- Dobrze. Ruszajmy czym prędzej. Nie możemy pozwolić, aby dostał się na piętro! - rzekł Gunses i wybiegł z pokoju wprost na schody. Jego wampirza akrobacja pozwalała mu na bezszelestne poruszanie. W połowie schodów Wampir wykorzystując swą wrodzoną zdolność rozpłynął się w powietrzu. Stał się całkowicie niewidzialny. Szybko zbiegł po schodach. W ciemnym pomieszczeniu, on, Wampir ze zwielokrotnionymi zdolnościami przez mutageny widział równie dobrze jak w dzień. Szybko zauważył demona, którego macki chlastały cały pokój. Pierwszy raz spotkał taką istotę. Przepełniała ją zła, wroga energia. Chorobliwa wola zagłady. Wola, którą należało zetrzeć w proch. Wampir bezszelestnie i błyskawicznie przebiegł przez pokój i ustawił się za demonem. Teraz wszystkie nadzieje spoczywały w zgraniu Wampira i Bestii. Gunses rozwarł ramiona i zacisnął je na obręczy barków demona. Dłońmi złapał się za nadgarstki. Wykorzystując potęgę swej rasy, ogromną siłę, która potęgowana była teraz nocą i mutacją specyfikami, stworzył uścisk od którego nie było ucieczki. Tak to Wampir zacieśnił ramiona wokół demona, którego macki chłostały wszystko dookoła. Czyn ten zmaterializował Wampira. Teraz wszystko było w rękach Anvarunisa. A w zasadzie w jednej zmodyfikowanej dłoni. W demonicznym szponie.