Tereny Valfden > Dział Wypraw

Tajemnice Starożytnych II- Cichy zwiad

<< < (6/12) > >>

Elrond Ñoldor:
Elf ponownie zachichotał.
- Ale mości krasnoludzie, nie naburmuszaj się tak wielce. Przecież wiemy że gdybyście odrośli troszeczkę wyżej od ziemi, byście stworzyli najlepszą jazdę konną na kontynencie! A wiem co mówię. Wyobraź sobie, Domenicu, tysiąc krasnoludów, potężnych, na potężnych koniach, wszystkich okutych w stal... A na przeciwko pięć tysięcy chłopów którzy wiedzą tylko w którą stronę piki postawić.

Hagnar Wildschwein:
-Dobrze, dobrze już Morcie... Naprawdeś, powiem to ja, uraczył nas dowcipem i anegdotką. Winieneś na dworze króla zabawiać dowcipem, a i radą służyć. A teraz chodź tu i pomóż mi wskoczyć na tą bestię. Będę ci za to wdzięczny po kres czasów i opiewać słowami wielkemi będę twe imię i zasługi.- powiedział, niby to melodeklamując, swym grubym i chropowatym głosem Domenic.

Elrond Ñoldor:
- Oczywiście... - powiedział ef i odszedł do konia na którego miał wdrapać się krasnolud.
- Osh Iaesh Qiash Arishesh, Upish Izqiishish... - wypowiedział elf dotykając czoła konia. Po chwili oczy zwierzęcia zamgliły się, i ku zdziwieniu wszystkich obecnych koń zaczął kucać na zadzie. - No, a teraz szybko wdrapuj się. - powiedział adept do Domenica. Krasnoludowi nie trzeba było dwa razy powtarzać. Po parunastu sekundach, przy małej pomocy elfa, krasnolud dumnie pozował na wierzchowcu.
- Z tą ciężką jazdą to jednak nie jest głupi pomysł... - powiedział sobie elf pod nosem spoglądając na krasnala spośród uszów swojej czarnej klaczy.
- A ciebie nazwę Płotka. Może być? - zwrócił się do konia. Ten zastrzygł uszami i odwrócił głowę, spoglądając dziwnie na elfa.
- To to wszystko załatwione. Aragornie możemy wyruszać?

Hagnar Wildschwein:
:D
-Dzięki!- żachnął się z uśmiechem krasnolud.
Koń był spokojny. Kasztanowy ogier, jaki przypadł mu Domenicowi dumnie wyciągał łeb i wprawiał swą grzywę w mistyczny i ulotny niby dym ruch. Brodacz pochylił się na ile mógł i poklepał zwierze po karku czemu odpowiedziało przeciągłe rżenie.
-Hahaha!- zaśmiał się syn Zirgina i wyraźnie uradowany spojrzał na towarzyszy.
-A niech mnie, ruszajmy!- dodał po chwili.

Hagmar:
Jechaliśmy przez zasypane śniegiem Myrtańskie równiny przez całą noc, mróz był taki że aż żyć ściskał. Wtem w oddali Aragorn zauważył skromny budynek, karczmę jak się chwilę później okazało.
-Zatrzymamy się tu na trochę bo nie wyrabiam na tym mrozie. Rzekłem zsiadając ze swojej czarnej jak noc klaczy.
-Pomóc Ci Domenicu? Mam nadzieje że nie żywisz do mnie urazy, w czasie mych dawnych podróży miałem zaszczyt poznać kilku krasnoludów a nawet spędzić nieco lat z jedną z waszych kobiet.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej