Tam gdzie ni wzrok ludzki nie sięga, ni jego ucho, nie żaden zmysł. Wśród nocy czarnej, wśród mroków i mgieł istnieje dziedzictwo skalanej krwi. Przeklętej krwi!’
~ Antuan von Gertrud


Wrota Piątej ÂŚwiątyni zostały otwarte po dziesiątkach tysięcy lat.
Dziedzictwo Domu Gaii jest na wyciągnięcie ręki, a skrywa je tajemniczy Portal.
Sabat Wampirów rozsyła wici po dzielnych śmiałkach i wzywa ich do stanięcia ramię w ramię.
Noc szepcze o cudach, wiatr szemrze o śmierci.
Ziemia woła o krew! Czy znajdą się godni ugasić jej pragnienie?!
Z zaświatów przybywają zmarli aby odtańczyć szaleńcze tango śmierci. Sami bogowie ze swych pałaców zbliżyli się ku ziemi, ponieważ nadeszły Czasy Proroctw, Czasy Gwieździstej Drogi! Słońce chyli się ku zachodowi, kryjąc oblicze przed oczyma Przeklętego na Imieniu i na Duszy!
Sabat Nieśmiertelnych wzywa, a jego zawodzenie niesie wiatr.
Czy ktoś odpowie na tez zew? Na zew skalanej krwi?!


Nic się nie zmieniło - pomyślał Wampir. Chociaż minęło kilka lat. Nic się nie zmieniło. Nic... Jakoby nikt o nich nie wiedział. Jakoby nigdy tutaj nie byli... Gunses zmusił konia do wyjechania z okręgu portalu. Wampir rozejrzał się po komnacie. Nie była ona duża. Owszem, portal był analogiczny do tego w Piątej ÂŚwiątyni, ale nie był on ruchomy. Był portalem docelowym. Runy i napisy na nim, były takie same, jego rozmiar też. Portal skrywała świetlista mgła, która opromieniała komnatę. Była tu prostokątna komnata zwieńczona kopułą. Na ścianach wyryte były płaskorzeźby. Jednakże ściany pokrywały pajęczyny, a podłoga była usłana grubą warstwa kurzu. ÂŚciany częściowo spękały, a z pęknięć wystawy korzenie... Z pomieszczenia prowadziło tylko jedno wyjście. Rozejrzał się po dawno opuszczonym budynku. Postanowił poczekać na resztę...

Eric:
- Oho - skomentował wejście Gunsesa do portalu. Zachęcony jego przeprawą sam zbliżył się ku świetlistym wrotom do innego świata. Przez chwilę wpatrywał się z podziwem w jasną poświatę, po czym nagle wskoczył w jego podprzestrzenną otchłań. I podobnie jak podczas każdej takiej podróży doznał uczucia bezbolesnego rozrywania na malutkie strzępki, na poziomie molekularnym. Czuł swoje ciało, lecz równocześnie wiedział, że jako tako nie występuje teraz w postaci materialnej. Czuł też pęd. Niewyobrażalną szybkość popychającą go w nieznanym kierunku. Korzystał już co prawda z tego portalu, ale adrenalina tej krótkiej chwili podczas przeprawy nie pozwalała zapamiętywać żadnych konkretów z samej podróży. Dlatego też czuł się niczym przeżuty i wypluty, kiedy wyłonił się z portalu po drugiej stronie. Nie było to przyjemne uczucie, nauczył się je już jednak znosić i poskramiać.

Isentor:
Przeszedłem przez portal.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej