Tereny Valfden > Dział Wypraw
Po topór
Canis:
wpłynąłeś do groty, wejście zgodnie ze schodami keirowało się do góry, po przepłynięciu do góry ujrzałeś taflę wody, schodami bibliotekarz wyszedł z wody, było tam powietrze, wrzasnął przeraźliwie...
http://img2.vpx.pl/up/20090906/hihi.jpg
coś takiego...
niebieskie - woda
carne - skała
białe - powietrze
Hagnar Wildschwein:
Głęboki wdech... Ciężkie oddechy i równie ciężkie klątwy.
Domenic wyczołgiwał się na skałę i łykał powietrze jakby ktoś miałby mu je ukraść.
I leżałby tak na tych skałach, gdyby nie przeraźliwy krzyk... Nie wiedział czy to w jego głowie czy też obok niej, ale wstrząsnęło to nim tak, że aż przewrócił się na plecy. Po chwili do krasnoluda docierała rzeczywiśtość, wraz z pewną trzeźwością umysłu. Wspierając się na trzonie swej bronii i ścianie podniósł się wpierw na klęczki, a po chwili nawet stanął. Zauważył mokre plamy na posadzce. Ruszył za nimi, tam musiał też być jego kompan.
Canis:
korytarz zaczął zmieniać się w większą salę, w oddali widać było ziemne kształty, nie było pewności co to jest, ale wrzask bibliotekarza stojącego już dość blisko obiektów wskazywał na nieciekawą sytuację...
Hagnar Wildschwein:
Krasnolud otrząsnął się po raz kolejny. Dochodził do siebie. Co raz dotykał dłonią scian bocznych. Zatrzymał się w celu oceny sytuacji niestety nic nie ujrzał. Przypomniał sobie, że nie jest przecież bezbronny. Poszukał swego toporzyska na mocowniau na plecach i ruszył w kierunku, z którego wydawało mu się iż dochodził krzyk.
Canis:
nagle bibliotekarz przestał wrzeszczeć... jego postać padła na ziemię... został wciągnięty w tę ciemniejszą część groty tak idąc trafiłeś na pochodnię...
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej