Tereny Valfden > Dział Wypraw
IV. Frater cruenta vindicare injurias.
Hagmar:
//Zza chmary wojowników wyłoniły się dwie katapulty, magowie wroga rozpoczęli ostrzał.
Wojownicy Zgromadzenia
147/170
Kaidan i kapłani
1/1
5/5
//Rozumiem, nie martw się czeka Cię jeszcze wiele epickich bitew
Dragosani:
- No jesteście... mruknął Zeleris, widząc kilka kul ognia, ciśniętych przez wrogich magów. No cóż, nie pozostało mu nic innego jak ich eliminacja. Upatrzył jednego z nich, młodego elfa. Znaczy się chyba "młodego", gdyż z tymi przeklętymi elfami nigdy nic nie było wiadomo. Podobnie jak z elfkami. Mag po raz trzeci w tej bitwie pobrał energie magiczną. Przygotował ją do nadania jej odpowiedniej formy zaklęciem... i wypowiedział inwokację.
- Ishuoshan! - w mgnieniu oka z nieba spadł na wyznaczony cel Grom. Istny grom z jasnego nieba. Zaklęcie uderzyło w elfiego maga i jego siła niemalże wbiła go w ziemię. W międzyczasie spopielając górną połowę jego ciała. Kilku wojowników wokół zostało oszołomionych, zaś z samego maga pozostały nogi i kawałek tułowia. Reszta uległa spopieleniu. Nad jego ciałem unosiła się radośnie chmurka dymu. Zeleris uśmiechnął sie krzywo.
Wojownicy Zgromadzenia
147/170
Kaidan i kapłani
1/1
4/5
Hagmar:
//Brama ledwo trzyma, a katapulty otworzyły ogień.
Anette Du'Monteau:
//Akatosh, było 500 złota do podziału dla mnie, Moreana i Istedda. Jako, że zmniejszyłem nam podział, ty mogłeś dostać pozostałe 50. Więc raczej wszystko się zgadza.
Mauren nerwowo spoglądał to na bramę to na ludzi na murach.
-Ergardzie wytrzymacie tam jeszcze? - krzyknąłem. A wy nie przerywać ostrzału taranów. Te bydlaki mają zginąć.
-Zelerisie byłbym rad gdybyś znów użył swej magii to unieszkodliwienia którejś z machin oblężniczych.
-Ty natomiast Moreanie, celuj w tych przy taranie lub w ludzi obsługujących katapulty. Liczę na was obu. - dodałem i oddaliłem się z miejsca ku dalszym obserwacjom pola walki.
Istedd:
Istedd uśmiechał się do siebie coraz szerzej, kiedy kolejne uderzenia taranu omal nie zniszczyły bramy. Trzymali się dość opornie, jak zatwardzenie. Zerknął po innych, którzy pomagali utrzymywać bramę. Sam napierał z dwoma Krukami na belkę, której stan przypominał kurtyzanę wychędożoną przez kompanię krasnoludzkich najemników. Mimo to napierali tworząc barierę z ludzkich ciał, desek, dużych kamieni, małych kamieni i kaczek... beczek znaczy się.
- Wytrzymamy nawet najazd upojonych dziewięciosiłem samobójczych wiewiórek w okresie godowym! Ale z bramą może być inaczej! - odkrzyknął i zaparł się znowu. Dalej zapierał się. Obserwujący od dłuższej chwili mogli dostrzec jak z wysiłku twarz jego staje się pierw czerwona, potem przechodząca poprzez purpurę po mieszankę odmieni czerwieni i szarości. Ergard oddychał jak miech kowalski klnąc pod nosem. Uderzenia stawały się mozolne, czuł, że załoga taranu albo została nieco przerzedzona, albo zmęczona, albo szykowała coś paskudniejszego od ich zaplutych mord.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej