Tereny Valfden > Dział Wypraw

Powołanie: skrzyżowanie mieczy

<< < (23/35) > >>

Dragosani:
Zeleris, który od chwil kilku nie ingerował w rozwój wydarzeń, postanowił to zmienić. Pozostała jedynie trójka bandytów, więc Chyliczanie mieli przewagę, nie licząc nawet Efehidonian. Mag dostrzegł że jeden z ludzi, którzy szpiegować mieli bandytów stanął po stronie Chyliczan. Dobrze. Jednak Flamel zaprzestał obserwacji, by wspomóc resztki sił wsiórów. Po raz kolejny wezwał moc i zaczął wypowiadać zaklęcie... które przerwał widząc, że Ocian ubił jego cel. Mag rozejrzał się i spostrzegł rannego bandytę. Nie było sensu by tracił na niego moc, skoro i tak nie był w stanie zbyt dobrze walczyć. Z pewnością dobije go ktoś inny.



Mogul:
Chłopak po chwili zastanowienia schował łuk i wyjął swój sztylet. Przez całą walkę nie użył go ani razu. Zbliżył się stanowczym krokiem do rannego bandy po czym zamachnął się nim. Ten jakimś cudem uchronił się od ataku. Na jego gburowatej twarzy było widać przerażenie. Został sam na  polu boju. Chłopak zamarł chwilę w bezruchu po czym rzekł - To koniec. Nie masz szans. - Szczęście chciało że bandyta zdał sobie z tego sprawę. Ocian pchnął go w brzuch. Po chwili zamachnął się w lewo trafiając w szyję bandyty.
Przez sekundę Ocian stał nad nim. Po chwili rzekł - To już naprawdę koniec...



Chylica Dolna
Milicjant Chylicy Dolnej 3/49
ÂŁucznik Chylicy Dolnej 0/15
Pancerny 1/5

Bandyta z gór 0\25

Dragosani:
- Taaak. To koniec. - dodał Zeleris iście epickim tonem. Epickości tej kwestii chwili dodał piorun, który uderzył gdzieś daleko. W końcu była burza. Do tego dochodził wiatr, który rozwiewał włosy i szaty Flamela... Mag udał się w stronę trójki, która pojmana została przez bandytów. Ocaleni Chyliczanie niezbyt przychylnie na nich spoglądali, czemu trudno się dziwić. Zeleris zamierzał pomóc "znajomym". Ota tak, bo miał kaprys.
- Peanut, Masa, Zeyfar. - przywitał ich. - ÂŚwietnie się spisaliście. Dzięki wam mogliśmy za jednym zamachem pozbyć się i drani z Górnej jak i bandytów. - powiedział to dość głośno, by obecni milicjanci usłyszeli.

Mogul:
Chłopak spoglądał to na maga to na trójkę "znajomych". Zdziwił się jego reakcją i przyjaznym nastawieniem... Podszedł do niego i szepnął mu: - Mam nadzieję że wiesz co robić... Ehh jesteś dla nich zbyt dobry...

Hagnar Wildschwein:
Staliście pośród terenów, których niegdyś zazdrościli Chyliczanom wszyscy pasterze i rolnicy z okolic... Teraz było to kompletne pobojowisko splamione krwią dziesiątek istnień, które walczyły w imię zasad i ideałów. I nikt już ich nie rozliczy czy słusznych czy wartych potępienia... Nie ma już kto liczyć... no poza piątką jakimś cudem ocalałych z tego pogromu, którzy teraz będą sądzić i dywagować czy było warto przelewać krew i włączać się do bitwy, która w oczach Magna Mater była przegrana od samego początku.

Słowem... Kończcie misiaczki. Jak już wspomniałem wielokrotnie świat jest wasz, ja nie mam zakończenia tej historii, stwórzcie je.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej