Tereny Valfden > Dział Wypraw
Tajemnice Starożytnych - Ostatnia Krew
Anette Du'Monteau:
Rzuciłem się w wir walki gdy tylko dano znak. Bitwa od samego początku wrzała w najwyższym stopniu. Huk zaklęć rzucanych za plecami, świst strzał. To wszystko wzmagało chęć porąbania kolejnych przeciwników na kawałki. Pierwszego dorwałem w biegu. Zwykły cios z rozpędu w szyję wystarczył. Do następnego podkradłem się kiedy walczył z naszym najemnikiem. Dwa szybkie pchnięcia od tył€ pozbawił go życia. Najemnik tylko skinął mi głową, a ja dalej ruszyłem w bój. Nagle zrobiło mi się jasno przed oczami. Dostałem silnym ciosem w głowę, jednak musiałem zachować przytomność. Odwróciłem się i błyskawicznie zdzieliłem napastnika płazem w twarz. Kolejne uderzenie wykonałem za pomocą głowicy miecza, lecz to nie był koniec zabawy. Potężny zamach zza głowy pozwolił mojej klindze wbić się wrogowi głęboko w bark. Taki cios uszkodził również tętnice. Człowiek padł na ziemię.
Kolejni pojawiali się dość szybko. Szeroki miecz przeleciał nad moim łbem. Cieszyłem się z swojego dość dobrego refleksu bo w tej chwili mogłem stracić głowę. Cios w szczękę, kopniak w kroczę i seria czterech szybkich ukośnych cięć. To w zupełności wystarczyło. Mimo to miałem wrażenie, że członków Zgromadzenia jedynie przybywało.
74/130
Lees:
Lees poczuł, że znajduje się w odpowiednim dla siebie miejscu. Trup ścielił się gęsto. Zaszarżował na jednego z przeciwników. Ten uderzył. Lees zablokował atak. Kilka razy ponowił atak lecz przeciwnik był twardy. Parował wszystkie uderzenia. Lees stworzył lukę w swojej obronie aby zachęcić wroga do ataku. Ten połknął przynętę - pchnął mieczem w okolice serca. Lees uchylił i ciął jego rękę. Miecz wypadł przeciwnikowi z rąk. Kruk dokończył dzieło przebijając przeciwnika. Wyciągnął miecz z martwego ciała i ruszył dalej walczyć.
73/130
Patty:
W nozdrza nieustannie uderzał mnie odór krwi i śmierci. Kilkakrotnie musiałam powstrzymywać odruch wymiotny. Na to jednak będzie czas po walce. Widząc następnego wroga, zawinęłam młynka bronią, drobnymi gestami zachęcając go do ataku. Nie pozostał dłużny, natarł zdecydowanie, w jego oczach można było dojrzeć szał. Zbiłam uderzenie, próbując uderzenia tarczą. Ten jednak uchylił się, cofnął lekko, wznosząc miecz nad głowę. Wtedy zasłoniłam się i wykonałam kilka błyskawicznych cięć. Udało mi się trafić w miejsce nieosłonięte kolczugą, wróg zachwiał się lekko, a wtedy uderzyłam potężnie z półobrotu, nadając ostrzu potrzebny impet. Klinga wgryzła się w bok czaszki wroga, krusząc kość. Wojownik bez życia upadł na ziemię. Cofnęłam się, napotykając wzrokiem wroga powalającego na ziemię jednego z mych sojuszników. Ruszyłam na niego z rozpędu, uderzając go tarczą. Członek zgromadzenia cofnął się lekko, wyprowadzając sekwencję kilku cięć. Odbiłam wszystkie ciosy i uderzyłam znad głowy, wkładając w to całą swoją siłę. Ostrze wbiło się w bark, rozrąbując wpierw kolczugę, potem mięśnie. Wróg padł na kolana, a ja zamaszystym kopniakiem posłałam go w tył.
71/130
Eric:
Diomedes wodził klingą po ziemi, wpatrując się w martwe ciała. Za jego plecami znów rozbłysnęła magia. Kule ognia spaliły zgromadzeniowców. Cholera, sam chciałem sobie taką różdżkę sprawić... - pomyślał, lekko sfrustrowany. Nigdy jeszcze nie obcował z magią. Byłby zginął przez to rozmyślanie, jednakże przeciwnik, który skradał się za nim wdepnął w coś sprawiając ogromny hałas. Diomedes wyrwał się z transu i szybko obrócił unosząc miecz w gardzie. Wojownik zgromadzenia zasyczał wściekle i rzucił się na Diomedesa uderzając od góry. Kruk bez problemu sparował cios i kilka następnych także. Nadszedł dobry moment na kontrę, to też Diomedes wyprowadził w końcu swoje pierwsze cięcie. Przeciwnik jednak odbił ostrze Kruka i pchnął mieczem w stronę jego klatki piersiowej. Diomedes z gracją wykonał obrót, unikając ostrza przeciwnika. Balansem ciała zmylił zgromadzeniowca i kopnął go kolanem w podbrzusze. Dzięki stwardniałej skórze kopnięcie było silniejsze niż zwykle. Przeciwnik zgiął się w pół i wypluł sporą ilość krwi. Diomedes uderzył ponownie, tym razem pięścią w twarz. Zgromadzeniowiec zatoczył się i upadł na ziemię. Kruk, kończąc jego cierpienia przebił go mieczem.
70/130
Hagmar:
IGOI! IGOI! Dwie kule ognia pomknęły ku swoim celom, idealnie trafiając w czerepy sekciarzy. Komandor zastanawiał się co widzi ofiara w ostatniej chwili.
Wampiry nie spać ;p
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej