Z wysokoprocentowych alkoholi jest niebezpieczny rum, bo ma 80%, a w zasadzie nie czuć alkoholu przy piciu. Sam byłem w stanie obalić kilka kieliszków, nawet ich nie popijając. Przy wódce wiem, że piję alkohol i wiadomo, kiedy przestać. A rum smaczny jest i nie pali, więc różnie z tym bywa.
Kurwa, aż 80%? To dlatego tak rzygałem na tej wycieczce. W każdym razie za rumem nie przepadam szczególnie, fakt, nie czuć w nim alkoholu. Piłem raz, ale byłem już wtedy w stanie "prawie urwany film", zresztą rum już zrobił swoje. Od tamtego czasu tego nie tykam.
Po części racja, z reguły tak jest. Albo nie piję, albo właśnie dla towarzystwa.
Wiesz, podejście "piję, bo inny piją" jest rodem z podstawówki albo gimnazjum. Za to podejście "piję samemu" jest już podejściem alkoholika ;] W każdym razie alkohol upija i to jest jego główny cel. W piciu w towarzystwie nie ma nic złego, bo człowiek robi się weselszy, ma dobry humor, etc. Ale picie, bo inni pija to już inna sprawa.
Sam byłem w stanie obalić kilka kieliszków, nawet ich nie popijając.
Powiedz mi, czy robienie sobie drinków i popijanie aż tak bardzo się różnią? ;]