Elf wstał. - Tak królu, żadnych samotnych akcji, zaraz wracam... - elf, w pełni sił po odpoczynku całonocnym, wyszedł z namiotu i wzbił się wysoko w powietrze. Poleciał na tył armii wroga, szukał Mantosa. Pikował i wzbijał się z powrotem zanim go ktoś wypatrzy. W locie wyskandował zaklęcie: - Iahuxuesh Anishash Arash, El, Iphuush Ipash -zamienił się w kruka których było pełno nad pobojowiskiem. Zniżył lot. Wylądował na jakimś ciele. Spoglądną na żołnierza, to nie był jego brat. Przeleciał na kolejne ciało. Szukał tam gdzie go ostatnio widział. Po godzinie zobaczył go, nieprzytomnego. Odczarował się i szybko wzleciał z nim w powietrze. Po jakimś czasie wylądował z nim przed namiotem. Położył na stole. Wyrwał strzały.- Izhuesh Ruarishesh, Gresh Ilxuesh Arishesh - powiedział, a złotawa poświata weszła w jego ciało lecząc rany i pozostawiając blizny... czekał aż Mantos się rozbudzi.
(lewitacja, czar - średnie leczenie)