Chujostwo? Matura to banalna żenada. Chyba, że masz na myśli zdawanie samych rozszerzeń. Nie uczyłem się do niej zupełnie. Z matmy, to od 1 klasy technikum nie umiem nic. Dosłownie. Przez brak konieczności, chęci i nietęgą nauczycielkę mój matematyczny rozwój zatrzymał się na poziomie gimnazjum, a człowiek i tak sporo rzeczy zapomina. Do tego przez czasowego bata i stresik zwaliłem zadania otwarte, a mimo to i tak zdałem. Polski? Na wakacjach w 2 klasie przeczytałem jedną lekturę... Z nudów. Ograniczenie się do średnio-szczegółowych streszczeń zupełnie wystarczy. Osobiście i tak nie trafiłem na lekturę, której streszczenie czytałem toteż byłem zmuszony pisać pierwszą w swoim barwnym życiu analizę i porównanie dwóch wierszy. Banał. Wskazanie różnic... Czy to coś trudnego? Nawet biorąc pod uwagę, to że każdy w mniejszym lub większym stopniu nie trafi w chory, wyimaginowany klucz egzaminatora - po prostu trudno nie zdać. Angielski? Trolololo. Już w gimnazjum pisze się go na + 70%. Ustne? Polski to przecież prezentacja. A przynajmniej była w naszym roczniku, Edziu. Im szybciej napiszesz, tym więcej czasu na nauczenie się jej. A mówić nie trzeba dokładnie i na pamięć. Ustny angielski? Jest czas na przygotowanie sobie odpowiedzi na kartce i wystarczy to potem przeczytać. Nie wiem co tu trudnego. Chyba tylko cały stres związany z atmosferą bzdurnego egzaminu od którego poniekąd zależy dalszy rozwój.
Barca odpadła? o.O
Hmmm... dobrze gadasz. Chodziło mi tu bardziej o moje leniwe podejście do nauki i odzwierciedlenie tego na egzaminie. W gimnazjum zero nauki, testy powyżej 70%. Matura, pomimo już wzięcia się do "czegośtam" nie było już tak kolorowo. Oprócz Angielskiego oczywiście który był banalny. I oczywiście oprócz ustnych, na które zdałem bez problemu improwizując na poczekaniu.
Ot życie.
Ale było minęło, nie ma co gdybać. Chociaż zawsze będą mnie śmieszyły te nagonki nauczycieli, rodziców czy samych mediów, jakie to straszne i bardzo ważne są te wszystkie testy, co sprowadza się tylko do tego, że uczniowie zamiast pójść z czystym, rozluźnionym umysłem testy, wchodzą na salę trzęsąc się jak galareta, nie mogąc sobie przypomnieć tego co ubiegłego dnia czytali 100 razy, a na samym końcu zapominając o wypełnieniu kart "abcd".