Tereny Valfden > Dział Wypraw

Powołanie: skrzyżowanie mieczy

<< < (3/35) > >>

Dragosani:
Młody Flamel szedł poprzez łąki, zagajniki i pola, cały czas nucąc pod nosem pieśń barda. Jako że jedynie ją nucił, a nie podśpiewywał, nie fałszował zbytnio. Poza tym nie pamiętał całego tekstu, jedynie fragmenty. Ogólnie ballada opowiadała o temacie typowym dla grajków występujących gospodach, czyli o walorach niewiast. Zeleris w końcu przestał nucić, gdyż znudziło go to. Idąc spojrzał w górę. Dostrzegł kilka ptaków. Przystanął na chwilę i zastanowił się jakiego mogą być gatunku i jakby smakowały, gdyby je ubić. Oczywiście nie spróbował porazić ich magią, gdyż nie miał ochoty się przemęczać. Gdy ptaszyska przeleciały nad nim, ruszył w dalszą drogę. Dał by wiele, by mieć kogoś do towarzystwa i zażegnania nudy spowodowanej spokojną podróżą.

Hagnar Wildschwein:
//Zeleris- mijając staw, który śmierdział niemiłosiernie zgnilizną i stęchlizną, drogę przebiegła ci kaczka. Zatrzymałeś się, bo sucz prawie wpadła Ci pod nogi. W tej samej chwili zza pleców dosłyszałeś rytmiczne uderzanie stóp o trakt.
//Ocian- dystans się zmniejsza, czego efektem jest dostrzeżenie kolejnych detali mężczyzny, za którym pędziłeś oraz... wyczucie paskudnego zapachu rozkładu.

Dragosani:
Zeleris zmarszczył nos, czując paskudny smród oczka wodnego. Gdy pod nogi wbiegła mu kaczka, zamachnął się by kopnąć wredotę. To też uczynił, posyłając ptaka kawałek dalej i powodując donośne jego kwakanie i ucieczkę. Następnie odwrócił się by zobaczyć któż to postanowił pobiegać sobie po trakcie.

Mogul:
-O ku*wa jak tu śmierdzi...
Zląkłem się postaci która była z przodu. Obawiałem się że to nieumarły choć przypominał człowieka. Dla pewności i bezpieczeństwa wyciągnąłem łuk, i zwolniłem kroku. Musiałem poruszać się powoli by w razie nie spodziewanego ataku oddać celny strzał co i tak było ciężkie... Krzyknę i zobaczę czy jest jakaś reakcja:
-Hej Ty tam! Słyszysz mnie?!

Anette Du'Monteau:
Ruszyłem przez bramę ku północnym rejonom Valfden. Czas umilałem sobie obserwacją natury i jej dzieci. Trawa pięknie się zieleniła, a słońce delikatnymi promieniami dotykało drzew. Istny raj nie prawdaż? Jechałem, więc w milczeniu patrząc na krajobrazy. Jednak po czasie miałem tego dość. Ileż można patrzeć na zwykłe drzewa i jakieś krzaki?!

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej