Tereny Valfden > Dział Wypraw

Tajemnice Starożytnych - Ostatnia Krew

<< < (24/45) > >>

Gordian Morii:
Mag teleportował się z murów w pobliże kilkunastu wojowników Zgromadzenia. Nim Ci zorientowali się kto przy nich jest wypowiedział inkantacje - Grosh Ruosh Elash, Umash Grash!- i uderzył kosturem o ziemię. Lodowa fala rozeszła się promieniście zataczając okrąg lodu, w którym uwięzionych zostało 7 wojowników. Elf przeszedł między nimi i każdego z zamrożonych zaszczycał uderzeniem szpikulca jakim zakończony był jego kostur. Gdy zakończył "walkę" teleportował się na bezpieczny kawałek muru by z góry upatrzyć jakiś inny cel...
Nenangol: Lodowa fala, teleportacja.
60/130

Lees:
Lees natarł na kolejnego przeciwnika. Ten zrobił zręczny unik. Po wymianie kilku ciosów i następujących po nich blokach zdecydował się na ryzykowne posunięcie. Po jednym z wypadów mieczem przeciwnika chwycił jego broń, która przecięła jego dłoń. Z rany trysnęła krew. Jednak udało się zatrzymać posunięcia przeciwnika. Lees zadał straszliwe cięcie po całej długości torsu przeciwnika. Ten padł martwy na ziemie. Kruk rozdarł kawałek swojego ubrania i jak najprędzej opatrzył dłoń.

59/130

Mogul:
Do niesmiertelnego dobiegl wojownik. smierdzial potem, byl niesamowicie szkaradny. przeciwnik uderzal posuwajac sie do przodu. chlopak jedyne co robil to uskakiwal do tylu. chcial zmeczyc przeciwnika... caly czas spogladal w tyl baczac by na nic nie wpasc... przeklnal siarczyscie poniewaz atakujac zakapowal taktyke chlopaka. Zatrzymal sie i zasmial sie. byl to strasznie szyderczy smiech... nie moglo mu to ujsc plazem. chlopak postanowil przejac inicjatywe i cial dolem. ten uskoczyl przed tym i uderzyl gora. chlopak ugial jedno kolano i zablokowal. woj napieral z calej sily lecz musial uledz przed sila niesmiertelnego ktory byl w dodatku bardziej zwinny. odepchal przeciwnika i jego bron. od razu cial bokiem, od lewej do prawej. poskutkowalo... woj nie upadl lecz zlapal sie swojego brzuch... ocian przyjal dumna poze i uderzyl gora. bylo to uderzenie ktore zabilo. wyostrzony zmysl wampira pomogl mu wyczuc zagrozenie. do niego tylem zakradal sie przeciwnik... chlopak odwrocil sie na piecie i cial. impet uderzenia zabil wojaka odrzucajac go kawalek...


-2 prosze odliczyc przy kolejnym.

Anette Du'Monteau:
Ubabrany w krwi i kurzu dalej "polowałem" na przeciwników. Prześliznąłem się za plecy jednego z walczących i wyprostowując się do pozycji stojącej wbiłem miecz poniżej łopatek. Ostrze przeszło z pewnym trudem przez kolczugę ale byłem pewny, że przebiło narządy wewnętrzne. Wyciągnąłem szybko klingę i rzuciłem się na kolejnego, dosłownie. Wykonując skok spokojnie go dosięgnąłem i uchwyciłem szyi. Szybkim i czystym ruchem skręciłem mu kark. Padł na ziemię z wzrokiem wlepionym w niebo.
Przeciwnicy ciągle napierali pomimo widocznie topniejących oddziałów. W pewnym momencie znalazłem się na przeciw jakiegoś osiłka. Korzystając z swojej umiejętności akrobatyki wyskoczyłem w górę i uderzyłem obiema stopami w tors siłacza. Jednak on tylko cofnął się kilka kroków w tył, a ja odbiłem się lądując na kolanach. Widocznie nie chciał się ze mną patyczkować bo od początku zaczął wyprowadzać silne i precyzyjne cięcia. Tylko moje umiejętności pozwalały mi bronić się przed atakami. Zauważyłem pewną rutynę w jego ruchach. Odnajdując moment najbardziej korzystny do ataku zaczekałem. Czas nadszedł po chwili. Jeden miecz wyciągnąłem do parady, a drugim ciąłem go w rękę. Nie osłonięta kończyna została po prostu odrąbana. Spotkanie zakończyłem cięciem z pół obrotu w szyję. Wtedy wielkie cielsko zwaliło się na ziemię wzniecając tuman kurzu.
54/130

Eric:
Diomedes poczuł nagle jak konsystencja jego skóry wraca do normy. Opuszki palców zrobiły się nieco chudsze, skóra zrobiła się gładka, bez żadnych złuszczeń. Cholera... Długo sobie nie poszalałem, a tu znowu trzeba uważać - zaklął w duchu. Bitwa nadal wrzała, choć Zgromadzenie odnosiło znaczne straty. Ilość wojska spadła co najmniej o połowę, a Bractwo nadal trzymało się dobrze. Mimo wszystko wyglądało na to, że bitwa potrwa jeszcze długo. Diomedes pewnym krokiem, powoli przesuwał się po polu walki. Nagle usłyszał świst ostrza i instynktownie kucnął, unikając ciosu. Obrócił się, opisując ostrzem małe półkole i sparował kolejne cięcie wyprowadzone przez wojownika zgromadzenia. Przez chwilę zmagali się sami, jednak po chwili do przeciwnika dołączyło jeszcze dwóch sprzymierzeńców. Diomedes uskoczył nieco w tył, półkolem obchodząc przeciwników i rzucił się na jednego z nich. Ciął od góry, po czym szybko przeszedł na niższe partie ciała, uderzając w udo przeciwnika. Trafił celnie, zostawiając ogromną, obrzydliwą ranę, z której trysnęła świeża krew. Przeciwnik pobladł i padł na ziemię. Diomedesowi udało się przeciąć jego tętnicę udową, to też wykrwawienie się było kwestią kilku chwil. Kruk skupił się na dwóch pozostałych przeciwnikach. Oboje zaszarżowali na niego w tym samym momencie co zmusiło Diomedesa do ryzykownego przeturlania się pod ich nogami. Ruch ten zaskoczył jego przeciwników, to też Kruk wyszedł z tego bez szwanku. Odwrócił się na pięcie i ciął od góry na jednego z przeciwników, po czym odskoczył na lewo unikając cięcia. Parował przez chwilę ostrza obu przeciwników, po czym znajdując dogodny moment na kontrę kopnął jednego z nich w klatkę piersiową i odepchnął na kilka metrów. Dało mu to chwilę czasu na rozprawienie się z osamotnionym przeciwnikiem. Skrzyżował z nim miecze, jedną ręką trzymał rękojeść miecza, drugą zaś sięgnął ku ramieniu przeciwnika. Chwycił je i pociągnął, tym samym nabijając wojownika na ostrze. Wyciągnął je szybko i otrzepał z krwi, po czym rzucił zwłokami w nadbiegającego przeciwnika, któremu najwyraźniej udało się już złapać oddech. Truchło upadło idealnie przed nogami wojownika zgromadzenia, który przewrócił się i w locie nabił na miecz Diomedesa.


51/130

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej