Tereny Valfden > Dział Wypraw

Tajemnice Starożytnych - Ostatnia Krew

<< < (10/45) > >>

Anette Du'Monteau:
-Wiem o co Ci chodzi mistrzu Gordianie. Ja sam noszę pamiątkę rodzinną. Ta bransoletka z herbem zawsze przypomina mi o mojej młodszej siostrze, Abigail. Była mała dziewczynką kiedy wyjechałem z Isghar. Obiecałem jej, że kiedyś powrócę do niej i opowiem o wszystkim co mnie spotkało. Ten moment jednak nie nadszedł. Wciąż mam wiele do poznana i przeżycia. Gdy jednak spojrzę na pamiątkę wiem, że ona czeka. Brakuje mi jej. Wiem iż nie ma porównania z twoim bólem, ponieważ ty swojej siostry już nie ujrzysz. Jednak ja też za nią tęsknie. - mówiłem wspominając tak bliskiego mi członka rodziny.

Gordian Morii:
-Mniejsza z tym. Nie rozprawiajmy już o rzeczach tak błahych.- rzekł elf machnąwszy ręką.
-Któż to jeszcze każe na siebie czekać tyle czasu?

Patty:
- Widzisz, hrabio... Wiem, o co ci chodzi. Ale nie jestem w stanie tego pojąć - Wyprostowałam przed sobą lewą rękę. Szybkim ruchem zwinęłam rękaw, ukazując pocięte ramię - Cztery blizny. Cztery życia - Powiedziałam cicho - Czy sądzisz, że pamięć o mych towarzyszach zmieniła by się, gdyby tych pamiątek nie było? Co rano ich wspominam. Te blizny nic nie znaczą. Tak więc nie, nie rozumiem. Po prostu sądzę, że takie rzeczy nie mają wpływu na naszą pamięć o zmarłych. Człowiek czy elf nie potrzebuje znaku, aby godnie wspominać przodka czy towarzysza. Z pełnym uszanowaniem, oczywiście.

Istedd:
- Jak miałem się nie pojawić? Wiesz zawsze, że pojawiam się tam, gdzie grozi mi połamanie kończyn, wybycie kłów, obicie mordy, wykastrowanie, spalenie, okaleczenie i zamordowanie, ale gdzie jest zabawa. A tu czuję, że nie tylko będzie zabawa, ale prawdziwa rozpierducha. - rzekł i przysiadł się obok. Podał magowi dłoń, uśmiechnął się smutno i utkwił wzrok w ziemię.
- Kiedyś, zanim się tu zjawiłem proste wszystko było, Zeleris... Teraz i ja muszę zabijać, aby przeżyć. - dodał ciszej. Ton miał wesoły, ale w środku zżerały go niepewności i pytania... Jak na moczymordę przystać musiało szybko jednak radosny ton szykującej się wyprawy i zebranej tu kompaniji wywołał u niego uśmiech prawdziwy.

Anette Du'Monteau:
Spojrzałem na Patty przyznając jej rację.
-Trudno się z Tobą nie zgodzić panienko. Skończmy jednak temat. Dla mnie ważne jest teraz to żebyśmy nie musieli poprzez takie rany wspominać kolejnych towarzyszy. Ja nie zamierzam do tego dopuścić. - rzekłem poważniejąc momentalnie.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej