Foltest obudził się w karczmie, podniósł głowę, rozejrzał i po chwili głowa samowolnie mu opadła. Obrócił się w jedną stronę, ujrzał łuk, a obok niego leżący kołczan, obrócił się w drugą stronę i nie ujrzałem jednak swojego miecza, podniósł się jeszcze raz i spytał: -Gdzie jest mój miecz ??... - po tych słowach z powrotem opadł na podłogę z okropnym bólem. Poczuł woń krwi, która leżała niedaleko, leżącego wampira, zaczął macać podłogę w nadziei że znajdzie naczynie z krwią, szukał moment i znalazł naczynie przybliżył do siebie i woń krwi nasiliła, przyłożył naczynie do ust i pociągnął łyka, poczuł że odzyskuje stopniowo czucie w szyi. Wypił całą krew z naczynia i spróbował się podnieść, wstał trochę jednak opadł na podłogę. Jeszcze raz spróbował się podnieść, udało mu się wstać, jednak ból mu nie pozwolił, i opadł na krzesło, które stało niedaleko okna, wyjrzał przez okno, i pomyślał: Jeszcze widno, słońce mi nie pozwoli, może do zachodu uda mi się odzyskać siły. Więcej razy nie wykonam takiej akcji, bez odpowiedniej taktyki. Czuję się słaby... Foltest zasnął na krześle...