Tereny Valfden > Dział Wypraw

W głąb ziemi: 5 ÂŚwiątynia

<< < (3/34) > >>

Gunses:
- A więc uderzamy, jak to Domenic powiedział, za karczmę - powiedział Gunses. Poprawił paski mieczy, oraz ułożenie łuku i kołczana.
- Ruszajmy - rzekł. Grupa przemaszerowała uliczkami. Choć znajdowali się całkiem blisko karczmy, wejśce do kanałów usytułowane było po drugiej stronie. Dało się czuć zakończenie roku. Mieszkańcy przystroili domy na święto pierwszego dnia Veris, którego pierwsze promienie słońca dawały nadzieję na pomyślność w nadchodzącym roku. Po kilku minutach wolnego marszu grupa dotarła na mały placyk. Z powodu późnej pory placyk był pusty, tylko w roku jakaś młoda para kochanków bez pamięci oddawała się pocałunkom. Grupa minęła ich i zacząłe kierowac się w stronę małych schodków. Kilka stopni prowadziło do silnie zabarykadowanych drzwi.
- Dawniej w kanałach - rzekł Gunses - zalegali bandyci. Mieli tu piękną bazę do wysoków i szybkich ucieczek. Gdy ich kryjówka została odkryta, straże przeczesały kanały wszykich kierunkach - Cadacus wygrzebał z kieszeni metalowy klucz - Wtedy to, okazało się, że w kanałach roi się od dzikich mieszkańców. Masa potworów tam bytuje... - rzekł z trudem przekręcając stary zamek i otwierając dawno nie używane drzwi - ...stąd te metalowe drzwi, jak i kraty, którymi kanały zostały podzielone. Niewiadomo, co tam teraz zastaniemy. Wchodzimy!

Hagnar Wildschwein:
-Wątpię aby coś gorszego niżli to co mnie dziś w bordelu spotkało...- dodał krasnolud półgębkiem zagłębiając się w czeluście kanałów miejskich. Jako, że wzrok na razie nie dawał żadnych znaków obecności to zarówno słuch jak i węch pracowały należycie. Rzekłbyś nawet zbyt należycie.
-No kanały pierwsza klasa. Cuchną tak, że nie ma się czego wstydzić...- powiedział brodacz i zsunął się w kierunku przypuszczalnego podłoża... Jakie by ono nie było. Echo niosło po ścianach nadając temu miejscu jeszcze bardziej mistycznego obrazu niż krasnolud postrzegał je z początku... Przypominały mu się świątynie, w których miał okazję bywać. Wielkie przestrzenie, brak okien, zimny i wiekowy kamień. Pełno dziwnych elementów i ekstrawagancki wystrój i oczywiście gwóźdź programu: napary i tajemnicze zapachy połączone z dymem. Jak ulał pasowało do miejskich kanałów.
Kurwa pomyślał, gdyż nic sensowniejszego nie przychodziło mu do głowy.

Elrond Ñoldor:
Pomimo tego, że Elrond był elfem i piękno powinien postrzegać w cudach natury, muzyce i sztuce, to kanały spodobały mu się. Miały w sobie to coś, że szło się przez nie bez oporu, nawet mimo to, że co jakiś czas wchodziło się butem w gęstą ciecz dziwnego koloru, opary dusiły, a mrok pozwalał dostrzec tylko tyle by zdążyć wyhamować przed wyrznięciem w coś znad przeciwka. Oczywiście pozostała kwestia tego co tu żyło. A skoro wybrało sobie takie miejsce do życia, siłą rzeczy nie mogło być przyjaźnie nastawione i na dodatek takie coś nie mogło mieć normalnego wyglądu. Jednak tych wszystkich niedogodności, wpierw skoncentrowawszy się, Elrond lewitował parę cali nad ziemią. Wyskandował nawet parę zaklęć:
- Ashush Huash, Aresch Ipiaosh Anashar Qiysh - wokół elf pojawiła się szara mgiełka, która wchłonęła się w elfa, a teraz dziwnie uwidoczniła na jego twarzy, włosach, szacie.
- Elysh Osh Izqihuxuesh Arishesh, Xuanysh Izgroshel - zmysły Adepta wyostrzyły się...

(lewitacja; czary: aura nekromanty, wyostrzenie zmysłów)

Gunses:
Kiedy cała drużyna zeszłą już do kanałów, Gunses zamknął za sobą metalowe drzwi i przekręcił klucz
- Potem by mi stękali, że coś im tu wylazło, albo jakieś dziecko się utopiło. Po co robić sobie nieprzyjemności. Zobaczmy co my tu mamy... - rzekł Gunses. Kanały wiadać były dobrze prowadzone i oczyszczone. Co kilkanaście metrów widoczne było okienko, usytuowane wysoko w murze i wychodzące na uliczke. Okienka były brudne. Woda nie była zbyt brudna, delikatny nurcik mile płynął wśród kanału, niosąc żadkie fekalisa. Gdzies daleko słychać było uderzenia wody. Zapewne Draconi podczas budowy miasta, skierowali odnogę rzeki, aby spokojnie tu płynęła, jednocześnie usuwając zanieczyszczenia. Zapach jaki panował w kanałach dawał na myśl starą rozwalającą się drewnianą chatę w czasie ulewnego deszczu. Zapach zbutwiałych desek, zgniłych wodorostów uprzykżał życie. Widoczność była całkiem przyzwoita, panował jednak pułmrok. Szum wody rzecznej, wypadającej ze ścian był głośny, dlatego też Gunses wyostrzył swoje zmysły. Miejsce w którym grupa się znajdowało, tworzył korytarz, który już na początku przywitał nas stalową kratą. Musiliśmy ruszyć w drugą stronę. Doszliśmy do pierwszego skrzyżowania. W prawo i w lewo. Szczurów było całkim dużo.
- To w którą stronę?

//Pamiętajcie, znajdujemy się w kanałach. To w którą stronę skręcimy spowoduje różne niespodzianki =)

Elrond Ñoldor:
- Ence pence... w lewo.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej