Tereny Valfden > Dział Wypraw
Zielone stepy Ilusmiru
Gordian Morii:
//: Tak szalejąc na swym czarnym jak matka noc wierzchowcu natrafiłeś na coś przypominającego ścieżkę. Był to po prostu ślad kogoś uciekającego, trawa była załamana a na ziemi widoczne były ślady kilku różnych par obuwia. ÂŚlad prowadził w kierunku nieodległego lasu. Zauważyłeś, że Gordian zbliża się w twoim kierunku.
-Macie coś?- zawołał elf
Anv:
- I tak i nie. Jest pewien ślad. Możnaby nim podążyć, ja przynajmniej mam taki zamiar. - stwierdził wampir i ruszył powolnym krokiem,jakby oczekując na towarzyszy.
Sirius:
Wampir, który dotychczas oglądał pobojowisko, wstał z klęczek, otrzepał szatę i cmoknięciem przywołał Freira. Kiedy posłuszny koń podszedł do jeźdźca, Kapitan wskoczył na jego grzbiet i popędził w kierunku towarzyszy. Z daleka zauważył Gordiana i Anva, z tym tylko, iż ten drugi wyglądał, jakby wybierał się na wycieczkę do pobliskiego burdelu: powolny, zamaszysty krok i rozluźniona sylwetka. W milczeniu Sirius podjechał do towarzyszy, odruchowo wyciągając łuk i jedną ze swych strzał...
Gordian Morii:
-No to przynajmniej mamy jakiś trop.- rzekł elf - Ruszamy w stronę lasu.- dodał po chwili i lekko puknął boki konia piętami. Odwrócił się jeszcze sprawdzając czy Sirius nie ma zamiaru do nich dołączyć, ale widząc a właściwie nie widząc nic tylko wzruszył ramionami i razem z drugim z wampirów pojechali w stronę granicy drzew. ÂŚlad na trawie był dosyć wyraźny więc wojownicy nie mieli żadnych szans zgubienia drogi. Usłyszeli tętent konia -A to ty.- rzekł elf zauważając nadjeżdżającego wampira -Cieszę się, że zechciałeś się z nami wybrać na poszukiwania, bo już myślałem że zostajesz wozów pilnować...- dodał z krzywym uśmiechem i już w milczeniu podążali dalej.
Sirius:
Przez las jechali, ciężką nocą, wśród wilgotnego powietrza. Końskie kopyta wybijały staccato, odbijając się echem od przybrzeżnych krzaków. Troje wędrowców, opatuleni płaszczami prowadziło rozmowę o wszystkim i o niczym; mimo tego, broń mieli przygotowaną do walki, a czujne oczy lustrowały otoczenia... Jednakże jak dotąd nic nie zakłóciło bezkresnej zieleni lasów, nic oprócz śpiewu nocnych ptaków nie mąciło pozornego spokoju prastarego zagajnika...
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej