Tereny Valfden > Dział Wypraw
Na Igrzyska
momo:
- Taki ork to kupa mięcha pozbawiona mózgu. - Wyszeptał w stronę Grisona momo - Odrobina sprytu, kilka przemyślanych ruchów i powalisz ich trzech, czterech w pojedynkę. Mimo wszystko mam nadzieję, że nie będziemy się musieli z nimi mierzyć. Ich dowódcy wyglądają na całkiem rozgarniętych i na pewno wiedzą jak pokierować tą bezmyślną masą.
Elf wstał i podszedł do stołu, po czym nożem rozkroił jabłko. Zabrał połówkę, a nóż położył na krańcu stolika, tak by w razie potrzeby mieć go w zasięgu ręki. Na powrót usiadł obok Grisona i ogryzając owoc, przysłuchiwał się dalszej części rozmowy dwóch władców, z której to dowiadywał się coraz ciekawszych rzeczy.
Sado:
- Jestem Draconem. Zapewne słyszałeś, o tejże rasie, która nie pojmowała wojen i nie chciała brać w nich udziału, choć dysponowała potężną magią. - Sado uśmiechnął się, patrząc na orków i jednocześnie ciagle będąc czujnym i mając dłoń tuż przy ukrytej rękojeści sztyletu.
Foltest:
- No to się porobiło, nie wiem już co mam o tym myśleć. Coś w tym musi być, nie prawdopodobne żeby ojciec prowadził wojnę z synem. - Foltest odrzekł Gunsesowi, po chwili znowu napił się wina.
Gunses:
- Ja sam... - Gunses przerwał w pół słowa, nikomu wcześniej o tym nie mówił. Zamyślił się, pogrążył się we wspomnieniach z dawnych czasów. Wrócił do rzeczywistości i powiedział - Ja sam stoczyłem walkę z ojcem...
Canis:
Canis po krótkiej chwili powiedział.
- No, Isentorze teraz już wiemy po kim jesteś taki inny. - Spróbował Canis trochę rozluźnić napiętą atmosferę. - Może Meanebie wyjaśnisz jak udało ci się uciec ze swego więzienia...
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej