Tereny Valfden > Dział Wypraw
Tajemnice Starożytnych - Ostatnia Krew
Dragosani:
Teraz i ja muszę zabijać, aby przeżyć. powtórzył w myślach Flamel. On sam, mimo iż był młodszy od Istedda i, z tego co wiedział, wychowany w nieco mniej wojowniczej rodzinie, musiał zabijać niemal od dziecka. Do dziś pamiętał ten wybuch niekontrolowanej mocy magicznej, podczas bandyckiego napadu. Swąd spalonych ciał, powykręcane i spopielone truchła. Potem były inne przypadki. czasem w wyniki braku kontroli nad magią. Czasem z pełna premedytacją, przy użyciu sztyletu. Młody mag bardzo rzadko o tym mówił. Jednym z tych nielicznych przypadków, było spisanie krótkiej biografii dla Mistrza Gordiana, gdy dołączył do Gildii. Ciekawiło go jak właściwie ten szlachetny elf zareagował na dość drastyczny życiorys. Młody mag uśmiechnął się nieznacznie, chociaż wiedział że nie powinien. Uniósł wzrok i spojrzał na starego druha.
- U mnie zaś przeciwnie. Teraz wszystko wydaje się prostsze. Na przykład nie muszę się martwic już, o możliwość utraty kontroli nad magią. - rzekł.
Patty:
- Masz racje, maurenie. Nie czas na takie wspominki. Kiedy indziej... - Spojrzałam w dal, czekając na rozkaz wymarszu.
Gordian Morii:
-Musisz zostać magiem Patty. Jeśli masz takie zdolności o których wspominasz oczywiście. Szczerze mówiąc ciężko mi jest uwierzyć w to, że otwierając rankiem oczy momentalnie uderzają w Ciebie setki myśli. Pamięć o zmarłych, towarzyszach, o bogach i o wszystkich rzeczach, które masz zrobić w tym momencie. Jeśli jest inaczej to jestem pod szczerym wrażeniem.- rzekł elf.
-Z tego co wiem, pamięć jest ulotna i nigdy nie pamiętamy o wszystkim, Zelerisie czy pamiętasz może co jadłeś na wieczerzę dokładnie rok temu?- zapytał swego ucznia elf. -Zresztą nieważne.- dodał i klepnął swego konia zmuszając go do ruszenia naprzód.
Istedd:
Wysłuchał kompana i wyszczerzył się do niego, okazując, o dziwo, jak na moczymordę zadbane, w pełni kompletne wszystkie zęby.
- Powinszować ci zwycięstwa jedynie. Rad jestem, że powodzi się i tobie. O nas nie można już tak mówić. Raz nas w nocy bandyci napadli. Broniliśmy się, sam z kuszy ustrzeliłem jednego, jednak te sukinsyny, jebane w żopy kozojebcy mieli magów! Huk się podniósł, ogień i wrzawa. Tyle nam z taboru zostało... - to powiedziawszy w dłoń ujął trochę ziemi i rozsypał ją. Splunął z pogardą na wspomnienia tamtego dnia.
- Uratowaliśmy się w kilkoro. Potem było trudno, bez grosza, bez przyjaciół i nadziei. Wiedziałem, co czułeś ty, ale już nie mówmy o tym, druhu. Ważne, że spotkaliśmy się teraz, ty jesteś magiem, ja mam miecz i okazję do zarobienia na piwo i dziw... to jest jedzenie i dalszą naukę. W Valfden powietrze jest nawet inne, mniej przepełnione skurwysyństwem, jeżeli wiesz o co mi chodzi. - słowy pięknymi ujął swe myśli. Wtem zapytał Flamela elf. Zwrócił ku niemu wzrok Ergard i lekko kiwnął czupryną na powitanie. Wrócił do wpatrywania się w ziemię i wyczekiwania na rozpoczęcie przygody.
Gunses:
Wampir przysłuchiwał się swym towarzyszom. Nazwy broni, błahostki. Chociaż w dzisiejszych czasach wszystko jest nazywane. Każda drobina jest częścią sentymentalnej natury wszystkich istot. Gunses jednak zazdrościł tego innym rasom. Tego, że mają korzenie, że je znają, że mają po nich pamiątki. ÂŻe to odbyło się naturalnie. Gunses Cadacus poddając się przemianie odciął się od dawnego ludzkiego życia. Co mu zostało? Tytuł władcy wątpliwego w tych czasach Varantu? Ostatniego z dynastii władców pustyni? Miejsce jako wybrańca w klasztorze Magów Ognia w Nordmarze? Gunses nie miał przeszłości jako człowiek. Miał przeszłość jako Wampir. Jako Syn Nocy. Jako dziecko prastarej rasy. I miał po nich pamiątki. Foltesta, Nikolaia, Aerandira, Ociana, Vigo, Tkorona. Gunses pomyślał o Setmre. Dawno już jej nie widział...
- Kogo jeszcze brakuje?
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej