Tereny Valfden > Dział Wypraw

IV. Frater cruenta vindicare injurias.

<< < (34/37) > >>

Hagmar:
Kurwa kurwa kurwa! Noga nadal go bolała przez co wstać za bardzo nie mógł, a na lepszy komentarz siły nie miał...

Istedd:
Koniec bitwy wydał mu się upojnym porankiem po burzy. Buty miał przemoczone krwią i błotem, sam nie wyglądał dobrze, ramię bolało jak cholera. Klął pod nosem, ale wytrzymał fale gorąca i cierpień. Wiedział, że będzie gorzej. Miecz oczyścił o swoją (i tak już brudną szatę) w niedalekiej przyszłości obiecał sobie jej zmianę. Przeczesał włosy i splunął z trudem hamując odruch wymiotny. Obaczył niewielką grupkę, gdzie znajdował się Zeleris i kilku jeszcze. Podszedł do nich i zdziwił go widok Aragorna, którego do tej pory nie postrzegł oczyma, które łzawiły od kurzu i zapachu. Mięsa, pieczonego, ludzkiego mięsa. Bo inaczej nazwać nie mógł kilku trupów na pobojowisku, pewno śladów bytności maga. Usłyszał pytanie kierowane do cherlawego maga.
- Ja ci pomogę, mości bracie. - mruknął i pomógł mu podnieść Aragorna, który pięknie opisał całą gamę swych przeżyć wewnętrznych.

Anette Du'Monteau:
Mauren doszedł do dowódcy. Jego zbroja nosiła na sobie sporo krwi, odłamków drewna i pyłu. Licznie porozcinany materiał ujawniał równie liczne rozcięcia na ciele. Na szczęście kruka były to tylko powierzchowne rany. Idąc podpierał się mieczem, ale przed dowódcą stanął wyprostowany.
-Na rozkaz sir. Zeyfar Navarre, major XVI Komturii Kruczego Bractwa na Valfden...do twych usług... - mówił Zeyfar trzymając się za ramię.

Gordian Morii:
Coś błysnęło na dziedzińcu zamku a z chmury dymu wyłonił się łysy mag. Trzymał w rękach sporej wielkości kuferek.
-Ranni tutaj. Gildia przysyła eliksiry wspomagające leczenie. Ciężko rannych ułóżcie na noszach gdzieś w czystym i suchym miejscu zaraz przybędą uzdrowiciele.- rzekł i jakby na sygnał za nim pojawiła się piątka magów różnej płci, rasy i wieku (chociaż po elfie ciężko było stwierdzić ile ma lat).
Magowie podwinęli rękawy swych czerwonych szat i podnosząc leżące obok ich nóg mniejsze skrzyneczki ruszyli pomagać.


//:Draguś bądź tak miły i zaopiekuj się tymi 7 NPC (z tym twoim)

Dragosani:
Flamel, który właśnie beznamiętnie przyglądał się zmasakrowanym ciałom, usłyszał trzask. Jego źródło było oczywiste. Teleportacja. Odwrócił się. Natychmiast poznał łysego czarodzieja.
- Ach, Mistrz Lardis, jak miło... - rzucił na powitanie. Nim cokolwiek dodał, teleportowali się pozostali magowie. Piątka nowo przybyłych uzdrowicieli, oraz jeden, którego sprowadził Flamel natychmiast zabrała się do pracy. Najciężej rannych ostrożnie przeniesiono w bardziej odpowiednie miejsce. Czwórka magów zaczęła podawać im eliksiry i rzucać zaklęcia. Pozostali magowie, w liczbie trzech, zajęli się lżej rannymi Krukami, których życie nie było zagrożone z powodu ran. Na pewien czas, wśród zgiełku i hałasu, rozbrzmiewały szeptane inwokacje i rady magów, jak obchodzić się z opatrzonymi ranami. Sam Flamel, jako że nie opanował do tej pory zaklęć szkoły Naurangol, zajął się podawaniem eliksirów. Otworzył jedną ze skrzyń i wyciągnął szklana buteleczkę z miksturą. Podszedł do stojącego nieopodal Ergarda, którego ręka była poharatana. 
- Trzymaj. Wypij wszystko i ani się waż to wypluć. Smakuje paskudnie, ale działa. - podał mu butelkę, po czym bez słowa więcej ruszył rozdać resztę mikstur. 

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej