Tereny Valfden > Dział Wypraw
Zielone stepy Ilusmiru
Gordian Morii:
Gordian zsiadł z konia i podprowadzając go nieco bliżej do oskórowanej już bestii wyciągnął sztylet. Zajął się wyciąganiem jej prawie 25 centymetrowych kłów. Lekko przekręcając je wbijając sztylet u nasady wyciągnął wszystkie nie uszkadzając żadnego. Potem zabrał się za wycinanie kawałków mięsa. Jednak w połowie pracy wspomniał sobie o jednym -To mięso nie nadaje się już do niczego, moje strzały są zatrute, więc szkoda ryzykować a i transport takiej ilości mięsiwa byłby trochę nazbyt uciążliwy. Wsiadajmy na konie i ruszajmy dalej. Jeszcze dość spory kawałek drogi przed nami.- rzekł wstając. Elf schował sztylet za cholewkę buta i wskoczył w siodło. Obracając konia lekko uderzył jego boki piętami nakazując jazdę. Koń początkowo szedł stępa, ale już po chwili przeszedł w kłus. -Ruszajcie się.- zawołał elf w stronę wampirów.
Sirius:
Wampir w biegu wskoczył na konia, po czym szepcząc mu do ucha jakieś słowa zmusił do biegu. Szybko dogonił Gordiana, po czym jechał dalej już jego tempem...
Gordian Morii:
Nad ziemiami Ilusmiru jak i większej części kontynentu zapanowała noc. Pora dnia pełna dziwnych pojękiwań, ryków, cykania świerszczy, pora pohukiwań sów i nietoperzowych polowań. Noc, czas w którym wampir czuł się swobodnie czując na nieosłoniętej twarzy powiewy wiatru. W ten właśnie czas grupa trzech konnych poruszała się po Ilusmirskich stepach, jej celem była mała wioska nękana przez jakiegoś dziwacznego stwora. Gdzieś w oddali na horyzoncie migotało jakieś ognisko. -Zobaczymy kto tam odpoczywa i może zatrzymamy się tam na chwilę.- rzekł elf wskazując na świetlisty punkt.
Anv:
- Mi pasuje, zwłaszcza po przygodzie jako potencjalna ofiara. - rzekł wampir siedząc na koniu po czym zdjął osłonę z głowy. Spod hełmu wypłynęła fala jasnych, niemal złocistych włosów. Anv wyciągnął jedynie szyję rozkoszując się przyjemnym wiaterkiem i uśmiechnął się a od jego obnażonych kłów odbił sie blask księżyca, tworząc bardzo ciekawy efekt. Podróżowali dalej
Gordian Morii:
Jazda dłużyła się świecący punkt, który zdawał się być na wyciągnięcie ręki był w rzeczywistości dużo dalej. Jednak niestrudzeni Valfdeńczycy z uporem posuwali się naprzód. Kopyta już nieco strudzonych koni równym stukaniem odmierzały przebyte kilometry. Jeźdźcy byli już dosyć blisko obranego sobie za cel ogniska gdy posłyszeli coś jakby szczęk oręża. Wstrzymując konie zasłuchali się w ciszę nocy. Rzeczywiście echo niosło odgłosy walki -Tam trwa walka. Musimy im pomóc. Potem odpoczniemy. Jazda!- zarządził Gordian zmuszając konia do przejścia w galop.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej