Tereny Valfden > Dział Wypraw

Tajemnice Starożytnych - Ostatnia Krew

<< < (21/45) > >>

Dragosani:
Zeleris nie próżnował, lecz wypatrywał kolejnej ofiary. Lub ofiar. Lecz wiedząc że na dziedzińcu może zostać dopadnięty przez wroga i zasieczony mieczem, rzucił okiem na dachy budynków. Kilka z nich wydawało się odpowiednich. Wybrał jeden, który zdawał się dawać dość solidne oparcie i skupiając się na nim, oraz pobierając moc, teleportował się tam. Odwrócił się następnie, by widzieć wrogów na dziedzińcu. Kilku z nich stało w grupce... Flamel uśmiechnął się demonicznie. Pobrał moc i wykrzyczał zaklęcie.
- Ishuoshan! - siłą woli skierował grom wprost w grupkę wojowników. Potężna błyskawica spadła z chmur i trzasnęła w jednego ze zgromadzeniowców. Jego ciało zostało całkowicie spalone. Podobnie jak innego, stojącego tuż obok. Trzech kolejnych znajdujących się nieco dalej obok zostało poparzonych i oszołomionych, stanowiąc tym samym łatwy cel dla Aragorna.
Teleportacja, Lindangol: Grom.
84 (3 oszołomionych)/130

Patty:
Dojrzałam wzrokiem kolejnego przeciwnika. Mierzył do mnie z łuku, już napinając cięciwę. Odruchowo uniosłam lewe ramię, strzała wbiła się ze stukiem. Poczułam złość na niehonorowego wroga. W trzech susach doskoczyłam do zdezorientowanego wroga i przerąbałam łuk na dwie, w miarę równe połowy. Drugim cięciem poszerzyłam wrogowi uśmiech, siłą ciosu wybijając kilka zębów. Kiedy wojownik ryknął, z całej siły pchnęłam go w brzuch, przeszywając na wylot. Stałam tak blisko, że wyraźnie czułam zapach strudzonego żołnierza. Stęknął, gdy przekręciłam ostrze, tnąc wnętrzności. Wyszarpnęłam broń, odwracając się. Nie dając mi chwili swobodnego oddechu nacierał na mnie kolejny członek zgromadzenia. Odbiłam tarczą potężne cięcie, zachwiałam się od siły uderzenia. Odbiłam jeszcze kilka uderzeń i zmieniłam taktykę. Uskoczyłam, gdy klinga nieprzyjaciela spadła po raz kolejny. Mnie tam jednak już nie było. Cięłam poziomo, kolczuga wytrzymała cios. Zasypałam go gradem uderzeń, spychając coraz dalej w tył. Kilkakrotnie zbiłam uderzenia przeciwnika i wykorzystawszy lukę w obronie przeciwnika chlasnęłam go po gardle, poprawiłam. Krew obficie zaznaczyła mój strój i uzbrojenie.

82 (3 oszołomionych)/130

Hagmar:
-IGOI! Z różdżki Aragorna wystrzeliła kula ognia zmierzająca prosto w otwartą gębę oszołomionego przeciwnika. Biedak padł martwy.
-IGOI! Drugi pocisk i drugi trup...elfowi spodobała się nowa broń, szybka i zarazem łatwa w użyciu.

Eric:
Diomedes przebiegł między szczątkami obozowiska. Wyciągnął z sakiewki miksturę sporządzoną przez Gordiana, zębami wyrwał korek i wypluł go na ziemię. Woń preparatu uderzyła go od razu, jednakże nie zważając na nią wypił duszkiem zawartość menzurki. Odrzucił naczynie na bok i już po chwili poczuł działanie eliksiru. Jego skóra zaczęła się nieco łuszczyć i znacznie stwardniała. Opuszki palców wyglądały teraz niczym malutkie buławy. Diomedes wolał nie myśleć o tym jak będzie wyglądać twarz przeciwnika po spotkaniu z jego pięścią. Kruk wypadł prosto na pole bitwy, nie zamierzał już bawić się w przemykanie między szczątkami obozowisk. Ruszył prosto na wojownika zgromadzenia, kopiąc go kolanem w bok i uderzając mocno pięścią w twarz. Usłyszał trzask łamanych kości. Obrócił się na pięcie i dobywając miecza chlasnął przeciwnika przez klatkę piersiową. Krew trysnęła na odzienie Diomedesa, zdobiąc je szkarłatnymi plamami. Kruk poczuł wstręt. Wypatrywał bezskutecznie swojego brata, o którego bardzo się martwił. Wiedział, że radzi sobie pewnie nawet lepiej od niego dzięki demonicznej ręce, ale mimo wszystko przerażała go wizja utracenia rodzonego brata. Spojrzał na wysokie budynki stojące zaraz za poniszczonymi obozowiskami. Na ich dachach dojrzał dwóch magów. Uśmiechnął się w duchu i wpadł w wir walki. Jego miecz świstał tak szybko, że dla niewprawnego obserwatora wyglądałby niczym wiązka błyskawicy przeskakująca to na tą, to na inną stronę. Już po chwili dopadł do przeciwnika uderzając go mocno rękojeścią w bok, pod żebra. Kopnął go w brzuch i ciął od góry. O dziwo, wojownik okazał się być wytrzymałą jednostką, bo zdołał podnieść swe ostrze w bloku. Stal uderzyła o stal. Diomedes nie chcąc wybić się z rytmu, odskoczył zręcznie w tył i wykonał skomplikowaną sekwencję ruchów. Ciął bezskutecznie na nogi, wykonał zręczny obrót i machnął ostrzem od dołu do góry. Cios ledwie drasnął przeciwnika, przecinając mu lekko podbródek. Kropelki krwi poszybowały w powietrze, połyskując nieco w świetle księżyca. Diomedes doskoczył do przeciwnika i ciął ponownie, tym razem po przekątnych. Oba cięcia zostały sparowane. Miecze wojowników stykały się w pionie. Diomedes zmagał się z silnym zgromadzeniowcem, który, ku swemu nieszczęściu, na chwilę okazał słabość. Diomedes wykorzystując ten moment odepchnął przeciwnika i rozpłatał mu szyję pojedynczym cięciem.


80 (1 oszołomiony)/130

Dragosani:
Flamel uśmiechnął się widząc radosną zabawę elfa. Nie zamierzał jednak pozwolić mu na to by sam się bawił. Po raz kolejny więc wzniósł różdżkę. Wycelował w ostatniego oszołomionego wojownika.
- IGOI! - krzyknął. Różdżka wystrzeliła ognista kulą, która poszybowała ku nieprzytomnemu żołnierzowi. Ogień rozbił się o jego ciało, mocno je parząc, co w rezultacie zabiła nieszczęśnika. Mag natychmiast wycelował nową broń w kolejnego wojownika, który bezskutecznie strzelił z niego z łuku. Strzałę przechwyciła Aura.
- IGOI! - rozkazał różdżce mag. Kula ognia poleciała grzecznie ku łucznikowi, trafiajać go w twarz. Biedak wypuścił łuk, wrzasnął, złapał się za twarz i padł. Potem już nie wstał.
78/130

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej