Tereny Valfden > Dział Wypraw
Do Sal "Magicznego Rozwoju"
Canis:
krzesło uniosło się niepewnie w powietrzu. w pomieszczeniu panowała cały czas cisza, więc Canis, aby sprawdzić wolę Tidusa użył hałasu. Canis pochylił się nad Tidusem, pochylony był przy twarzy Tidusa, dokładnie koło ucha i zwykłem głosem powiedział:
- Bu. - Krzesło runęło z impetem na ziemię, a Tidus przeląkł się. - musisz przeciwstawić swoją wolę każdym przeciwnościom, w tym hałasowi, działaniom sił zewnętrznym na krzesło, jak i na ciebie. Spróbuj ponownie, aż do skutku.
Tidus:
- Ta, rękę księżniczki i pół królestwa - Mówiąc to Tidus ponownie zasiadł w wygodny sposób. zamknął oczy i powtórzył to, czego wcześniej próbował. Tym razem jednak, potrafił utrzymać koncentrację i wyczuwać otoczenie na raz...swoją uwagę skupił na przedmiocie mając w podświadomości wciąż utrzymane mimo ludzkiej już postaci, cechy charakterystyczne dla wampirów, takie jak wewnętrzne opanowanie i koncentracja, której rozproszenie jest o wiele cięższe, od tej ludzkiej. Tym razem był w 100% pewny tego, że krzesło jest nad powierzchnią, był pewny, że żadna zewnętrzna siła nie potrafi go tym razem rozproszyć, nie myslał jednak o tym, jego celem cały czas było utrzymywanie krzesła, twarz tym razem stała się pomnikiem, a nie szopką różnych dziwnych min próbujących utrzymać niezdarnie krzesło....
Canis:
Uśmiechnąłem się nieco i poszedłem do regału na książki, wyciągnąłem grubą księgę która z impetem uderzyła w podłogę. Krzesło nawet nie drgnęło w powietrzu. Canis wziął księgę, z niemałym wysiłkiem i zrzucił na lewitujące krzesło. krzesło opadło, niemalże dotykając ziemi, Tidus z Trudem podniósł je nieco wyżej, na 10 cm od ziemi.
- jednak robisz postępy. - Powiedziałem i wziąłem wiadro lodowatej wody i wylałem prosto w twarz Tidusa. Krzesło uderzyło o podłogę a Tidus zerwał się do postawy stojącej.
- Spróbuj skoncentrować się na tyle by podnieść to krzesło z książką w głośnej sali oraz z przemoczonym ubraniem, w którym najwyraźniej jest ci bardzo zimno. Pamiętaj, że mogę ci w tym przeszkadzać...
Tidus:
- Menda... tera jeszcze się zaziębie gratis...
Tidus wstał na chwilę, rozprostował kości, po chwili ponownie usiadl, by stawić czoła krwiożerczemu krzeslu z ciężką księgą. Przez cały czas przypominał sobie sytuacje, w których był jeszcze wampirem, jego zachowania i spokój, który wtedy zawsze mu towarzyszył. Nagle jego ciało przestało drgać, na twarzy ponownie zagościł spokój, a Tidusowi udało się opanować wszystkie wampiryczne cechy, które zostały w jego pamięci. Nie zwarał uwagi na chałas, chłód, na żaden czynnik zewnętrzny, przed oczyma miał swoich byłych braci i ich moc. Podniósł krzesło, kropla potu zaczęła spływać mu po policzku. Siedział osłupiały, unosząc krzesło u góry, w chwili tej bliżej było mu do jego nieśmiertelnej istoty, którą kiedyś był...
Canis:
gdy krzesło uniosło się na kilka centymetrów stanąłem na nie nogą, krzesło opadło na dół.
- Nie jest źle, nie opadło tak szybko jak myślałem, także przejdźmy do ostatniej części testu, chodź ze mną, wyjdziemy z pomieszczeń.
Wyszliśmy z sal.
Canis stanął w odległości 5 metrów od Tidusa. Wyjął woreczek piasku.
- Twoje zadanie, to zapanować nad piaskiem, który będzie w wirze, wir, również będzie zawierał ciebie w sobie, jeżeli nie dasz rady opanować wiatru i piasku, no to będziesz trochę pokaleczony od piasku, który będzie ci o ciało ocierał. Przygotowany czy nie, zaczynamy.
Rzuciłem w stronę ucznia zaklęcie wiru: "Elishhu!" i wrzuciłem do wiru piasek z woreczka. Uczeń został przez wir wciągnięty...
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej