Tereny Valfden > Dział Wypraw
Początek Przygody - Revert i Vigo
Gordian Morii:
Doszedłeś do cmentarza. Miejsce to emanowało dziwną aurą. Zresztą każdy cmentarz nią emanuje wśród porozbijanych omszałych nagrobków świszczał wiatr lecz ty nie zauważyłeś niczego niezwykłego. Stary dzwonek zawieszony u szczytu kaplicy w której zazwyczaj trzymano zwłoki i trumny smętnie dźwięczał gdy poruszane wiatrem serce weń uderzało. Szczerze mówiąc czuć było jeszcze coś, coś jakby niepokój mimo tego, że byłeś magiem i świat astralny nie był dla Ciebie nowością nie czułeś się komfortowo.
Nagle drzwi kaplicy trzasnęły płosząc kruki i wrony siedzące na gałęziach wysokich jesionów.
Grison:
Revert spojrzał w kierunku, z którego dochodził hałas. Młody mag rozgrzewał palce, będąc przygotowanym na to, że zaraz przez jego ciało przepłynie strumień niszczycielskiej energii magicznej i wyjdzie właśnie przez dłonie.
- Dziwnie tuuu... - powiedział pod nosem zbliżając się powolnym krokiem do drzwi. - Dziwnie, nawet jak na cmentarz. To bractwo anty magicznie grzejące opasłe dupska na państwowym żołdzie powinno się zajmować miejscami takimi jak to - rozważał tym razem w myślach. Mag był już 2 metry od drzwi kaplicy. Zaszedł je ze swojej prawej strony obserwując uważnie wszystko dookoła.
Gordian Morii:
Nagle coś upadło za tobą. Szybko odwracając się ujrzałeś przewróconą łopatę pozostawioną tutaj pewnie przez grabarza i kota, który długimi susami uciekał w stronę ogrodzenia cmentarza. Czarne kocisko o żółtych ślepiach zapewne coś przestraszyło gdyż nigdy nie widziałeś kota, który tak szybko starał się opuścić to nawiedzone miejsce. Dmuchnięcie wiatru przyniosło zapach jakichś suszonych ziół, które znajdowały się gdzieś za kaplicą albo w niej samej..
Grison:
- ÂŁadnie - cicho skomentował sytuację Revert. Mag zaciągnął nosem. Po chwili stwierdził, że zapach musi dochodzić z wnętrza kaplicy. Młodzian popatrzył za siebie, na kruki skryte w koronach drzew. Ich oczy były skierowane na maga. Obserwowały...
- Macie przedstawienie, skurwiele. Oglądajcie, oglądajcie - rzekł przez zęby mag. Po chwili wszedł do kaplicy. W pamięci przygotował inkantacje zaklęć, które mógłby użyć w razie zagrożenia...
Gordian Morii:
W kaplicy nie było niczego ciekawego prócz kilku pustych trumien i kawałków lin służących do opuszczania ich do wykopanych w ziemi dołków. Usłyszałeś jednak inny odgłos. Dźwięk przesuwanej kamiennej płyty dochodzącej zza kaplicy. Przez niewielkie okienko zauważyłeś jak z jednego z większych grobowców wychodzi odziana w czerń postać. Czarne szaty z długimi rękawami i kapturem zdradzały że jest to adept czarnej magii lub nawet nekromanta. Na twarzy miał jakąś maskę więc nie było można stwierdzić kim on jest. Mag wychodząc z grobowca zasunął płytę posługując się chyba psioniką i przyzwał 4 zombie, którym prawdopodobnie nakazał pilnowania cmentarza. Sam przemienił się w kruka i odleciał w stronę valfdeńskiej puszczy. Nie było czasu na czekanie trzeba było wiać...
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej