Tereny Valfden > Dział Wypraw
Po topór
Canis:
Rozległy się dzwony, marynarze zaczęli przygotowywać się do wypłynięcia, podniesiono kotwicę i rozłożono maszty.
Człowiek w szaciezaprosił ciebie ręką do kajuty kapitańskiej, do której sam poszedł, widziałeś, że trzymał dwa przedmioty w rekach...
Hagnar Wildschwein:
Krasnolud podażył wolnym marszem za człowiekiem
Canis:
Gdy wszedłeś, zobaczyłeś, że człowiek ten klęczy przed pewnym kielichem trzymając specyficzny łańcuszek, może naszyjnik, w dłoniach. Usłyszałeś tekst w nieznanym ci języku, przypominało to wszystko modlitwę do jakiegoś bóstwa. Gdy człowiek przestał mówić ucałował piedestał na którym kielich stał. Mężczyzna cie czekał więcej w pozycji klęczącej, bowiem wstał i zaprosił ciebie gestem byś usiadł na jednym z foteli.
Sam podszedł do barku, z którego wyciągnął przednie winogronowe wino i nalał do dwóch pucharów, po czym jeden podał tobie.
- ÂŚmiało, na zdrowie.
Powiedział i popił łyk wina, wygrzebał drugą rękę z pod szaty i położył na stole naszyjnik, kórywygladajał na stary, nieco podniszczony, i chyba niewiele wart.
- Widzisz drogi chłopcze, każdy z nas ma jakieś doświadczenia z lat minionych, ty może pamiętasz upitego ojca bijącego ciebie co noc, albo twoja siostra ma kiepskie wspomnienia co do przeżyć płciowych z twoim ojcem gdy ten był napity, nie ważne, mnie to nie obchodzi. Natomiast ciebie zainteresować musi moja historia z przeszłości, a gdy nadejdzie finisz opowieści, dostaniesz zadanie. Płacę dużo, zależy mi na szybkim zrealizowaniu. To jak, opowiadać?
Powiedział i ponownie wypił łyk wina.
Hagnar Wildschwein:
Krasnolud nie pogardził trunkiem. Bez scen i zachamowań wychylił jednym chałstem pół pucharu.
-Nie miałem takich doświadczeń. Mój ojciec był niemalże bohaterem, a na pewno prawym krasnoludem. Jesteśmy szanującą siebie rasą, nie wyniszczamy się bez powodu. Opowiadaj zatem! Chętnie posłucham...
Canis:
- A kto tu mówi o wyniszczaniu, zresztą bez znaczenia. Każdy musi sobie poużywać, nawet twój ojciec a teraz do celu. Nastaje taki dzień w życiu młodzieńca, kiedy opuszcza dom by poznać czego nie poznał, doświadczyć, czego nie doświadczył, zobaczyć, czego nie zobaczył, tak też było i zemną. mając 26 lat wraz z pewnym Valfdeńczykiem którego znasz może nie, imię jego ci nie jest chyba potrzebne, dane nam było wędrować razem jak dwa zawszone kundle i zarabiać trudząc się pracą dorywczą, ja wolałem prostytucję, on pracę na polu, szydziłem z niego, ze więcej i szybciej zarabiam... ekhem, nie o to chodzi. Jedna z moich zleceniodawczyń miała dla mnie dodatkowe zlecenie, taki bonus do pracy codziennej, zamarzyła sobie, bym upozorował śmierć, samobójstwo, albo śmierć naturalną jej męża. Gdy o nim usłyszałem pobiegłem jak na złamanie karku do pana mego kumpla... mówiłem ci, że mój kumpel to na roli pracował? obrabiał pańszczyznę, chociaż robił to z własnej woli i mógł zrezygnować... A tak, co ja mówiłem... No tak, powiedziałem mu o tym i zapytałem co sądzi, powiedział, ze nie będzie problemu go powiesić, albo odrąbać głowę, jego pan miał narzędzia tortur. Jak przystało na męską prostytutkę zaspokajałem moją klientkę, kiedy to jej mąż wparował do sypialni, wiedziałem, ze to idealny moment. ten rozwścieczony rzucił się na mnie jakby chciał mnie zgwałcić, ale ja uprzednio chwyciłem za ceramiczny talerz i rozbiłem na głowie tego ktosia. Tak, zemdlał, ciesze się, bo byłoby ze mną krucho... zaciągnąłem z tą kobietą ciało na tortury u szlachcica, gdy go donieśliśmy to ocknął się, ale zdążyliśmy zakuć go w dyby od Gilotyny, to też ostrzem gilotyny ścięliśmy go. Na nieszczęście kobieta zmarła, serce nie wytrzymało stresu i tak niecnie się stało, chociaż jej bogactwa. Było to wiele lat teku, kiedy to ja byłem młody a nie w podeszłym już wieku... Już wiesz co jest twoim zadaniem? Twoje zadanie to znaleźć dla mojego przyjaciela to miejsce tortur, nie będzie proste, bo będą pod wodą, ale dobre jest to, ze górą chronione... Zresztą co ja będę ci gadał. Będąc na Targonie, odnajdź wybrzeże skaliste, ludzi popytaj a ci powiedzą.
Na opowiadał się, po czym ponownie nalał sobie wina i popił.
- Jeszcze dziś dopłyniemy do brzegu. Niech Zartat ma ciebie w opiece, weź ten naszyjnik, będzie ci pomocny, a przynajmniej błogosławieństwo Zartata ci sprzyjać będzie.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej