Tereny Valfden > Dział Wypraw

IV. Frater cruenta vindicare injurias.

<< < (31/37) > >>

Istedd:
Ból zniknął tak nagle, jak wywołany został. Krew w nim gorzała wzbudzając większą siłę, zręczność i zapał do walki, mimo kolejnych tumanów przeciwników. Wiedział, że skutki tej walki dotkną go dopiero później. O ile oczywiście przeżyje tą bitwę. Sparował czyjeś cięcie pchając na oślep jednego z wrogów, który jednak zdołał cofnąć się i zbić. Ergard wykorzystał położenie miecza i wyprowadzić płynne cięcie nyżkiem. Trafił! Przeciwnik zawył i ciął na oślep. Ostrze zranić mogło co najwyżej powietrze i kurz, którego tumany wzbijały się w powietrze wraz z kolejnymi ostrzami, dłońmi, krzykiem, skomleniem i krwią. Moczymorda wykorzystał to i pchnął wroga w gardło. Poczuł tylko niemiłosiernie nieprzyjemny chrzęst. Wyciągnął zakrwawiony miecz. Nie miał jednak czasu na podziwianie rany, bo musiał chronić własną skórę. Odbił jakieś zabłąkane cięcie i zdał oburącz, znad głowy, własne. Przebiło ono kruchą zastawę wroga i wbiło się głęboko w jego bark. Ergard znowu wyciągnął ostrze i przeszedł do obrony. Zaklął szpetnie. Znowu się cofał.

Wojownicy Zgromadzenia
123/170
Kaidan i kapłani
1/1
4/5

Hagmar:
Ostrzał z katapult zrobił w końcu swoje. W murze pojawił się spory wyłom, a z tyłów nadciągnęło 50 świeżych sekciarzy.

Wojownicy Zgromadzenia
173/173
Kaidan i kapłani
1/1
4/5

Wredny jestem wiem xD

Anette Du'Monteau:
Nie ustępując pola parłem razem z Krukami naprzód. Pierwszy żołnierz, który pojawił się naprzeciw mnie dostał silnego kopniaka i poleciał na ostrza swych towarzyszy. Lekki wyskok w górę i potężne uderzenie odrąbało ramię kolejnemu łotrowi. Zasłoniłem jednego z braci własnym mieczem i przejąłem impet ciosu przeciwnika obracając go przeciwko niemu samemu. Atak rozorał klatkę piersiową napastnika. Gdy przyszło mu się bronić poczułem ból połączony z zimnem. W ramieniu zauważyłem sterczącą strzałę. Odskoczyłem na chwilę do tyłu, złamałem drzewce i prowizorycznie zabandażowałem ranę kawałkiem materiału. To na razie musiało wystarczyć.
Uderzając jednocześnie głowicą rękojeści i samą rękawicą powaliłem oponenta na ziemię, a po chwili miecze kruków dokończyły dzieła przebijając nieszczęśnika.
Wojownicy Zgromadzenia
169/173 (chyba nie odjąłeś tych od ataku szarży ciężkiej jazdy)
Kaidan i kapłani
1/1
4/5

Lucas Paladin:
- Zelersie! - krzyknął Morean do maga - Czy mógłbyś pozbyć się tych pieprzonych kapłanów i ich przywódcę? To jest ich duchowa siła, stracą morale jeśli oni zginą. My zajmiemy się wojownikami, Ty wykończ tych popaprańców. - Po czym wyciągnął łuk i rozpoczął ostrzał tych, którzy wbiegali za mury twierdzy. Pierwszy strzał chybił, drugi już był celny. Wojownik Zgromadzenia runął na ziemię martwy. - Czy ktoś pomoże mi ich ostrzeliwać? Sam jedyny nie mam tutaj łuku.. - rzekł bezradny Mauren wystrzeliwując kolejny pocisk, który pożegnał z życiem kolejnego napastnika. Strzały świszczały obok ucha Moreana, który starał się unikać jak najsprawniej. Wykorzystując chwilę spokoju zastrzelił jeszcze jednego sekciarza.
Wojownicy Zgromadzenia
166/173
Kaidan i kapłani
1/1
4/5

Istedd:
Wiadomym jest, że niektórzy następują, tną i siekają bez opamiętania. Im należy się chwała, dla nich przypisywana jest odwaga. Jednakże takim być niebezpiecznie. Inni zaś cofają się, by powrócić w szarży, gniewie i z nowymi zasobami siły. Do takich osób właśnie należał Egrard. Cofał się, wyprowadził za sobą dwóch przeciwników. Ich gęby w wyrazie triumfu i radości wywoływały u niego obrzydzenie, jednakże udawał, że zamierza wycofać się. Nic mylnego, kiedy byli nadal na gorszej pozycji! Uderzył niespodziewanie, cięciem w pierś stojącego po jego prawej. Ten z lewej zadał cięcie nie bacząc na stojącego obok, który zawył z bólu. Istedd nie zrobił uniku z własnej woli. Albo popchnęło go do tego czyny szczęście, albo instynkt. Nie wiedział, ale uniknął z trudem. Zdał szybki kontratak pełnym ramieniem, w ręb. Przeciwnik sparował, ale kolejny cios zadany w lic wstrząsnął jego ramieniem. Adaven był zdenerwowany i rąbał na przemian w dwa punkty: w lic i pierś. Przeciwnik bronił się, próbował kontrować, ale monotonne uderzenia, których rytm zmieniał się co kombinację, stając się bardziej prędkim uniemożliwiały mu to. ÂŁuki, jakie kręcił ramieniem wykonując ciosu poczęły stawać się krótsze, w końcu, gdy przeciwnik przeczuł cios i zastawił Istedd zmienił kierunek lekkim ruchem nadgarstka. O mały włos! Wróg odskoczył, ale nagle zaskomlał. Oto pchnięcie miecza warchoła ugodziło go w ramię. Ergard wyciągnął swe ostrze z rany przeciwnika i zbił pchnięcie kolejnego. Dostrzegł, że nadbiegają kolejni, a brama staje się coraz bardziej tłoczna, zarazem trupami jak i walczącymi. Zaklął. Zerknął przez ramię szybko. Na murach też się nie powodziło, ale tutaj w walkę już się wmieszał. Nie mógł im pomóc, a raczej nie miał możliwości. Znowu sparował czyjeś uderzenie. Mruknął coś pod wąsem i uśmiechnął się dziwnie, dziko i szaleńczo wręcz.
- Jesteście niczym więcej niż patetycznym ścierwem... - zawołał i odbił jakieś zagubione cięcie. Jego wzrok stał się szaleńczy, on zaś śmiał się w głos.
-...żałosną namiastką istnienia, pozbawionym kręgosłupa moralnego marginesem życia, którego jedynym przeznaczeniem jest ginąć... - kontynuował z szaleńczą nutką, rozbieganym wzrokiem, kolejną, płytką raną na ramieniu. Poczuł paskudny ból ręki, którą wcześniej się zastawił.
-... próbujcie tu wejść, a spotka was coś o wiele gorszego niż śmierć. Precz! - wrzasnął i zadał cięcie znad głowy przekradającemu się blisko wrogowi, który zamierzał zajść go z boku. Cięcie nie upadło na hełm, a ramię, co tylko gorszym było przeżyciem dla żołdaka. Szczególnie, że moczymorda poprawił jeszcze w szyję i pozbył się kolejnego.


Wojownicy Zgromadzenia
163/173
Kaidan i kapłani
1/1
4/5

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej