Tereny Valfden > Dział Wypraw
Zielone stepy Ilusmiru
Gordian Morii:
Gordian tylko spojrzał na oddalającego się wampira, dociągnął popręgi konia i klepiąc go po szyi rzekł -A ja Ciebie nazwę Ithina.- po czym wkładając nogę w strzemię wskoczył w siodło. Pomachał jeszcze wyglądającej przez okno Livi i nakazując Anvowi obrót pojechali skrótem znacznie wyprzedzając wampira, który musiał przedzierać się przez pełną bezpańskich psów, kotów i drobiu wioskę. Gordian natomiast cwałował na swym wierzchowcu przez wilgotną jeszcze od wieczornej rosy łąkę. Dojechali do teleportu. Elf widząc nadjeżdżającego Siriusa spiął konia i nakazał mu wejście na kamień teleportu, który przenieść miał podróżnych do Ghuruk.
Sirius:
Wampir nie zdziwił się, widząc iż Gordian jest przed nim. Ten pokręcony elf znał te tereny jak własną kieszeń: nic dziwnego, ciągle musiał tutaj uciekać przed mężami chętnych żon, które często potrzebowały Gordiana do różnych prac. Niepokojąco często o późnych porach. Sirius zszedł z konia przed teleportem, zdjął z zadu konia przerażonego kota który otumaniony pędem bał się zeskoczyć i tylko wbijał pazurki w wierzchowca miaucząc bezgłośnie. Kotek poszybował do Gordiana. Potem wampir pościągał z nóg konia przyklejone pióra, a w wybitnie upierdliwego psa który biegł za jego koniem aż tutaj poczęstował kamieniem wielkości pięści. Po jęku jaki usłyszał wnioskował, iż trafił. Teraz ponownie wszedł na konie, lecz tym razem nie pognał w galopie, lecz powoli i ostrożnie wjechał w teleport. Był bardzo ciekawy co zobaczy po drugiej stronie...
Gordian Morii:
Godian zdziwił się gdy zamiast oczekiwanego pojawienia się Anva lub Siriusa przed teleportem pojawił się pręgowany rudy kocur, który przerażony tym co wydarzyło się chwilę wcześniej ani myślał się ruszyć z miejsca. Elf jednak wiedział, że za jakąś chwilę w tym samym miejscu zjawi się dwójka jeźdźców, którzy mogliby zmiażdżyć biednego czworonoga. Elf usunął zwierzątko w idealnym momencie, gdyż ledwie parę sekund później przed teleportem pojawił się Sirius. -I jak dolegliwości żołądkowe po wczorajszej uczcie są czy nie?- zapytał -Wielu skarżyło się w tym miejscu na mdłości lub inne temu podobne.- dodał. Wkładając kotka do wiszącej przy siodle torby w której miał przebyć prawdopodobnie najbardziej ekscytujących podróży w ciągu jego wszystkich dziewięciu kocich żyć. -Możemy jechać dalej?- zapytał widząc pojawiającego się Anva, który już od miasta był jakiś dziwnie cichy. -Może go dziewczyna rzuciła.- pomyślał elf. Jeżeli wszyscy gotowi to pamiętajcie w Ghuruk może być niebezpiecznie, więc trzymać się razem. Nikt na jedną chrapę nie wyjdzie poza szereg, bo ustrzelę.- zaśmiał się elf -Ale poważnie, jeden ma dbać o drugiego, bo w kompani jak w rodzinie. Ruszamy na północny wchód! Hia!
Sirius:
-Gordianie, niebezpieczeństwo to dla nas nie pierwszyzna, znasz nas przecież. Między nami nie ma jednego wampira, którego bym zabił, gdybym mógł, tak więc o opiekę wzajemną nie masz się co martwić. A teraz- niech poniesie nas wiatr! Ihaaa...
Anv:
- Taa, wio... - rzekł z nutką ironii w głosie Anv pojawiając się u boku Gordiana. Spojrzał na swojego czarnego wierzchowca i stwierdził
- Zacny ogier z ciebie jest. Nazwę cię "Szybszy od Ithiny i Freira". Tak to dobre imię. W skrócie Soiif. Czyż nie pięknie zwać się będziesz? - tu Anv zwrócił się do swojego konika. Po czym znów spojrzał na kompanów
- Wybaczcie moje milczenie ale zastanawiałem się nad imieniem dla tego pięknego stworzenia. A więc gnaj mój Soiif'ie, niech poczuję wiatr we włosach. - rzekł wampir wskazując kierunek mieczem. Po czym ruszył równiutkim szeregiem wraz z trzyosobową kompanią
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej