Tereny Valfden > Dział Wypraw
Tajemnice Starożytnych - Ostatnia Krew
Anette Du'Monteau:
-A tak przy okazji Patty, mam nadzieję, że nie masz mi za złe zajęcia łóżka w karcerze kiedy się tam znajdowaliśmy? - spytałem ciekaw.
Patty:
- Weź nic mi nie mów - Warknęłam do Zeyfara, pocierając krwiaka na lewym policzku. ÂŚlad po żołdakach Aragorna - Powiem, hrabio, że to dość złożone. Możemy nawet o tym porozmawiać, kiedyś, jeśli chcesz. Ale o zostaniu magiem nie ma mowy.
Anv:
Anvarunis uśmiechnął się wymownie do Zeyfara. Szybko przypomniał sobie noc po ostatnim bankiecie w siedzibie Bractwa.
- Aż tak ci się nie podobało? - rzekł Anv spoglądając na Patty.
Dragosani:
Mag parsknął rozbawiony, gdy Adaven powiedział o mniejszym stężeniu skurwysyństwa w powietrzu Valfden.
- Od razu widać, żeś tutaj nowy. - stwierdził. - Swojego czasu miałem za zadanie zakończyć konflikt pomiędzy dwiema wioskami na północy wyspy. - rzekł. - Gdy tam przybyłem okazało się, ze bez rozlewu krwi to niemożliwe. Sołtys jednej wsi był w miarę komunikatywny, lecz rzecz jasna stronniczy. Sołtys "wrogiej" wsi zaś w ogóle nie chciał rozmawiać z wysłannikami z miasta. Obie wsie skakały sobie do gardeł. Nie dało rady powstrzymać rządnych krwi chłopów. Jedna wioska została więc spalona. Ostatecznie okazało się, że wszystko było winą okolicznych bandytów, co wykorzystywali obie osady. Cała ta sprawa aż kipiała skurwysyństwem. Na dodatek ludność ocalałej wioski uznała mnie i mych towarzyszy za morderców. Więc nie twierdź, że tutaj się nie wyczuwa skurwysyństwa. Ono jest wszędzie. - opowiedział.
Anette Du'Monteau:
-Haha, zaiste było ciekawie Anvarunisie. Choć nie wiem czy warto to powtarzać. Szkoda, że nie słyszałem o owym Canisie, którego to imieniem był nazwany karcer.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej