Forumowy system RPG "Marant" > Dracoński teleport
Zapisz się do gry Marant
Kilian:
Kilian wyszedł spod stołu i zrozumiał, że przejście przez portal to jego jedyna szansa na przeżycie. Od razu pobiegł do portalu.
Dragosani:
--- Cytat: Kilian w 31 Lipiec 2015, 11:36:40 ---Kilian wyszedł spod stołu i zrozumiał, że przejście przez portal to jego jedyna szansa na przeżycie. Od razu pobiegł do portalu.
--- Koniec cytatu ---
Zostałeś przyjęty do gry, zaś po przejściu przez portal twoim oczom ukazała się polana i mieniący się w oddali obraz miasta Efehidonu.
Yarrin:
Yarrin od lat wyczekiwał czegoś, co zmieni jego życie. Będąc małym chłopcem marzył o wielkich przygodach, dokonywaniu wielkich czynów. Jednak kto o tym nie marzył? Nie jest łatwo porzucić rodzinę i wyruszyć w nieznane, mało kto ma tyle odwagi. Szczególnie żyjąc w wiosce rybackiej nie można liczyć na wyrwanie się z codziennej rutyny. "Ech, marzenia same się nie spełnią" - powtarzał często Yarrin. A teraz stał przed magicznym portalem, za którym na zawsze zmieni swoje życie na lepsze... a może gorsze? To już dla niego nie było istotne, taka szansa jak ta może się nie powtórzyć. Co jeśli portal ulegnie zakłóceniu? Nie będzie już innej drogi.
Wrócił szybkim krokiem do karczmy i odnalazł wśród ludzi przyjaciela swojego ojca. Przekazał mu tylko, że wyrusza do królestwa Valfden i już nie wróci. Nie myślał o pożegnaniu z rodziną. Matka dawno umarła podczas epidemii, a ojca nie darzył wielką sympatią. W tym zatęchłym miejscu nie miał nikogo, kto byłby dla niego bliski.
Wróciwszy przed portal zatrzymał się jeszcze i spojrzał za siebie.
- Teraz może być tylko lepiej - szepnął do siebie, jakby próbował tym dodać sobie odwagi.
Nie oglądając się już za siebie pewnym krokiem wszedł do portalu. Nie zastanawiał się czy podróż przez portal się powiedzie albo czy opowieść o Valfden została zmyślona. Liczyło się tylko to, żeby zacząć życie od nowa.
Isentor:
--- Cytat: Yarrin w 03 Sierpień 2015, 16:43:00 ---Yarrin od lat wyczekiwał czegoś, co zmieni jego życie. Będąc małym chłopcem marzył o wielkich przygodach, dokonywaniu wielkich czynów. Jednak kto o tym nie marzył? Nie jest łatwo porzucić rodzinę i wyruszyć w nieznane, mało kto ma tyle odwagi. Szczególnie żyjąc w wiosce rybackiej nie można liczyć na wyrwanie się z codziennej rutyny. "Ech, marzenia same się nie spełnią" - powtarzał często Yarrin. A teraz stał przed magicznym portalem, za którym na zawsze zmieni swoje życie na lepsze... a może gorsze? To już dla niego nie było istotne, taka szansa jak ta może się nie powtórzyć. Co jeśli portal ulegnie zakłóceniu? Nie będzie już innej drogi.
Wrócił szybkim krokiem do karczmy i odnalazł wśród ludzi przyjaciela swojego ojca. Przekazał mu tylko, że wyrusza do królestwa Valfden i już nie wróci. Nie myślał o pożegnaniu z rodziną. Matka dawno umarła podczas epidemii, a ojca nie darzył wielką sympatią. W tym zatęchłym miejscu nie miał nikogo, kto byłby dla niego bliski.
Wróciwszy przed portal zatrzymał się jeszcze i spojrzał za siebie.
- Teraz może być tylko lepiej - szepnął do siebie, jakby próbował tym dodać sobie odwagi.
Nie oglądając się już za siebie pewnym krokiem wszedł do portalu. Nie zastanawiał się czy podróż przez portal się powiedzie albo czy opowieść o Valfden została zmyślona. Liczyło się tylko to, żeby zacząć życie od nowa.
--- Koniec cytatu ---
Zostałeś przyjęty do gry, zaś po przejściu przez portal twoim oczom ukazała się polana i mieniący się w oddali obraz miasta Efehidonu.
Laen:
- Będziemy mieli dużą przewagę liczebną. Nie ma czego się bać. Wyruszamy o zmroku! – powiedział Alan - przywódca grupy najemników - uśmiechając się do zgromadzonych.
Jakże głupi on był!
Spojrzenie w lewo... Trzech poległych towarzyszy. Ta przygnieciona ciałem to chyba Val... Spojrzenie w prawo... Czterech najemników z paskudnymi ranami na szyjach. Spojrzała szybko za siebie aby ujrzeć przerażonego Brutusa. Miał w końcu dopiero 15 lat. Gdyby tylko wiedział co go czeka... Spojrzała na swoje ręce, ledwo była w stanie utrzymać miecz. Tuż przed nią stał Alan dzierżący miecz dwuręczny – ostatnia linia obrony przed krwiożerczą bestią. Nie minęła chwila a jego głowa odleciała do tyłu, a ciało bezwładnie osunęło się na ziemię. Rzut okiem za siebie – Brutusa nie ma... Chyba gdzieś się schował. Całe szczęście. Gdy spojrzała przed siebie widziała bestię z najgorszych koszmarów, jak wyciąga miecz wbity w brzuch – Kapitan tuż przed śmiercią zdołał ugodzić potwora. Nie robiło to większej różnicy – i tak jej los był przesądzony. Rzuciła się do ucieczki aby powiadomić czekających na zewnątrz towarzyszy, aby chociaż oni uciekli. A szczególnie Ona... Drzwi tuż za nią były otwarte. Taka zasada panowała w ich grupie – nie odcinać sobie drogi ucieczki. Rzuciła się przed siebie odrzucając oręż, który tylko by ją spowalniał. Słyszała jak potwór biegnie za nią zrzucając obrazy wiszące na krótkim korytarzu. Jeszcze tylko jedne drzwi i będzie na zewnątrz. Zrobiła trzy duże kroki i złapała za klamkę. W momencie gdy coś potężnego cięło ją po plecach obudziła się ledwo tłumiąc krzyk. Cała była oblana zimnym potem.
- Ah no tak, karczma... – pomyślała i rozejrzała się z nadzieją, że nikt nie zauważył. Staruszek słuchający opowieści spojrzał na nią. To na jego twarzy to zmartwienie? Czy może odraza? Blizna przebiegająca od lewego ramienia na ukos po plecach piekła ją jakby potwór dopiero co zatopił w niej swe pazury.
Opowiem wam przyjaciele o wspaniałym miejscu. [...] – nadstawiła ucho, wyprostowała się i spojrzała na barda. - [...]Niestety dostępne tylko w marzeniach.
No tak, nadzieja matką głupich. W tym momencie przestała słuchać i wlepiła swój wzrok w pustą drewnianą miskę. Rozglądała się i w chwili, w której zamierzała wyjść, do karczmy wbiegł posłaniec głosząc szczęśliwą nowinę – szczęśliwą dla niej. Portal w jedną stronę? Pewnie! I tak nie miałaby po co wracać. Poszła za posłańcem do portalu. Całkiem spora grupka ludzi zebrała się przy nim, ale nikt nie miał odwagi wejść. Rozsunęła tłum i nie oglądając się za siebie zrobiła krok do przodu – krok do nowego życia.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej