Tereny Valfden > Dział Wypraw

IV. Frater cruenta vindicare injurias.

<< < (8/37) > >>

Hagmar:
-A nie wiem Diomedesie, sprawdzimy na Kwinie. Pobawimy się w alchemików. Elf zaśmiał się lekko po czym dodał.
-Zainteresowała mnie nieco alchemia wiecie? Po pokonaniu Angelosa rąbnąłem cichcem jego zapiski, prawie nic nie rozumiem ale...mają w sobie to "coś".

Eric:
- Obyś nie oszalał od tych chorych szlaczków, Aragornie. - zaśmiał się Diomedes. Zaiste, alchemia wydawała się czymś ciekawym. Dawała duże możliwości, choć nie takie jak magia. Niestety, Krukowi jak na razie nie było dane władać żadną nadprzyrodzoną mocą.
- W sumie elfy zawsze kojarzyły mi się ze wszelkim zielarstwem i alchemią. No i łukiem. Może coś z tego będzie, haha.

Hagmar:
-Tak, ale elfy to nie tylko hasanie po kwiecistych łąkach Diomedesie. Zdarzają się wśród nas różne indywidua, o zobaczcie jaki skurwiel wyrósł z Angelosa na przykład. Albo Eldryn Na'yu...jego możecie nie znać, buntownik z przed kilku wieków...Ronald Getricus, mag renegat zabity przez oddział specjalny X Komturii jakieś...dwieście lat temu. Mogę jeszcze długo wymieniać.

//Czas na rozmowie spędzony minął tak szybko że nikt nie zwrócił uwagi na to, że doszliśmy do teleportu prowadzącego do Efehidonu. Wszyscy spokojnie przeszli.

-...Jak i podać ze cztery nazwiska orków którzy wcale źli nie byli. Zakończył zdanie i skierował grupę wpierw do Obieżyświata coby się rozgrzać nieco.

Istedd:
Włócząc się za grupą, a będąc jednym z nich nie omieszkał wdawać się w dysputę, co jednak było milczeniem i uważnym słuchaniem. Być może z przyczyny, że nie miał co innego robić? Gdy stanęli przed teleportem wykrzywił się. Nie lubił takich podróży, ale przeszedł wraz z nimi. Nawet nie zwymiotował; choć miał na to niebotyczną chęć i potrzebę. Zyskał dzięki temu kolejny podmiot, na który mógł narzekać sowicie. Przestał, kiedy skierowali się do karczmy. Wielce pochwalał ten ruch dostrzegając wiele pożytków z pobytu w karczmie. Nie tylko schronienie i ciepło oraz odpoczynek, a możliwość napicia się. Od razu poprawił mu się humor i przestał być markotny, chociaż nadal milczał i nie włączał się do rozmów.

Hagmar:
-Po garncu miodu karczmarzu i dzika. Zawołał komandor gdy tylko miejsce zajęli, karczmarz zaś jeno skinął głową na potwierdzenie i osobiście począł obsługiwać barona i jego kompanie. Aragorn wyciągnął z kieszeni zwitek papierków, podpisawszy jeden dał karczmarzowi. Weksle, przeważnie znienawidzone przez właścicieli karczm na traktach dla elfa były wybawieniem od dźwigania złotych monet...Chciał coś powiedzieć, może i coś ważnego dla potomności ale właśnie przyniesiono wielki kawał pieczeni.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej