Tereny Valfden > Dział Wypraw
Powołanie: skrzyżowanie mieczy
Anette Du'Monteau:
Słysząc głos zza bramy zastanowiłem się nad odpowiedzią.
-Mam pewną sprawę w waszej wsi. Nic co mogłoby by zaszkodzić panie. Poza tym chciałem zwrócić pewien przedmiot jednemu z waszych strażników, zdaje się, że go upuścił.
Dragosani:
Zeleris ujrzał masakrę wodnej fauny (i kreta) zwrócił się do kompana swego.
- W swej hojności pozwolę ci zachować cały łup. - to rzekłszy rozproszył zaklęcie Wietrznej Aury i skierował się w stronę docelowej wioski.
Hagnar Wildschwein:
//Zeleris- razem z Ocianem dotarliście do Chylicy Dolnej. Wieś przybrała obraz obwarowanego palisadą fortu z licznymi zasłonami i szańcami skierowanymi na północny zachód. Nie trudno dostrzec jak z dobrze prosperującej osady, bogatej w uprawy i pastwiska, za sprawą wojny zmieniła się okolica. ÂŻer dla kruków i wszelkiego skurwysyństwa. W oddali, na wzgórzu majaczyła forteca, będąca rzeczywiście Chylicą Górną, czego nie trudno było się domyślić.
//Zeyfar
-Nie wpuszczamy po zmroku!- odparł strażnik i niemal zniknął w swojej budce wartowniczej by pogrążyć się w cieple małego piecyka kiedy powiał porywisty i potwornie zimny wiatr. Zbyt chłodny, nawet jak na tę porę roku.
-Aleś kurwa zimno dziś...- zabrzmiało po chwili już spod bramy. -Złóż broń i chodź szybko...- z cienia rzucanego przez strażnicę nad bramą wyłoniła się postać sierżanta milicji.
Dragosani:
Flamel z ciekawością przyglądał się zarówno samej wiosce, jak i niszczejącym uprawom, ją otaczającym. Wszędzie pełno było zniszczeń wywołanych wojną, której znając tok rozumowania tępych kmieci powodem był zapewne całkowicie nieistotny drobiazg. Na przykład morderstwo, albo cóż podobnego. Przyglądając się zapyziałej dziurze Zeleris, jak każdy normalny człowiek, zastanawiał się jak najłatwiej byłoby ją podpalić. Jednak nie zrealizował swych rozważań. Za to podszedł d bramy małego fortu. Spojrzał w górę, czy kogoś widać z palisadą. Nie dostrzegł jednak nikogo, więc podszedł kilka kroków do bramy i uderzył w nią pięścią kilka razy.
- Otwierać, chamy! - wrzasnął. - Przybywamy z Efehidon! Do niejakiego Ionhara i Kupidyna!
Hagnar Wildschwein:
//Zeleris
-Do Kłupidyna?! A pokoż ty mi się. Nu, rzeczywiście jako miastowy wyglądosz, wchodź śmiało. Janeeek!, łodewrzyj wrota i pokieruj szanownego pana do sołtysa.- szybka i wypowiedziana z troszkę drżącym głosem odpowiedź uświadomiła cię, że ludzie ci rzeczywiście na kogoś czekają i... oczekują pomocy.
Po chwili z głębi fortu, którego otoczone palisadą budowle były w głównej mierze drewniane i kryte strzechą, co jest ciekawą rzeczą w kontekście palisady, której nie powstydziłby się niejeden wojskowy, wyłonił się milicjant. Ăw Janek jak się domyśliłeś.
-Szanowny pan do pana Kupidyna, panie? Bo jaśnie wielkiego pana Ionhara tutaj nie ma... Ja znam wszystkich i nie ma tu takiego, panie. Pan łaskaw by się udać do sołtysa, o tutaj panie, prosto.- zabrzmiało dziwnym głosem, bo przepełnionym pewnością siebie pomimo wyraźnie uniżonego wydźwięku.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej