Tereny Valfden > Dział Wypraw
Tajemnice Starożytnych III- Klucz Śmierci i Księga Potępionych.
Gordian Morii:
Gordian teleportował się w góry gdzie miał czekać na odpowiedni moment do ataku. Stanąwszy za wielkim głazem obserwował obóz fanatyków chciał dowiedzieć się o nim jak najwięcej...
Gordian Morii:
Obserwując obóz fanatyków Gordian prawie przegapił przyjazd towarzyszy. Zauważając ich jednak praktycznie w ostatniej chwili rzekł sam do siebie - Już czas na bitwę. Aragorn jednak wspominał coś o jeńcach dlatego zrobimy tak... - podnosząc ręce ku górze uwolnił energię magiczną i wypowiedział formułę zaklęcia - Iahuxuysh Xuelash Arishesh, Osh Isarish Izqiesh Isosh, Umesh Arish Ipizash- zaklęcie to przywoływało ognistego feniksa, który jako astralna istota przekraczał bariery wymiarów i stawić się miał na usługi maga. Nie trzeba było czekać długo z słupa ognia, który wystrzelił w górę rozbłysnęło oślepiające światło zwiastujące otwarcie bram wymiarów. Gordian obracając głowę zasłonił oczy rękawem chroniąc oczy przed blaskiem. Powietrze przeciął krzyk feniksa zstępującego z niebios. Ognisty ptak zleciał z nieba siadając na skale przy której stał arcymag. Elf skłonił się nieznacznie i rzekł - Witaj przyjacielu. Przyzwałem Cię bo potrzebuję Twego wsparcia. Tam w dolinie jest obóz mych wrogów. Leć i czyń pośród nich panikę i pożogę odsłaniając przed nimi swe ogniste oblicze. Ruszaj!- ostatnie słowo prawie wykrzyczał co spowodowało, że feniks zadzierając dziób ku niebiosom zerwał się do lotu z charakterystycznym piskiem i ruszył do ataku pikując na zaskoczonych nagłym błyskiem fanatyków.
Przyzwanie Ognistego Feniksa.
Hagmar:
W obozie na widok feniksa zapanował popłoch, jedni fanatycy zbierali broń inni klękali na widok ptaka.
Oddział Aragorna widząc rozbłysk ruszył do ataku.
Anette Du'Monteau:
Słysząc komendę "Do ataku!" nie zawahałem się ani chwili. Wpadłem w obozowisko szarżując razem z cała kompanią. Ludzie, którzy wcześniej przerazili się nagłym pojawieniem się feniksa powoli otrząsali się z amoku i chwytali za broń. Ci niezdolni do tego leżeli na ziemi poparzeni przez płomienie magicznego ptaka. Podjechałem do pierwszego przeciwnika nie zwalniając tempa, podniosłem miecz i ciąłem prosto po szyi. krew pod wysokim ciśnieniem trysnęła na konia. Następny przeciwnik został przebity na wylot i zadeptany przez konia.
Cała walka rozbrzmiewała krzykami ginących ludzi i szczękiem stali. Straty były zarówno po naszej stronie jak i wroga. Szybko oderwałem się od obserwowania innych i wróciłem do walki. Kolejny przeciwnik padł z rozciętą głową, cieszyłem się, że zdążyłem naostrzyć broń przed wyprawą. Gdy zauważyłem jednego z wyznawców skradającego się do Yarpena bez zastanowienia rzuciłem się na niego z konia. Przygwożdżony do ziemi przeciwnik rzucał się na boki, dla uspokojenia dostał kilka razy w szczękę. Potem role się odwróciły, oberwałem parę potężnych jednak zdołałem się zasłaniać. "Gardę zawsze trzymaj wysoko!" mawiał każdy nauczyciel walki do swoich uczniów. Nagle z pomocą przyszedł mi topór Yarpena wgryzając się głęboko w bark napastnika. Dzieła szybko dokończyłem mieczem.
51/55 Członków Zgromadzenia
1/1 Kapłan Niras
Patty:
Widząc nagłe poruszenie w obozie dobyłam ze świstem miecza, ruszając do galopu. Gniadosz, do tej pory wstrzymywany, z radością pognał przed siebie, parskając radośnie. Pierwszego wroga stratowałam, podkute kopyta zmiażdżyły twarz członka Zgromadzenia. Zmasakrowane zwłoki padły bezwładnie na ziemię. Następny przeciwnik podbiegł, wykrzykując coś. Koń stanął dęba, wspinając się na zadnie nogi. Cięłam poziomo, po gardle. Klinga rozcięła skórę, mięśnie, krew chlusnęła na ziemię. Zeskoczyłam zgrabnym saltem z siodła, odwołując zwierzę. Ogier parsknął i odbiegł tam, skąd przybył. Obróciłam się, widząc szarżującego wściekle człowieka. Zamachnął się mieczem, znad głowy. W ostatniej chwili uskoczyłam, jednocześnie lewą dłonią zbijając klingę. Wykorzystując moment zaskoczenia i dezorientacji wroga chlasnęłam go po twarzy, poprawiłam. ÂŻołnierz zacharczał, padając na kolana. Zamierzyłam się, potężnym pchnięciem przeszywając go na wylot. Wyszarpnęłam klingę, cofając się. Krew kapała na ziemię, dostrzegłam następnego wroga. Podbiegłam cicho, wykorzystując zamieszanie bitewne. Uderzyłam płazem miecza w głowę wyższego od siebie człowieka. Stęknął, ale obrócił się, dobywając własnej broni. Szybko otrząsnął się, zasypując mnie gradem uderzeń. Uskoczyłam w bok, przetaczając się po piachu. Skoczyłam na równe nogi, odruchowo ustawiając paradę. Klingi zadźwięczały, posypały się iskry. Związałam ostrza i odepchnęłam go, przechodząc w uderzenie. Miecz ciął po wewnętrznej stronie uda. Odbiłam jeszcze jedno uderzenie i cięłam przez gardło. ÂŻołnierz padł na ziemię.
[Walka bronią sieczną 75%, akrobatyka]
47/55 Członków Zgromadzenia
1/1 Kapłan Niras
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej