Tereny Valfden > Dział Wypraw

IV. Frater cruenta vindicare injurias.

<< < (27/37) > >>

Eric:
- O - westchnął - Zeleris. Szpaner jebany. - mruknął cicho, sam do siebie i z uśmiechem podszedł do znajomego maga. Uniósł dłoń w przywitaniu i skinął głową.
- Widzę, że nasz celebryta numer jeden i na tej gali musiał się pojawić. - powiedział i nie kryjąc przyjaznej złośliwości, poklepał maga po plecach. Był w dobrym humorze, mimo, że zbliżała się ogromna bitwa. Widok zmobilizowanych wojsk Bractwa podnosił go na duchu, co owocowało nienaturalnym wykrzywieniem jego warg, w nazbyt wesoły uśmiech. To było przerażające. W oddali widać było ogrom wojsk przeciwnika. Diomedesowi dane już było uczestniczyć w podobnej bitwie, ale wtedy role były odwrócone - to wojska Bractwa szturmowały, na dodatek sprytnie, najpierw pozbawiając przeciwnika dowódcy. Na wspomnienie doskonałego planu wargi Diomedesa wygięły się jeszcze bardziej, ukazując biel jego perłowych zębów. To było przerażające.

Anette Du'Monteau:
Kolejni wierni Zgromadzeniowi ludzie podbiegli by zająć miejsce przy taranie. Mimo uszkodzeń pchali go dalej  naprzód. Druga machina była już niebezpiecznie blisko bram.
-Dajcie tam na dole wsporniki! Strzelcy, salwa, teraz! Chmara strzał wyleciała w powietrze. Przeszywający świst i krzyk. Kilkunastu ludzi na dole zostało upodobnionych do jeża. Wojowie zajęli miejsca przy wspornikach i czekali.
Wojownicy Zgromadzenia
154/170
Kaidan i kapłani
1/1
5/5

//Jak coś ja teraz idę śpiulkać. Jutro już powinien być Aragorn. :)

Dragosani:
- Nie mógłbym jej odpuścić, Diomedesie. - mruknął mag, nie odwracając się. Jego atak był całkiem zadowalający jak na rozgrzewkę. Teraz jednak postanowił wypróbować w końcu jedno z zaklęć, których nie miał okazji jeszcze używać poza szkoleniem. Grad piorunów. Powinno uprzykrzyć nieco życie nacierającym żołnierzom. Młody mag upewnił się, czy jego Aura jeszcze trzyma. Trzymała. Zamknął oczy i zrobił głęboki wdech. Zaczął pobierając moc, wystarczająca do rzucenia zaklęcia. Gdy uznał, że wystarczy, spojrzał na tłum wrogów. Nie bardzo przyłożył się do wybrania celu, zaklęcie było obszarowe, więc i tak powali co najmniej kilku napastników.
- Ishuash Ru, Iaishosh Huush Aroshel! - zainwokował, a jego głos przybierał na sile, wraz z postępem zaklęcia. Myślą zmusił moc, by przeobraziła się w wymagana formę. Kryształ kostura ponownie wzmocnił zaklęcie. Po krótkiej chwili powietrze po raz kolejny rozdarte zostało przez grzmot... a potem drugi, trzeci i jeszcze kilka. Wrogowie znajdujący się w obrębie zaklęcia padali jak muchy. Mag miał cicha nadzieję, że taka manifestacja mocy sprowokuje ewentualnych czarodziejów w szeregach wroga do ujawnienia się, gdyż w ciżbie nie byli widoczni.

To obszarówka, więc z tego co pamiętam MG ustala ilu padło, tak?

Lucas Paladin:
Morean zajął pozycję obok łuczników, oczywistym było, że nie zdziała nic walcząc wręcz. - Cholera, jak oni tu wejdą, to już po mnie. Nie ma wokół mnie brata, który byłby w stanie mnie obronić.. - pomyślał Mauren, ale zaraz potem wyrzucił z siebie czarne obrazy i przypomniał sobie, że jest tu po to, by udowodnić komuś, że zasługuje na miano Kruka. Wyciągnął więc łuk i spojrzawszy w dół dostrzegł obsługujących machiny wojenne wojowników Zgromadzenia. Wciąż nie potrafił dobrze strzelać, więc za pierwszym i drugim razem spudłował. Był wściekły, ale zdenerwowanie ustąpiło miejsca skupieniu. Napiął cięciwę i wymierzając w bojownika wroga zakończył jego żywot. Po chwili jego strzały dosięgnęły następnego wojownika utkwiwszy w jego klatce piersiowej. Morean był z siebie dumny i krzycząc tylko - Gińcie skurwysyny! - pozbył się następnego trafiając tym razem w głowę.
Wojownicy Zgromadzenia
151/170
Kaidan i kapłani
1/1
5/5

Akatosh:
//Jeszcze zostało 120 szt. zł to rozdzielenia. A i w najbliższym czasie(do ÂŚrody) może mnie prawie nie być.

-Czeka nas coś większego niż się spodziewałem...-wymruczał bardziej do siebie Akatosh ,po czym dołączył do grupy przy bramie. Wyciągnął miecz i czekał...

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej