Tereny Valfden > Dział Wypraw

W głąb ziemi: 5 ÂŚwiątynia

<< < (19/34) > >>

Elrond Ñoldor:
// zapomniałem całkiem, alem się poprawił ;p

Elf stanął bez jakiegokolwiek poruszenia się. Przed sobą trzymał kostur. Jedyne co chciał w tej chwili zrobić to nie tworzenie jakiegoś zabójczego ogromnego pocisku, teraz zależało mu na sytuacji w której się znajdował, która po części go rozbawiła. Chciał by te dobre myśli przepłynęły przez jego ciało by nic ich nie mogło zmącić, żadne przykre wspomnienia które należały do odległej przeszłości. Był nekromantą. Obcował z umarłymi, sam by nim po części. Spędzał długie godziny w katakumbach, w starych kryptach które polubił i w których nie czuł się nie swoją. Bawiło go że Czarowni chciał użyć przeciwko niemu złych emocji których nie miał, a jego ciało wypełniła błoga radość która chciał podzielić się z Księżycowym Czarownikiem. Kryształ, który był zwieńczeniem kostura wycelował we wroga gotów do ataku...

Mantos:
Mantos, gdy iluzja zniknęła natychmiast skoncentrował się i wypowiedział formułę zaklęcia
- Ipush Grash, Osh Isarishash
W jego dłoni zmaterializowała się kula ognia. Elf cisną nią i za pomocą psioniki naprowadził na czarownika.


Koncentracja; Kula ognia; Psionika;

//Kwestie skuteczności ataku pozostawiam tobie Gutqu

Gunses:
Czarownik wyczuwając pozytywne emocje jakie posiadał w tej chwili Elrond zaryczał. Krzyk rozpaczy przetoczył się po stali. Księżycowy Czarownik nie mógł pokonać dobrych, pomyślnych emocji. Nie mógł nawet próbować z nimi walczyć, były stokrotnie silniejsze od niego. Chwila dekoncentracji, jaka minęła na wyswobodzenie się z pułapki pozytywnych myśli Elfa zaskutkowała brakiem obrony. Gdy tylko kula ognia zabłysła w pomieszczeniu Gunses dobył miecza. Napędzany pocisk uderzył w Księżycowego Czarownika z ogromną siłą. Uderzenie, nie dość ze odrzuciło przeciwnika i powaliło go, sprawiło że cały zajął się ogniem. Gunses był już przy nim. Wiadomym było, że wystarczy Czarownikowi wkraść się w czyjeś myśli, aby iluzjonistycznie zabijając go samemu się zregenerować. Wampir nie dał jednak takiej możliwości swemu przeciwnikowi. Zaatakował szybko z wyrzutu ręki w dół, celując w leżącego wciąż na ziemi nieumarłego. Miecz zasyczał i wyfrunął z dłoni Wampira. Ostrze przeszybowało kilkadziesiąt centymetrów po czym z siłą wbiło się w miejsce dawnego serca. Księżycowy Czarownik zawył, a miecz zadygotał zatrzymując się na podłodze pod swą ofiarą. Ból mentalny, jaki sprawiło srebro zablokował myśli przeciwnika. Nie był on wstanie się podnieś ani nawet wyciągnąć miecz ze swej klatki piersiowe. Powoli ciało dopalało się, a Czarownik wił się w agoniach. Jak to jednak bywa z nieumarłymi, dla pewności należałoby zniszczyć jego głowę...

Hagnar Wildschwein:
I tutaj z pomocą zza zwalonych regałów wyłonił się krasnolud. Nie był to może deus ex machina, ale w chwili wyswobodzenia się z ksiąg, które spadły na niego kiedy zatoczył się zdezorientowany iluzją, a konkretnie jej brakiem, wyglądał niczym mistyczny mściciel czy kat światów. Rzekłbyś niszczyciel niewiernych albo mroczny demon z samego wnętrza ziemi. Pewne jest natomiast, że wyglądał jak nie lada wkurwiony krasnolud. Brodacz bowiem w geście pogardy i zemsty uniósł wysoko ponad głową księżycowego czarownika topór i z prędkością nie pozwalającą na uchwycenie szczegółów ostrza opuścił mithrilowe arcydzieło na kark.

Elrond Ñoldor:
- Robisz to źle - powiedział elf z miną znawcy i mędrca. (;p) Podszedł do turlającej się czaszki, zatrzymał ja stopą i przebił zaostrzonym końcem swojego kostura.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej