Tereny Valfden > Dział Wypraw

Tajemnice Starożytnych III- Klucz Śmierci i Księga Potępionych.

<< < (26/32) > >>

Gunses:
Gunses zostawił konia przy stanowisku postoju. Przywiązał go do drzewa, sam korzystając z uroków nocy stając się niewidzialny powolnym krokiem ruszył w stronę obozu. ÂŻaden ze strażników go nie mógł dojrzeć, dzięki temu Gunses usytuował się w najlepszej pozycji. Po środku obozu. Obozu, który był oszalały zesłanym z niebios Feniksem. Wampir zdjął maskę pozostając niewidzialny. Kiedy usłyszał swym wyczulonym słuchem komendę ataku, wypowiedzianą przez Elfa Aragorna skorzystał ze swej najpotężniejszej zdolności. Zmaterializował się po środku obozu i zaczął krzyczeć... Nabrał pełne płuca powietrza i zaczął tworzyć w okręgu 20 metrów dookoła siebie potężną falę dźwiękową
- Jjjjiiiiii.... - Głos Wampira przechodził w coraz wyższy. Będący wokół niego ludzie zatrzymali się. Złapali się na głowę starając się chronić uszy. Wrzask jednak świdrował cała czaszkę. Kilu padło na kolana, sami zaczęli krzyczeć z bólu. Energia głosu Wampira stała się nienaturalnie potężna. Nie był to już krzyk, leć fala dźwiękowa osiągająca największe rejestry. Wampir wiedział, że może kilku uśmiercić rozsadzając im naczynia czy serce. Liczył jednak na to, że kilkoro z nich padnie na ziemie w omdleniu. Krzyk Wampir osiągnął swe apogeum. teraz zatrzymali się nawet oddaleni od Wampira, gdyś dźwięk hamował również ich. W końcu dźwięk załamał się i nastała potwornie głośna.... cisza.

Krzyk

Gordian Morii:
Korzystając z zamieszania jakie zapanowało w obozie Gordian postanowił, że najlepszym posunięciem będzie szybkie wyeliminowanie maga, który również wchodził w skład obozu wroga. Opierając się o skałę starał się zlokalizować swój cel lecz biegający we wszystkich kierunkach wojownicy skutecznie utrudniali lokalizację. -Jest! - szepnął zauważając maga, który bezskutecznie próbował zabić feniksa podpalającego obóz i wojowników tam zebranych. Gordian teleportował się tuż za maga i uderzając psionicznym pociskiem w tył głowy ogłuszył go. Mag upadł do tyłu wprost w ręce elfa, który łapiąc go teleportował się z nim na skałę przy której chwilę wcześniej stał. -Leż tu sobie spokojnie ja zaraz wrócę.- rzucił w kierunku nieprzytomnego by znów zniknąć w srebrnej mgiełce i pojawić się w środku obozu. -Osh Isarish Izqiash, Ashush Huash- szepnął a wokół maga pojawiła się ognista aura chroniąca go przed wszelkimi pociskami. Gordian dzięki mortokinezie złapał za nogi jednego z klęczących wojowników i posługując się nim niczym maczugą uderzył w pięciu innych, co sprawiło, że bardzo szybko zostali wyeliminowani. Elf rzucił nieprzytomnego człowieka na pozostałych pięciu i zdarł jego płaszcz. Urywając też jeden ze sznurów podtrzymujących namiot teleportował się do maga. -Teraz ładnie Cię zwiążemy i zakneblujemy byś przypadkiem nie zaczął sprawiać problemów. - rzekł związując jego ręce za plecami i kneblując usta by nie mógł wypowiedzieć inkantacji żadnego zaklęcia gdyby się ocknął co prawdę mówiąc było bardzo mało prawdopodobne.
Teleportacja, Mortokineza, Psionika, Ognista Aura.
//:Feniks też atakuje a więc również zabija więc przydałoby się napisać co już zdziałał ale to już rola MG;]

masatschusets:
-Urrrrraaaaaaa! - Wykrzyknął Masatschusets po czym galopem wbiegł do obozu wroga. Momentalnie puścił lejce i sprawnym ruchem ręki wyciągnął zza pleców łuk i dwie strzały. Zaciągnął cięciwę i podwójnym strzałem zabił dwóch wrogów strzelając im z bliska prosto w serca. Następnie równie sprawnym ruchem schował łuk i dobył miecza. Od razu wyprowadził cios. Poziomym cięciem z prawej obciął jednemu z przeciwników głowę, a poziomy cięciem z lewej poderżnął kolejnemu krtań. Krew rozbryzgiwała się na wszystkie strony, powoli z obozu robiła się prawdziwa rzeź.
-Przedtem nigdy nie toczyłem tak zaciętej walki. Jakie to wspaniałe uczucie - powiedział pod nosem i ruszył do następnego ataku...

43/55 Członków Zgromadzenia
1/1 Kapłan Niras

Szarleǰ:
Peanut wpadł galopem do obozu z mieczem przygotowanym do ataku. Kiedy na swojej drodze ujrzał przeciwnika przyspieszył konia lekkim kopnięciem w zad i zadał śmiertelne cięcie fanatykowi. Krew była wszędzie dokoła, wszystko się zlewało z czerwonym. Peanut jednak otrząsnął się z szoku jakim był widok tak krwawej i zaciętej walki i zwrócił konia spowrotem do centrum bitwy. Ponownie kopnął konia i ruszył w stronę dwójki fanatyków. Błyskawicznym ruchem dobył sztyletu ukrytego w bucie. Miecz i sztylet trzymał lekko wyciągnięte przed siebie nogami kurczowo trzymając się konia, w obawie by nie spaść z siodła. Gdy znalazł się tuż przy przeciwnikach wjechał między nich i sprawnym pchnięciem przebił obu fanatyków. Krew trysnęła na twarz, jednak wciąż jechał. Z oddali dostrzegł nadchodzącego wroga. Biegł w jego kierunku z wyciągniętą bronią i niezwykle głośnym okrzykiem na ustach. Peanut nie do końca wiedział co on oznacza, więc nie zastanawiając się długo rzucił ostrzem do dołu obie bronie na ziemię, tak by wbiły się w grunt. Lewą ręką dobył strzały, prawą natomiast łuku. Nałożył strzałę, naciągnął cięciwę, przycelował i... celnie trafił. Wróg wybił się w górę i mało nie robiąc salta wyłożył się na ziemi ze strzałą utkwioną w czole. Peanut uśmiechnął się szeroko na ten widok i uradowany rzekł pod nosem:
- Tak jest. Zdychać!
Kruk zawiesił łuk na ramieniu i zeskoczył z konia. Wyciągnął sztylet i miecz z ziemi. Sztylet ponownie wetknął w pochwę przymocowaną do wewnętrznej części lewego buta, miecz natomiast trzymał wyciągnięty pewnie przed siebie. Ruszył w kierunku kolejnego przeciwnika, wyglądającego na niezbyt rozgarniętego wyrostka. Przyspieszył. Fanatyk wyglądał tak, jakby nie wiedział specjalnie czy uciekać czy dobyć miecza i dopiero po chwili sięgnął po broń. Drżącą ręką wyciągnął miecz przed siebie. Peanut był jednak szybszy. Zanim ten zdążył wziąć zamach i wyprowadzić cios, Kruk podszedł do niego i przytrzymując mu rękę przebił go na wylot. Martwe, bezwładne ciało fanatyka zsunęło się z miecza, pozostawiając na nim krew. Tak samo jak na zdezorientowanej twarzy i szacie Kruka.


38/55 Członków Zgromadzenia
1/1 Kapłan Niras

Hagmar:
Aragorn wpadł galopem do obozu. Pierwszego zdezorientowanego wojownika zabił cięciem w głowę tryskająca krew ochlapała mu kolczugę.  Następnie odjechał kawałek chowając miecz do pochwy. Elf zdjął łuk, nałożył  trzy strzały, wycelował po czym puścił cięciwę łuku. Strzały trafiły prosto w serca trzech sekciarzy. Elf ponownie nałożył strzałę, tym razem jednak strzelał szybciej w stronę wroga poleciał istny grad pocisków, raniąc lub zabijając wielu.

17/55 Członków Zgromadzenia
5 nieprzytomnych Członków Zgromadzenia
1/1 Kapłan Niras

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej