Tereny Valfden > Dział Wypraw

Tajemnice Starożytnych - Ostatnia Krew

<< < (23/45) > >>

Eric:
Odór martwych, rozkładających się ciał szczypał Diomedesa w oczy. Wokół walały się trupy. Bitwa jak na razie była zdominowana przez oddziały Bractwa, wspomagane przez wampiry i magów. Diomedes odetchnął na chwilę i starał się oczyścić myśli. W pobliżu nie było nikogo, to też stał sam, w kręgu martwych ciał. Otarł pot z czoła i odgarnął zlepione, zmierzwione włosy z czoła i uwiązał je ciaśniej. Pot spływał z niego ogromnymi kroplami, łącząc się z zaschnięta krwią przeciwników, którą był pokryty. Spojrzał z obrzydzeniem na trupy i wsłuchał się w szczęk stali dochodzący z niedaleka. Nieco uspokojony ruszył za odgłosami uderzających o siebie mieczy. Wybiegł na na malutkie wzniesienie i zobaczył dwóch wojowników zgromadzenia. Skoczył ku nim szybko i ciął na klatkę piersiową, równocześnie kopiąc jednego z przeciwników w brzuch. Nagle Diomedes po czuł dziwny ucisk. Przeciwnik złapał jego nogę, a drugi wytrącił z jego ręki miecz. Kruk zachwiał się tracąc równowagę i upadł na ziemię. Przeturlał się kilka razy unikając ostrz przeciwników, po czym kopnął obu przeciwników z pozycji leżącej. Dało mu to czas na powstanie z ziemi, to też skorzystał ze sposobności i wstał. Skoczył do swojego miecza, który leżał nieopodal, jednakże zgromadzeniowiec zagrodził mu drogę. Diomedes trzasnął go pięścią w pysk, kopnął pod żebra i uderzył czołem w głowę. Jego skóra była stwardniała dzięki wypitej miksturze, co zwiększyło skuteczność zadanych ciosów. Wojownik zgromadzenia osunął się na ziemię bezwładnie, jednakże Diomedes nadal nie mógł dobyć miecza, gdyż zaraz podbiegł drugi przeciwnik. Diomedes uchylił się zręcznie przed jego ciosem, jak i przed następnym, po czym zanurkował pod cięciem wojownika i chwycił go za szyję i kopnął kolanem w podbrzusze. Przeciwnik zgiął się w pół i wypuścił miecz z dłoni. Diomedes rzucił nim o ziemię i wykorzystał miecz przeciwnika przebijając go na wylot. Walka jednak nadal nie była zakończona, bo przeciwnik, który powinien zemdleć stał chwiejnie na nogach. Diomedes odrzucił miecz zgromadzeniowca i dobył swego, starego ostrza. Jego ukochana broń nadal leżała kilka metrów dalej, to też musiał skorzystać z sentymentalnego starocia. Natarł wprost na ledwo stojącego przeciwnika i rozpłatał jego szyję jednym, niedbałym cięciem. Po wszystkim podniósł swój drugi miecz i zlustrował wzrokiem pole bitwy, które było całkiem nieźle widoczne z tego małego wzniesienia. Potyczka wiodła się nadzwyczaj dobrze, przeważały siły Bractwa, mimo, że były znacznie mniej liczne.


76/130

Aruś, weź łaskawie pisz tę liczbę, a nie zostawiaj robotę innym! ;p

Mogul:
Noc zblizyla sie. Krwawa noc, pomyslal clopak... chlopak wychylil sie z budynku. ujzal na placu pelno kurzu, krwi. wojownicy biegli w rozne strony... chlopak spojrzal w niebo. nie bylo niebieskie lecz czarne co bylo dosc oczywiste o tej porze... ocian wyszedl z budynku i wydobyl broni... bylo jak na razie czyste, czyste to znaczy bez krwii ktora niedlugo znajdzie sie na mieczu... rozejrzal sie za swoja pierwsza ofiara... dlugo nie musial szukac. znalazl osamotnionego wojaka ktory byl lekko zdezorientowany.. podszedl do niego spokojnym lecz zdecydowanym krokiem. ten go zauwazyl. spojrzeli sobie w oczy. oczywiste bylo ze wampir zauwazyl w jego oczach strach. ten strach nawet bylo czuc. ocian stwierdzil ze nie ma co przedluzac. doskoczyl do niego probojac pchnac w serce... ten odskoczyl i uderzyl swoim mieczem. chlopak spokojnie zablokowal... wymienili sie kilkoma uderzeniami w ktorych ciezko bylo stwierdzic ktore to atak, a ktore to obrona. chlopak w koncu zaatakowal inaczej. zrobil unik zamiast zablokowac. odskoczyl na swoje prawo i cial z gory i lekko z ukosa... udalo sie. ostrze osunelosie przez polik i trafilo w tetnice. wojak padl


-1 wojownik
korzystam z komy wiec nie wiem ile jeszcze jest...

Istedd:
Nad głową świsnął mu miecz, chwilę po tym, kiedy pierwszy jego oponent uleciał duszą w przestrzeń astralną i pożegnał się ze światem doczesnym. Zdążył uchylić się, ale poczuł, jakoby żelazo rozcięło mu czaszkę. Nic poważnego stać się jednak nie miało, wedle woli nieba. Ostrze o włos minęło mu włosy, a strachu jedynie narobiło. Odruchowo padł na ziemię, co dało mu osłonę przed kilkoma zagubionymi strzałami. Pani Fortuna widocznie dzisiaj bawiła się jego losem jak pryszczata dziewczynka szmacianą lalką. Podniósł się z trudem, ale opanował dreszcze. Określić nie można było uczuć, jakie panowały w jego wnętrzu. Machnął mieczem na oślep i ciął przez plecy (w zerk dokładniej) jednego z przedstawicieli zgromadzenia. Ten, bólem ogłuszony ostał z przodu ubity przez jednego z Kurków, który podał mu prawicę i poklepał po plecach. Rzucił się na kolejnego, jako wilk na zwierzynę, a Ergard za nim w krok! Poczuł teraz braterską siłę, kiedy krok w krok z kolejnych chwilowym kompanem siekł tępych chamów. Ciosów nie zadawał jak wyśmienity szermierz. Powód tego był prosty - nie był kimś takim. Adaven uśmiechnął się paskudnie, widząc, jak wspólnie obalają dwóch przerażonych, szykujących się do ucieczki żołdaków wroga. Cóż to jednak był za sukces w tej bitwie? Jako ziarnku piachu, a dla Istedda jako kamień milowy. Krew z rany wroga oblała mu twarz, ramiona, szatę i nogi. Miecz stał się już nie tylko narzędziem w nazwie, co "Czerepołamaczem" w czynie. Rozpoczął walkę z kolejnym przeciwnikiem.


72/130

Patty:
Zbiłam tarczą atak następnego wojownika, właściwie tracąc już rachubę, który to padł już z mej ręki. Sparowałam jeszcze kilka ataków i kantem tarczy uderzyłam członka zgromadzenia w krtań. Niezbyt mocno, ale wystarczająco, by żołnierz przez chwilę stał się niezdolny do walki. Z całej siły rąbnęłam go klingą przez czerep, poprawiłam. Gdy padł na ziemię, zabrałam jego oręż, mrucząc cicho.
- Dzięki, skarbie - Krótką chwilę zabrało mi umocowanie nowej pochwy z mieczem na plecach. Zaraz potem ruszyłam do kolejnego starcia, czując już lekkie znużenie. Odbiłam uderzenie miecza, wytrącając żołnierza z rytmu. Nie był jednak głupi ani słaby, uskoczył natychmiast, osłaniając się mieczem. Klingi zadźwięczały, posypały się skry. Zaatakowałam go wściekle, widząc, jak znacznie przewyższam go umiejętnościami i szybkością. Jednym cięciem zbiłam jego paradę, następnym rozbroiłam. Gdy powaliłam bezbronnego przeciwnika, w ustach czułam jedynie żółć.

70/130

Zabieram:
Nazwa broni: Miecz
Rodzaj: miecz
Typ: jednoręczny
Ostrość: 13
Wytrzymałość: 6
Opis: Wykuty z 55 sztabek mosiądzu o zasięgu 0,9 metra.
Wymagania: Walka bronią sieczną [50%]
Dodatkowo: Zepsute

// Coś się posrało w spisie zabitych wrogów. Diabli wiedzą ile ich jest. I'm sorry.

Eric:
Diomedes po krótkiej obserwacji pola bitwy, podbudowany nieco na duchu zeskoczył z małego pagórka i wystartował sprintem ku najbliższym, dojrzanym przez niego wojownikom. Stali oni nieco oddaleni od reszty swoich sprzymierzeńców, jakby czekali na nadarzającą się okazję do ucieczki. Jak się miało okazać - ucieczka była blisko. Ucieczka do zaświatów. Diomedes starał się podkraść do małej grupy, jednakże zdradził go jego ciężki oddech, spowodowany ogromnym zmęczeniem. Diomedes natychmiast przyjął należytą postawę i zmierzył przeciwników zimnym, przenikliwym wzrokiem. W ich oczach było widać strach. Diomedes wykrzywił wargi w szyderczym uśmiechu.
- Gardzę takimi skurwysynami - rzucił z nutą pogardy. Pomknął w kierunku najbliższego ze zgromadzeniowców i pchnął w okolice klatki piersiowej. Niestety pchnięcie okazało się niecelne, gdyż przeciwnikowi udało się uskoczyć. Diomedes musiał szybko reagować by nie doznać uszczerbku na zdrowiu. Zręcznym obrotem uskoczył przed dwoma ciosami. Jeden z nich drasnął go leciutko, czego nawet nie poczuł dzięki stwardniałej skórze. Przeniósł ciężar ciała na prawą nogę i zamachnął się w równoległym do ziemi cięciu. Uciął jednemu z przeciwników dłoń, która efektownie świsnęła w powietrzu i wylądowała kilka metrów dalej. Krew trysnęła na wszystkie strony, jednakże Diomedes nie mógł ukończyć swego dzieła, gdyż musiał uskoczyć przed ostrzem innego wojownika. Zręcznie uchylił się i podciął nogi przeciwnika. Uderzył go w przeponę rękojeścią miecza i odepchnął mocno. Wojownik zatoczył się i upadł na ziemię. Diomedes doskoczył do tego, którego zdążył już poważnie zranić i dokończył swoje dzieło. Obrócił się zręcznie i sparował kolejne cięcie, odbijając klingę przeciwnika. W szybkim obrocie wykonał cięcie przez klatkę piersiową wojownika, zabijając go na miejscu. Został już tylko jeden, który ledwo dyszał po zadanym ciosie w przeponę. Diomedes skrócił dystans i bez trudu zakończył żywot nędznego tchórza.


67/130, Wszystko jest w porządku Patty ;)

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej